Premiera “Adeptki” Rachel E. Carter zbliża się wielkimi krokami, tymczasem zapraszamy do zapoznania się z fragmentem książki.

Ryiah przetrwała próbny rok w Akademii, ale dopiero teraz zaczyna się dla niej prawdziwa nauka.

Dziewczyna dostała się do wymarzonej frakcji bojowej, ale musi stawić czoła nauczycielowi, którego nie znosi, i wrogo nastawionej Priscilli. Sytuacji nie ułatwia też relacja z Darrenem, oscylująca między wrogością a sympatią, może nawet fascynacją…

Kiedy jeden z uczniów zostaje zabity w nieprzyjacielskim ataku, nauka schodzi jednak na dalszy plan. W powietrzu wisi wojna, być może Ryiah będzie musiała wykorzystać swoje umiejętności szybciej, niż sądziła.

  • Autor: Rachel E. Carter
  • Tytuł: Adeptka
  • Tytuł oryginału: Apprentice
  • Tłumaczeni: Emilia Skowrońska
  • Cykl: Czarny Mag, tom 2
  • ISBN: 9788328061408
  • Format: 135 x 202 mm
  • Oprawa: miękka
  • Ilość stron: 416
  • Data wydania: 30 stycznia 2019

FRAGMENT

Nikt nie miał nieskończonych sił. Im bardziej byliśmy wyczerpani, tym wolniej rzucaliśmy czary. Po skończeniu okresu dojrzewania u większości magów potencjał przestawał się rozwijać. U kilku osób mógł zwiększać się jeszcze po dwudziestym roku życia, ale to nie była norma. Jeśli będę codziennie ćwiczyć, przy odrobinie szczęścia moja kondycja zacznie spadać dopiero po trzydziestce.
To dlatego nabór kandydatów odbywał się tak często: potrzebowaliśmy jak najsilniejszej Rady Magii, nawet jeśli oznaczało to zmianę Kolorowych Szat co dwadzieścia
lat.
– Przygotowujecie się do realistycznej walki – powiedział Byron pierwszego dnia praktyk. – Jeśli dotrzecie do granic wytrzymałości, musicie jedynie się wycofać i przestać czarować. Możecie zemdleć tylko wtedy, gdy nie będziecie się już znajdować w niebezpieczeństwie albo jeśli rzucenie jakiegoś czaru uratuje wam życie.
Innymi słowy, nie wolno było robić tego, co zrobiłam podczas egzaminów na pierwszym roku.
Reszta grupy przestała czarować w ciągu kilku minut. Byron wygłosił płomienną przemowę, wychwalając księcia pod niebiosa i obrażając wszystkich pozostałych. Zawsze
kończyło się to w taki sam sposób.
Od czasu do czasu mistrz rzucał jakąś pochwałę Priscilli, byłam jednak pewna, że chodziło wyłącznie o zrobienie dobrego wrażenia na księciu. W kwestii innych uczniów Byron nawet nie udawał.
– Aha, Ryiah, następnym razem się skup. Nie pozwolę, by twoja ręka była wymówką do rzucania słabszych zaklęć.
A przecież dzisiaj poszło mi najlepiej od początku praktyk. Trafiłam w cel więcej razy niż większość uczniów z mojego roku i tylko pojedyncze strzały nie doleciały do wianków… Ale, jak zwykle, mistrz zauważa wyłącznie to, co mi się nie udaje.
Poczekałam, aż przejdzie mi gniew – co działo się bardzo wolno – i ruszyłam w kierunku sali jadalnianej. Ćwiczenia mieliśmy około półtora kilometra od głównego budynku, w którym znajdowały się nasze koszary i reszta pomieszczeń. Z reguły po całodniowych praktykach nienawidziłam długiej drogi do domu, teraz jednak cieszyłamsię, że mam trochę czasu, by oczyścić umysł.
„Moje praktyki są ważniejsze niż uduszenie mistrza Byrona”. Powtarzałam w myślach to motto. Przy odpowiedniej liczbie powtórzeń miało mi ono niby pomóc, ale na razie moje wysiłki były daremne. Za każdym razem coraz trudniej przychodziło mi ignorowanie przytyków mistrza. Kilka razy w ciągu pierwszych miesięcy straciłam panowanie nad sobą i teraz, po prawie trzech miesiącach ćwiczeń i treningów, tyran nadal mnie za to karał.
