Ostatnimi czasy zacząłem tęsknić za klasycznymi powieściami fantasy w stylu Tolkienowskiego „Władcy Pierścieni”, „Pieśni krwi” Ryana lub „Spiżowego gniewu” Gołkowskiego. Tak bardzo brakowało mi czytania o grupach śmiałków wykonujących karkołomne zadania, że postanowiłem poszukać nowej lektury do zaspokojenia tego pragnienia. Dlatego moją uwagę przykuła znaleziona na stronie internetowej Domu Wydawniczego Rebis zapowiedź „Królów Wyldu” Nicholasa Eamesa.

Świat wykreowany przez autora to ogromne miejsce, gdzie żyją ludzie, kanibale, gobliny, olbrzymy, trolle i wiele innych stworzeń. Najistotniejszym elementem tego uniwersum jest Wyld – to tam grasuje wszelkie plugastwo, którym matki straszą przed snem własne dzieci, by te były grzeczne i posłuszne. Niestety, nie na wszystkich te historie działają odstraszająco. Właściwie to trudno zliczyć ilość śmiałków chętnie wyruszających na niezbyt gościnne ziemie w poszukiwaniu sławy bądź skarbów po nieśmiertelnych druinach – rasie przypominającą krzyżówkę elfów z królikami.

Fabułę powieści Czytelnik poznaje z perspektywy Claya Coopera, byłego członka Sagi – najsłynniejszej grupy najemników, mającej na swoim koncie wiele spektakularnych sukcesów, w tym ubicie smoka. Tylko że to przeszłość, a od ich chwalebnych dni minęło dziewiętnaście lat. W tym czasie mężczyzna oraz jego kompani ustatkowali się. Niestety, często historia nie chce odejść w zapomnienie. Pewnego dnia w drzwiach bohatera staje dawny towarzysz broni, Złoty Gabriel. Lider Sagi potrzebuje pomocy w brawurowym zadaniu, polegającym na uratowaniu uwięzionej córki ze znajdującego się na końcu świata miasta Castii, którego mury oblega niezliczona horda Wyldu. Zatem pora zebrać drużynę i ruszyć w długą drogę.

Za młodu główny bohater był wielkim rozrabiaką, bawiło go uwielbienie tłumu, gdy wraz z towarzyszami wracał z wypraw, z chęcią brał wtedy udział w karczemnych popijawach połączonych z burdami. Pominę już ciągoty do innych używek oraz częste zaglądanie do zamtuzów, ponieważ to przeszłość. Dzięki kochającej żonie został przykładnym mężem i ojcem. A dla jedynej córki bez wahania spaliby cały świat. Cooper to bohater potrafiący zdobyć sympatię Czytelnika.

Pomysł na historię jest prosty i chwytliwy, a przy okazji dosyć wtórny, ponieważ wykorzystywany przez autora motyw powracających do dawnego rzemiosła bohaterów z emerytury nie należy do nowych. Brak oryginalności w tym wypadku nie stanowi wielkiego problemu, a w zasadzie sprawia, że od pierwszej strony poczułem się, jakbym po wielu latach wrócił do domu. Niby wszystko wygląda tak samo, ale z czasem zaczynają wychodzić rozbieżności. Tę niezgodność widać w wizji świata Eamesa, ponieważ na pierwszy rzut oka prezentuje się ona dość klasycznie. Dopiero później można dostrzec kuriozalne pomysły pisarza, dotyczące kreacji rozmaitych żyjących w tym uniwersum stworzeń. Obok dobrze znanych każdemu olbrzymów i centaurów występują tutaj również kreatury przypominające imaginacje szaleńca. Takimi dziwnymi krzyżówkami są sowomisie czy iskromałpy. W sumie wykorzystany przez autora bestiariusz jest tak ogromny, że zapamiętanie wszystkich wymienionych na kartach tej książki istot graniczy z cudem.

„Królowie Wyldu” to przemyślana historia, w której Eames z gracją balansuje między komizmem a dramaturgią. W odpowiedni sposób stara się oddać charakter scen oraz nastawienia bohaterów do wydarzeń i trzeba przyznać, że wychodzi mu to całkiem zgrabnie. Dzięki temu czytanie powieści dostarcza wielu rozmaitych emocji. Książka bawi, zwłaszcza jej pierwsza połowa wypada fenomenalnie. Później bywa z tym różnie. Zaczyna przeszkadzać nadmiar absurdalnych przygód postaci, Sadze bez przerwy towarzyszą kłopoty, które prowadzą do jeszcze większych komplikacji oraz trudności i tak w kółko. Szkoda, że w recenzowanym tytule nie ma więcej chwil wytchnienia od nadmiernej akcji dla Czytelnika, ponieważ to, co prezentuje pisarz, wcześniej czy później się przejada.

Technicznie powieści nie mogę niczego zarzucić, ponieważ autor skonstruował fabułę bardzo umiejętnie. Ponadto wie, jak zręcznie wplatać wątki poboczne w główną historię, tak by nie robiły wrażenia elementów dodanych tylko w celu zapewnienia książce odpowiedniej długości. Równie pozytywne odczucia mam względem opisów świata, charakterystyki bohaterów, a także prowadzenia dialogów. Trochę inaczej wyglądają sceny walki, towarzyszy im chaos w działaniach i przypadkowości ruchów Claya oraz pozostałych członków Sagi. Przez co sporadycznie można pogubić się w tym, kto i jak oberwał, ale dzięki temu całość nabiera bardziej naturalnego charakteru.

Przy lekturze recenzowanej powieści czas płynął szybciej. Chociaż ten tytuł ma wady, to muszę przyznać, że pomimo tych wszystkich drobnych mankamentów bawiłem się znakomicie i z ogromną chęcią sięgnę po kontynuację. Niestety, niektórym Czytelnikom może nie przypaść do gustu trochę zbyt luźne, komiczne podejście Eamesa do tematyki. Jednakże groteskowy charakter książki nie stanowi powodu do obaw, to raczej dodatkowy walor nadający opowieści oryginalnego kolorytu. Historia Sagi, grupy okrzykniętej przez wielu królami Wyldu, jest warta Waszej uwagi.

  • Autor: Nicholas Eames
  • Tytuł: Królowie Wyldu
  • Tytuł oryginału: Kings of the Wyld
  • Tłumaczenie: Robert J. Szmidt
  • Cykl: Saga, tom 2
  • Wydanie: I
  • ISBN: 978-83-8062-309-5
  • Format: 132 x 202 mm
  • Oprawa: broszura klejona ze skrzydełkami
  • Ilość stron: 528
  • Data wydania: 30 października 2018