Okiem redaktorów: największe rozczarowania 2018

Wszyscy poszukujemy ciekawych książek, które umilą czas, rozbawią i wciągną tak bardzo, że zapomnimy o całym świecie. Niestety oprócz tych rewelacyjnych i przyjemnych tytułów natykamy się również te mniej udane. Jak co roku nasi redaktorzy postanowili podzielić się z Wami swoimi czytelniczymi podsumowaniami. Stworzyliśmy wspólnie dwa zestawienia – jedno z pozycjami, które wywarły na nas najlepsze wrażenie, oraz drugie z tytułami, których lektura nie była dla nas przyjemnością.

Na początek zaprezentujemy Wam listę tytułów, o istnieniu których wolelibyśmy zapomnieć. Dajcie nam znać, co Wy byście dopisali do tego zestawienia. ;)

BLAIR

Zauważyłam, że z upływem lat staję się wybredniejszym czytelnikiem. A nawet jeśli takie stwierdzenie to tylko wynik mojej bujnej wyobraźni, to wciąż fakt pozostaje faktem – kiedy historia ekstremalnie mi się nie podoba, nie czytam jej do końca. No chyba, że zobowiązałam się napisać o niej tekst. Tym sposobem nie mam na półce z 2018 roku żadnej złej powieści, ale znalazłam trzy tytuły, które mnie rozczarowały pomimo faktu, że nie pokładałam w nich wcześniej wielkich nadziei. Mowa tu o “Mojej Jane Eyre” autorstwa Ashton, Meadowes i Hand“Dziesięciu tysiącach żyć” Michaela Poore oraz “Renegades” Marissy Meyer. Nowa powieść w serii Ladyjanistek zraziła mnie odebraniem charakteru Jane Eyre, która w końcu znana jest ze swojego nietypowo feministycznego, jak na tamte czasy, podejścia oraz budzącego respekt intelektu. Nie wyszło źle, jedynie rozczarowująco. Podobnie sprawa ma się z “Renegades” Meyer, które w ogólnym rozrachunku wypada poprawnie, ale po zapadającej w pamięć „Sadze Księżycowej” wymagam trochę więcej od tej autorki YA fantasy. Co się zaś tyczy “Dziesięciu tysięcy żyć”… Powieść miała potencjał, ale wydaje mi się, że autorowi nie udało się unieść ciężaru tematu nie popadając w banały i schematy, a jednocześnie tworząc wystarczająco interesujących bohaterów, aby ponieśli czytelnika przez kolejne opisy ich licznych żywotów i przygód.

WEREWOLF
Immersja

W tym roku miałam szczęście i większość z przeczytanych przeze mnie książek mogę podsumować jako co najmniej dobre. Zawsze jednak znajdzie się jakiś wyjątek, łyżka dziegciu w beczce miodu. Dla mnie największym książkowym rozczarowaniem 2018 roku jest „Immersja” autorstwa Erica Pola. Cóż, muszę przyznać, że była to powieść, którą bardzo chciałam przeczytać. Wydawnicza zapowiedź obiecywała podróż w czasie na starożytną Kretę, a ja bardzo lubię tę wyspę. Niestety, styl autora, sposób przedstawienia wydarzeń, miejsc, jak i kreacja postaci pozostawia wiele do życzenia przez co potencjał tej historii został zmarnowany, a ja nie poczułam się zachęcona do tego, by sięgnąć po zapowiadaną kontynuację.

Mam nadzieję, że nadchodzący 2019 rok przyniesie nam tylko dobre lektury, od których nie będzie można się oderwać, a wydawcy wywiążą się z obietnic względem rozpoczętych serii. Obyśmy też wszyscy mieli wystarczającą ilość wolnego czasu, by przeczytać interesujące nas pozycje.

SOPHIE

Zestawienie rozczarowań roku jest dla mnie zawsze o wiele trudniejsze niż tworzenie listy sukcesów. Przede wszystkim dlatego, że stosunkowo rzadko trafiają mi się książki naprawdę słabe. Większość jest po prostu mniej lub bardziej przeciętna czy mdła. W tym roku nie natrafiłam na książkę, która byłaby tak zła, że od razu by mnie odrzucało na myśl o niej. Przy tym zestawieniu musiałam wspomóc się swoją biblioteczką z Goodreads, by przypomnieć sobie, co takiego w tym roku oceniłam najsłabiej. Okazało się, że była to powieść „Jestem numerem cztery” Pittacusa Lore’a – wydana u nas już parę lat temu. Książka dość naiwna, nieciekawa, a co najgorsze zawierająca przeciętne i mało wyraziste postaci, skupiające się na swoich typowych, mdłych, nastoletnich problemach. Książka o nastolatkach może być wciągająca – ta nie była, przynajmniej nie dla mnie. Domęczyłam ją do końca, a potem natychmiast wyparłam z pamięci.

POWIAŁO CHŁODEM

Ten rok pod względem czytelniczym zaliczam do udanych, choć nie obyło się bez wpadek. Co się tyczy “złych książek” miałam okazję przeczytać “Falę upału” Richarda Castle’a, będącą niczym innym jak próbą zaspokojenia apetytów fanów serialu. Pomijam już fakt, że czytało się to jak fanowski scenariusz do jednego z odcinków “Castle’a”, ale tłumaczenie zwyczajnie wołało o pomstę do nieba. Niech za przykład posłuży fakt, że gdy bohaterowie wspomnieli Boba Gąbkę, musiałam się chwilę zastanowić, o czym oni, u diaska, mówią. Przetłumaczenie imienia SpongeBoba Kanciastoportego plasuje się wśród tych samych dysonansów co Janina Porter jako bohaterka “Tarzana”. Ale bądź co bądź, nie spodziewałam się po tym tytule niczego innego. Aczkolwiek największym zawodem roku okazał się być dla mnie ostatni tom “Bram Światłości”. Już poprzednie części miały problem z nadmiarem egzaltowanych przemyśleń Daimona i niewiele wnoszącymi opisami, ale zawsze starałam się znaleźć w nich coś, co by mi przypadło do gustu. W tym przypadku zupełnie mi się to nie udało. Książka okazała się być przegadana, mało zaskakująca, jeszcze mniej ciekawa, a bohaterowie w pewnym momencie stali się tak irytujący, że zwyczajnie nie obchodziło mnie, jak skończą. Tym samym “Bramy Światłości” dołączyły do tej niechlubnej listy tytułów, których nie doczytałam do końca. Nie widziałam sensu, żeby zmuszać się do czegoś, co nie sprawiało mi przyjemności. Czy zatem książka Mai Lidii Kossakowskiej była gorsza od kiczowatej “Fali upału”? Nie, ale z pewnością były dla mnie dużo większym zawodem.

PASZCZAK

W tym roku wybór książki, która najmocniej mnie rozczarowała, jest wyjątkowo prosty, ponieważ przypominam sobie tylko jeden taki tytuł. Jest nim „Zombie.pl 2” Roberta Cichowlasa i Łukasza Radeckiego. Niestety dzieło tych panów uznaję za ogromną i niedopracowaną pomyłkę w kwestii opowiadania o przetrwaniu ludzi w świecie opanowanym przez żywe trupy. Największa bolączką tej powieści są liczne, bezsensowne modyfikacje istotnych elementów świata oraz samych zombie, których dokonują autorzy, żeby mieć większe pole do popisu, jakby całe hordy mięsożernych trupów nie stanowiły wystarczającego wyzwania dla bohaterów. Szczerze odradzam Wam sięgnięcie po tę książkę.

A Was co w tym roku rozczarowało?