– Ups, przepraszam. – Poczułam gwałtowne szarpnięcie, gdy ktoś wpadł na moją rękę.
Bez trudu mogłabym zgadnąć, kto to. Priscilla.
– Zrobiłaś to celowo! – Pod wpływem bólu zobaczyłam przed oczami wszystkie kolory tęczy i mistrz nagle przestał mnie obchodzić. Tę dziewuchę należało wreszcie ustawić. Miałam już dość tych wrogich zagrywek.
Nadeszła pora, żeby jej oddać.
– Nie udowodnisz tego.
Z wściekłości toczyłam pianę z ust.
– Udowodnić? Nie muszę nic udowadniać. Ja…
Zanim zdołałam wyprowadzić cios, na mojej zdrowej ręce zacisnęła się dłoń księcia. Powiedział groźnie:
– Przestań.
– Nie wtrącaj się! – Próbowałam mu się wyrwać, ale miał żelazny uścisk. Nie mogłam się ruszyć. – Darrenie, puszczaj.
– Dlaczego jej przeszkadzasz? – Reakcja Priscilli natychmiast sprawiła, że moja wściekłość minęła. Mimo to książę cały czas powstrzymywał mnie przed daniem jej nauczki, na jaką zasługiwała.
– Też chcesz mieć złamaną rękę tak jak ona?
– Przecież ona mnie nie pobije. – Priscilla się naburmuszyła.
Darren się zaśmiał.
– Ryiah nie jest tak kiepska, jak myślisz.
Z przyjemnością patrzyłam, jak piękność o kruczoczarnych włosach oblewa się brzydkim rumieńcem.
– Co cię napadło? Jestem twoją narzeczoną.
– Priscillo. – Darrenowi kończyła się cierpliwość. – Ona jest tylko przyjaciółką. Już to przerabialiśmy.
Prychnęła i szybko odeszła.
Przełknęłam ślinę, poczułam suchość w ustach. Tłum wokół nas się rozstępował.
– Dzięki.
– Nie ma za co.
Wpatrywałam się w jego dłoń na moim nadgarstku.
Czułam mrowienie na skórze i nie miało to nic wspólnego z bólem. Po prostu przypomniał mi się pewien wieczór…
Musiałam zignorować te wspomnienia. One nie miały żadnego znaczenia. Szarpnęłam ramieniem i książę puścił je, jakby się poparzył.
– A jak twoja druga ręka? – spytał.
– W po… w porządku. – Dlaczego zaczęłam się jąkać?
Zmusiłam się do uniesienia brody i postanowiłam się trochę podrażnić. – Ach, więc jesteśmy przyjaciółmi?
– Przecież powiedziałem, że tak. – Uśmiechał się.
Nasze oczy się spotkały.
Wciągnęłam powietrze.
Książę był tak przystojny, że aż sprawiało mi to ból.
Mroczna twarz, wyraziste rysy, szkarłatne oczy i linia ust, która robiła dziwne rzeczy z moimi trzewiami.
Chłopcy nie powinni tak wyglądać.
– A ja myślałam, że w mojej bajce odgrywasz rolę łajdaka.
– Nawet łajdacy mogą trochę się zabawić. – Cały czas się we mnie wpatrywał. – Ale nie jestem twoim łajdakiem, kochanie.
„Kochanie?”. Zrobiłam się czerwona jak burak. Nie wiedziałam, czy Darren w ogóle uświadomił sobie, co powiedział. To nic nie znaczyło. Ludzie tak mówią i tyle.
– Ry, wszystko w porządku? – Ella wyprzedziła Iana i Lorena.
– Tak, poradzę sobie. – Zaśmiałam się słabo i machnęłam złamaną ręką. Poczułam ostry i palący ból, wiedziałam jednak, że mistrz Byron nigdy nie pozwoli, by jakiś mag z frakcji Uzdrawiania choćby zerknął na moją kontuzję.
– Założę się, że twój brat mógłby zająć się twoją ręką.
– Naprawdę, nie potrzebuję…
– Aleś ty uparta. – Ian złapał mnie za ramiona, żeby mnie odprowadzić. Całkowicie zignorował obecność księcia. – Chodź, Ry. Alex nie musi wyleczyć twojej ręki, ale może dać ci coś na ból.
Gdy przyjaciele mnie odprowadzali, Darren cały czas na mnie patrzył. Czekałam na jakąś złośliwą uwagę z jego strony o tym, jak cierpienie wzmacnia maga.
– Spytaj brata o arnikę.