Wiedźmie opowieści – Olga Gromyko – recenzja

„Wiedźmie opowieści” stanowią czwarty tom Kronik Belorskich, które ukazały się nakładem wydawnictwa Papierowy Księżyc. Zawierają sześć opowiadań, których główną bohaterką jest rudowłosa, żywiołowa wiedźma Wolha Redna, znana wszystkim wielbicielom prozy Olgi Gromyko. Dla tych, którzy zdążyli zatęsknić za jej niewyparzonym językiem i niekonwencjonalnym wykorzystaniem magii praktycznej – prawdziwa gratka. Oprócz tego w książce znajduje się obszerna wariacja na temat historii Kościeja Nieśmiertelnego – słynnego czarnego charakteru z rosyjskiego folkloru – pod tytułem „Bajka kłamie, poznajcie prawdę!”. I to jest historia, dla której naprawdę warto nabyć tę pozycję. Tako rzekłam.

Historyjki z życia Wolhy na trakcie przeznaczone są z pewnością dla tych, którzy znają już trylogię i nie chcą jeszcze żegnać się z ulubioną bohaterką. Przedstawiają kolejne zlecenia, z jakimi czarodziejka mierzy się w swej karierze zawodowej, nie wiedzieć czemu, włócząc się po drogach i bezdrożach, zamiast dobrotliwie władać Dogewą u boku ukochanego i nikczemnie psuć krew starszym oraz Kelli. Zaiste zdumiewające. W dodatku bez kasy przynależnej istotom o jej pozycji, zarabiając jak zwykła najemna wiedźma od zleceń wszelakich. Opowiadania napisane są zgrabnie, z typowym dla autorki ironicznym poczuciem humoru i wartką akcją. Poznajemy nowe, bardziej i mniej przyjazne stwory o zróżnicowanym stopniu rozgarnięcia i poziomie wredności, a także inwencję twórczą bohaterki. Jednak w moim odczuciu, brak w nich prawdziwej magii, takiej, jaka porywa i oplata czytelnika. Czyta się miło, jest sympatycznie, można się nawet pośmiać, z sentymentem powspominać „prawdziwe” przygody rudowłosej wiedźmy, jednocześnie pozostawia to jakiś osad na duszy. Wzbudza tęsknotę za tym, co minęło. Nawet Wal, który pojawia się w jednym z opowiadań, nie jest w stanie zmienić tego odczucia (całkiem subiektywnego zresztą). Mam wrażenie, że Olga Gromyko lepiej sprawdza się i czuje w dłuższych formach. Niechby i opowiadaniach, ale jednak obszerniejszych. Te przygody świetnie sprawdziłyby się w trylogii, wplecione gdzieś pomiędzy, jak wiele innych perypetii W. Rednej.

Dużo ciekawszą i wartościowszą z mojego punktu widzenia okazała się alternatywna (albo jak twierdzi autorka: prawdziwa) wersja historii o Kościeju Nieśmiertelnym, czyli „Baśń o biednym Kościeju i pięknej carewnie”. Cudo. Opowiada o losach wielkiego czarnoksiężnika, który zapragnął się ożenić. Po raz siódmy. Tak mu jakoś połowice obumierają w tempie ekspresowym. A co jedna, to brzydsza (koneser, chciałoby się rzec). Innemu by się znudziło, ale on się twardo żenić chce. I to z carskimi córkami. Władcy nie protestują, wszak Kościej mag niezrównany, groźny i bogaty, a córek u każdego jak ulęgałek. Baba z wozu, koniom lżej, a i posagu nie trzeba (konkurent sam zapłaci, żeby pannę dostać). Czysta oszczędność.

Tym razem czarownik raczył połaszczyć się na carewnę z Łękomorza, co okazało się być dla niego niezwykle pouczającym doświadczeniem. Z tą małżonką wszystko od początku idzie na opak. Nijak się pannica nie chce dostosować do schematu i jeszcze wymagania ma, roszczenia jakieś wysuwa i, bezczelna, czytać umie. Jak tu, w takiej atmosferze, magię praktykować, twarz w towarzystwie zachować, kiedy za diabła człowiek nie przewidzi, co też połowica wymyśli? A wokół bisurmańskie hordy tylko czekają na oznakę słabości i insze zagrożenia się kryją, tylko okazji do ataku wyglądając…

Olga Gromyko ma niesłychany wręcz talent do tworzenia silnych, złośliwych i jednocześnie lojalnych bohaterek, których trudno nie lubić i im nie kibicować. Relacje między dwojgiem głównych bohaterów i ich perypetie wzbudzają w czytelniku niepohamowaną uciechę. Ale i tak najlepszy jest koń… wróć: niezrównany rumak bohaterski, żeby obrazy nie było. Oprócz tego jest ciekawie, zaskakująco i niesztampowo. Nie wiem, jak udało się pisarce, przy tym wszystkim, co się dzieje, utrzymać w opowieści klimat typowy dla rosyjskich baśni (jest unikalny – kto czytywał, ten wie, o czym mówię). Spora dawka magii, dużo sarkastycznego poczucia humoru, świetnie skonstruowani bohaterowie i ciekawa intryga. Czegóż chcieć więcej?

Zdecydowanie warto mieć tę książkę na półce. Dla fanów twórczości Gromyko – pozycja obowiązkowa, nie tylko ze względów sentymentalnych. Autorka potrafi zaczarować odbiorcę, rozbawić i podnieść na duchu, jednocześnie obnażając obłudę i promując niezniszczalne (choć trochę dziś zapomniane) wartości: wierność, przyjaźń, poświęcenie, moralność – a wszystko to za sprawą własnego kunsztu pisarskiego. Doskonały przykład, że można uczyć, bawiąc. Ja bawiłam się świetnie przy tej lekturze, czego i Wam życzę.