Magdalena Kubasiewicz jest popularną pisarką, która na swoim koncie ma takie tytuły, jak „Spalić wiedźmę” czy „Wiedźma Jego Królewskiej Mości”. Jeśli jakimś cudem do tej pory nie słyszeliście o powyższej autorce, to teraz nadarza się doskonała okazja do nadrobienia tego niedociągnięcia, ponieważ w styczniu nakładem wydawnictwa Uroboros na półki księgarni trafiła jej nowa książka „Gdzie śpiewają diabły”.

Akcja powieści rozgrywa się gdzieś na końcu świata, w tajemniczym, małym miasteczku, nazywanym Azylem. To taka typowa mieścina, w której absolutnie nic się nie dzieje, przynajmniej do czasu, gdy jedna z jego mieszkanek zostaje zamordowana. Jest to tragiczne wydarzenie, zwłaszcza dla znajomych ofiary, ale „Gdzie śpiewają diabły” nie przedstawiają poszukiwań jej mordercy. Zamiast tego historia skupia się na zaginionej Ewie Zawiszy, na której zdjęcie policja natrafiła w rzeczach denatki.

Fabułę książki poznajemy z perspektywy Piotra, który nie jest prywatnym detektywem ani policjantem – to po prostu zwyczajny mężczyzna wiodący całkowicie przeciętne życie. Chociaż nie do końca, ponieważ cały wolny czas bohater przeznacza na samotne śledztwo w sprawie zaginięcia swojej siostry bliźniaczki, jako że organy ścigania od wielu lat nie wykazały się w tej kwestii skutecznością.

W „Gdzie śpiewają diabły” pojawia się trup, prywatne dochodzenie Piotra , a nawet występuje niezidentyfikowany morderca, ale pomimo tego jakoś trudno mi określić tę powieść jako rasowy kryminał, gdyż wątek morderstwa oraz poszukiwania Ewy stanowią tylko drobną część całości. Zacznie więcej miejsca zajmuje prezentacja Azylu z perspektywy nowo przybyłego. Mieścina na pierwszy rzut oka jest niezbyt ciekawa, ale to tylko pozory: pod nimi znajduje się wiele tajemnic, a także pewna krążącą wśród mieszkańców stara, lokalna legenda o diable, wiedźmie, miłości oraz ukrytym na dnie jeziora sercu.

W nowej powieści Magdaleny Kubasiewicz najbardziej podoba mi się połączenie współczesnej baśni z elementami kryminału. Ta historia porwała mnie od pierwszej strony swoim magicznym klimatem, a zwłaszcza tym, jak bajecznie autorka opisuje świat czy przedstawia rozwój fabuły, w której nie brakuje intrygujących zwrotów akcji. Co więcej, racjonalnie myślący Piotr szybko przestaje być nudny na tle ludzi zafascynowanych lokalną legendą. Innym dużym plusem książki jest fakt, że pisarka bardzo dużo uwagi poświęciła temu, by nie zdradzić od razu wszystkiego Czytelnikowi. Dzięki często stosowanym przez autorkę niedopowiedzeniom tekst nabiera tajemniczości, a rozwój wydarzeń można interpretować na wiele sposobów.

Choćbym nie wiem, ile chwalił Magdalenę Kubasiewicz za kawał dobrej roboty, jaką zrobiła, tworząc tę opowieść, to niestety nie zmieni to faktu, że cały trud pisarki trochę popsuło samo wydawnictwo. Uroboros zbyt lekko podszedł do kwestii przedstawienia potencjalnemu Czytelnikowi zarysu historii, który można znaleźć na tylnej okładce, zwłaszcza w rekomendacjach – zdradzają one zbyt wiele, a co więcej odzierają „Gdzie śpiewają diabły” z tajemniczości. Dlatego lepiej na tył książki nie zaglądać wcale.

Po lekturze recenzowanej powieści odczuwałem niedosyt, gdyż w tej spokojnej, trochę nazbyt infantylnej i romantycznej historii (co zwykle nie do końca wpasowuje się w moje gusta) ciągle chciałem więcej. Zwłaszcza mało mi było informacji na temat samego uniwersum, a na część nurtujących mnie pytań nie znalazłem odpowiedzi. Ponadto trochę brakowało mi szybszej akcji. Jednakże nie mogę powiedzieć, żebym podczas czytania „Gdzie śpiewają diabły” się nudził, wręcz przeciwnie, książka dostarczyła mi wiele rozrywki, a momentami nawet zostałem oczarowany przez jej świat i bohaterów. Poznawanie Azylu oraz jego niezwykłych mieszkańców to doskonała zabawa, do której Was zapraszam.

  • Autor: Magdalena Kubasiewicz
  • Tytuł: Gdzie śpiewają diabły
  • ISBN: 978-83-280-5750-0
  • Format: 135 x 202 mm
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Ilość stron: 304
  • Data wydania: 16 stycznia 2019