Nie dajcie się zwieść okładce styczniowej „Nowej Fantastyki”, ponieważ prezentowany na grafice kadr, pochodzący z Netflixowej adaptacji powieści „Trollhunter. Łowcy trolli” Guillermo del Toro i Daniela Krausa, nie jest zapowiedzią publicystyki kierowanej wyłącznie do młodszego Czytelnika. Zgromadzone w tym wydaniu miesięcznika materiały czerpią inspiracje z wielu rozmaitych zagadnień, ponadto na kartach styczniowej „Nowej Fantastyki” można znaleźć kilka miłych niespodzianek.

W artykule „Podmorska kartografia” Marek Starosta zaprasza na wyprawę w morskie głębiny. Nie w celu poszukiwania dziwnych gatunków stworzeń, a przedstawianiu przygotowań fundacji XPRIZE do konkursu na opracowanie najefektywniejszej i w miarę taniej technologii mapowania dna. Każda z uczestniczących drużyn będzie musiała w ciągu doby zrobić mapę obszaru od dwudziestu pięciu do pięćdziesięciu kilometrów kwadratowych.

Z kolei Radosław Pisula w swoim tekście przybliża sylwetkę niedawno zmarłego Stanley’a Liebera, znanego pod pseudonimem Stan Lee. Redaktor prezentuje dość szczegółowo historię współtwórcy takich bohaterów jak Spider-Man, Thor, Iron-Man i wielu innych. Warto zwrócić uwagę na tę publikację, ponieważ Pisula nie skupia się wyłącznie na superlatywach i ogólnikach, a przedstawia również negatywne cechy charakteru Liebera, które obalają utrwalony w mediach wizerunek Stana Lee jako miłego staruszka.

Natomiast Witold Vargas w nowej odsłonie cyklu „Z kartek legendarza” prezentuje niezwykłą gratkę – okazję spojrzenia na fragment przygotowywanej przez redaktora wraz Pawłem Zychem oraz Natalią Zacharek nowej książki pod tytułem „Bestiariusz – zwierzęta”. W tym konkretnie artykule autor przybliża Czytelnikowi legendy związane z krukami i kawkami. Wiedzcie, że już w czasach biblijnych ludzie przypisywali tym ptakom mityczne, wręcz diabelskie moce.

Warto też zwrócić uwagę na tekst „Rozrywka dla całej rodziny” Marcina Zwierzchowskiego. Na przykładzie przygód zielonego ogra imieniem Shrek, serialu „Zagubieniu w kosmosie” i animacji „Łowcy trolli” redaktor opisuje trudności, przed jakimi stają scenarzyści oraz reżyserzy podczas tworzenia produkcji, które w równym stopniu mają być ciekawe dla młodego, jak i dla starszego widza.

W dziale z prozą polską można znaleźć dość nostalgiczne i wyjątkowo smutne opowiadanie „Dalej niż koniec drogi” Artura Laisena. Jest to historia o przemijaniu, prezentowana z perspektywy pięćdziesięcioośmioletniej Gorjim. Kobieta postanawia zgodnie ze zwyczajem jej ludu wyruszyć na pielgrzymkę do Góry Szczęścia, gdzie wysyłane są osoby starsze, chore bądź zniedołężniałe. Tylko że bohaterka nie spełnia tych kryteriów, a decyzję opuszczenia rodziny i udania się w drogę podejmuje z powodu pragnienia stawienia czoła swojej przeszłości i chęci realizacji młodzieńczego postanowienia – sprawdzenia, co znajduje się za ową górą.

Natomiast Paweł Ciećwierz w „Smoczych zębach” zaprasza do mrocznego i niebezpiecznego miasta Mgława – aglomeracji wzorowanej na śląskich pejzażach. Historia zaczyna się od nocy, podczas której Alicja Liddell (była prostytutka próbująca wieść normalne życie) oraz nekromanta Brighella wpadają w kłopoty, wychodząc z koncertu – ktoś grozi im bronią i porywa, a to początek większych problemów. Uwielbiam wykorzystany przez autora gatunek literacki (urban fantasy), niestety pod względami estetycznymi Mgława w ogóle mi nie odpowiada. Z powodu dziwnej konstrukcji tekstu bardziej zastanawiałem się nad chronologią opisywanych wydarzeń niż samą ich treścią.

W dziale z prozą zagraniczną można znaleźć prawdziwą perełkę: „July morning” Nokołaja Gornowa to opowieść o alternatywnej wizji historii Ziemi. W wykreowanym przez autora uniwersum ZSRR nadal istnieje, i co więcej, nawet dobrze sobie radzi. Przynajmniej na razie, bo Wsiewołod Siergiejewicz Żurawlew podczas prowadzenia badań nad oddziaływaniem pól magnetycznych na wielkie nadprzewodniki niechcący odkrywa istnienie równoległych światów, w których nie ma już Związku Radzieckiego.

Intrygującym opowiadaniem jest również „Imion wymawianie” Maggie Clark. Poznajemy tu bohaterkę, która zostaje wezwana na planetę należącą do tajemniczej rasy Bo. Dziewczyna wyrusza z misją bycia obrońcą własnego ojca. Mężczyzna kilkadziesiąt lat przed opisywanymi w tekście wydarzeniami opuścił rodzinę dla prowadzenia badań. Jednakże coś poszło nie tak podczas eksperymentów (zginał asystujący mu kosmita) i to naukowiec jest uważany winnym jego śmierci.

Sięgając po styczniowe wydanie „Nowej Fantastyki” oczekiwałem dobrej zabawy i otrzymałem ją w dużych ilościach. Trochę żałuję, że w tym numerze zabrakło wywiadu, ponieważ redaktorzy miesięcznika przyzwyczaili Czytelników do tego elementu. Jednakże w zamian można poznać sporo faktów z życia Stana Lee, a także przeczytać opowiadanie „July morning”, do czego Was serdecznie zachęcam.