Andrzej Pilipiuk „Zły las” – recenzja

„Zły las”

Niezwykłe historie, tajemnice z przeszłości, szczypta magii i okultyzmu, zerknięcie za zasłonę realnego świata. To właśnie „Zły las” autorstwa Andrzeja Pilipiuka, dziesiąty zbiór opowiadań, w których spotkać możemy zarówno znajomych bohaterów, jak również całkiem nowe postacie. Tym razem Wielki Grafoman przedstawia Czytelnikowi cztery historie – „Tajemnicę zielonej teczki”, „Zły las”, „Rozczochraną kochankę” oraz „Zemstę śmieciarzy”.

„Tajemnica zielonej teczki” to powrót Instytutu Kryptozoologii i tematu potomków neandertalczyków. Czy tzw. jetinsyny naprawdę żyją gdzieś na uboczu naszej cywilizacji i knują, jak przejąć władzę nad światem? A może to tylko bajka, którą straszy się niegrzeczne dzieci? Trop wiedzie aż na Grenlandię, a kilkuosobowa ekspedycja będzie potrzebowała dużo szczęścia, by powrócić szczęśliwie do domu.

Chociaż sam temat yeti, neandertalczyków i ich ewentualnego potomstwa nie należy do moich faworytów w twórczości Andrzeja Pilipiuka, muszę przyznać, iż to opowiadanie mimo wszystko uznaję za udane. Autor przenosi Czytelnika w czasy sprzed II wojny światowej, ale nie to jest w tej historii najciekawsze. Najbardziej zaintrygował mnie sposób, w jaki przedstawieni bohaterowie przemieszczali się na miejsce poszukiwań, gdyż sterowce, szczególnie te pasażerskie, nie są czymś, co moglibyśmy zobaczyć na współczesnym niebie. Fabuła opowiadania skonstruowana jest sprawnie oraz realistycznie. Postacie mają cechy ówczesnych ludzi, akcja płynie wartko, a całość pozostawia pytanie: a może oni jednak żyją naprawdę?

Tytułowy „Zły las” zabiera Czytelnika w okolice znane z opowiadania „Wilcze leże”. Pilipiuk uzupełnia tę historię pozwalając poniekąd spojrzeć na nią z innej perspektywy. Jednocześnie jest to całkowicie odrębna opowieść z nowymi bohaterami, zagrożeniami i tajemnicami.

Jakkolwiek by to nie brzmiało, lubię fabuły osadzone w realiach II wojny światowej, a właśnie, jak zapewne pamiętają wszyscy, którzy czytali „Wilcze leże”, właśnie w tym okresie umiejscowiony został „Zły las”. Jest smutno, zimno i ponuro, a w bohaterach coraz mniej nadziei na wygrany koniec walk. Gdyby tego było mało, w pobliskim lesie czai się coś złego i krwiożerczego. Choć klimat „Złego lasu” nie należy do lekkich, Pilipiuk przedstawia całość w sposób całkiem intrygujący. Co prawda spodziewałam się zupełnie innego zakończenia, a to zaserwowane przez autora nieco mnie rozczarowało, jednak pomimo tego opowieść mogę uznać za udaną.

Oscar Wilde czy Graham Masterton mieli swoje własne pomysły na nadnaturalne historie, których głównym motywem był obraz. Andrzej Pilipiuk postanowił stworzyć własną i tak powstała „Rozczochrana kochanka”. Robert Storm musi rozwikłać zagadkę pewnego, jak twierdzą niektórzy, nawiedzonego malowidła.

Twórczość Pilipiuka lubi zaskakiwać, a sam autor potrafi zaintrygować czymś tak prozaicznym jak kawałek płótna i otaczająca je rama. Ci, którzy znają perypetie Roberta Storma, wiedzą, że niejednokrotnie spotyka się z tym, co nadnaturalne, a jego znaleziska rzadko kiedy mają zwyczajną przeszłość. Dla mnie osobiście „Rozczochrana kochanka” jest tym opowiadaniem ze zbioru, które spodobało mi się najbardziej. Za jego tajemniczość – to rzeczywiście ingerencja sił nieczystych, czy może tylko zręczna gra światła i farby? – ale i prostotę. Mimo że jest to najkrótsza w zbiorze opowieść, z mojego punktu widzenia ma w sobie wszystko to, co wywołuje w Czytelniku zadowolenie.

„Zemsta śmieciarzy”, czyli opowieść o tym, co grozi, gdy pokrzyżuje się plany nieodpowiednim osobom. Tym razem nasz młody „handlarz starzyzną” musi stanąć do walki z nie lada przeciwnikiem. A stawką jest niemal cały dotychczasowy dorobek Roberta. Lecz trudno znaleźć sojuszników w walce, skoro jego oponent budzi lęk nawet w członkach Domu Czterech Liści.

Muszę przyznać, iż jest to opowiadanie, z którym mam największy problem. Z jednej strony podoba mi się rys historyczny, dzięki któremu dowiedziałam się o istnieniu pieniędzy łódzkiego getta. Sam pomysł na tytułową zemstę, jej pochodzenie i sposób realizacji też jest ciekawy. Lecz o ile lubię Roberta Storma i jego przygody, w tym wypadku jego rozprawy na temat tego, w jak złym kierunku podąża świat, upadku obyczajów i ludzi stały się zwyczajnie męczące. Tak, osobiście też żałuję, że m.in. nie zobaczę nigdy na żywo przedwojennej Warszawy, nie cieszy mnie fakt, iż miejsce rękodzieła wypierają towary „jednorazowego” użytku Made in China, a ludzie wolą spędzać czas przed monitorem niż sięgnąć po książkę czy zwykły spacer. Jednak to spotykam na co dzień i w literaturze, po którą sięgam dla rozrywki, wolałabym uniknąć aż tak częstych żali, jak ma to miejsce w „Zemście śmieciarzy”.

Tym, co dodatkowo przypadło mi do gustu w „Złym lesie” jako zbiorze opowiadań, są małe mrugnięcia do Czytelnika w postaci mniejszych lub większych nawiązań do starszych tekstów Wielkiego Grafomana. Fani twórczości autora bez trudu zauważą, iż na kartach antologii pojawia się wspomnienie nazistowskiego szewca i jego narzędzi, do tego lutnik, sąsiad Storma, rozpacza nad brutalną ingerencją w pewne czarne skrzypce, przez którą już na zawsze pozostaną nieme, a wpływ cygańskiej ziołowej nalewki znów wypuszcza na warszawskie torowiska wagony zwane „berlinkami”.

Andrzej Pilipiuk w swoich opowiadaniach nie tylko bawi, ale też uczy. Przemyca historyczne ciekawostki, wplatając je zręcznie w fabułę swoich historii. Całość zaprezentowana jest jednocześnie językiem na tyle lekkim, by lektura była przyjemnością. Mam nadzieję, iż na kolejny zbiór nie trzeba będzie czekać zbyt długo.

Tytuł: Zły las
Autor: Pilipiuk Andrzej
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 402
Data premiery: 13.03.2019

 

About WereWolf

Zły Wilk

View all posts by WereWolf