Okładka lutowego wydania „Nowej Fantastyki” wzbudziła we mnie ogromną radość, ponieważ znajdująca się na niej grafika nawiązuje do serialu „Star Trek: Discovery”, co oznacza, że będzie to również temat numeru. Dla mnie jest to rewelacyjna wiadomość, gdyż od przeszło dwudziestu lat należę do grona fanów tego uniwersum. Cieszy mnie zwłaszcza decyzja redaktorów, by o tej franczyzie pisać konkretnie w tym miesiącu, albowiem 27 lutego 2015 roku zmarł Leonard Nimoy – legendarny odtwórca roli Spocka.

Przyjemnym wprowadzeniem do numeru jest także tekst Jerzego Rzymowskiego, w który porusza tematykę czytania dla ilości oraz statystyk, zamiast dla czystej przyjemności z poznawania nowych historii. Redaktor przewrotnie opisuje to zjawisko i nawet porównuje je do przelotnego seksu.

Dział z publicystyką zgodnie z tradycją otwiera cykl „Zastrzyk przyszłości”. Marek Starosta w tekście „Będziemy pamiętać” opowiada o amerykańskiej społeczności, która potrafi się zjednoczyć po stracie kogoś ważnego: gromadząc się w parkach, paląc świecie, wspólnie wspominając. To wyjątkowo pozytywne zjawisko, gdyż spaja ludność mniejszych miejscowości czy osiedli, a także dzielnic dużych miast. Jednakże prezentowany przez Starostę przypadek zbiorowej żałoby mieszkańców Berkeley nie był żaden zamach czy śmierć konkretnej osoby – tym razem ludzie zebrali się, aby uczcić pamięć KiwiBota, robota dostarczającego jedzenie.

Natomiast Marcin Zwierzchowski w „Star Trek – nowe misje” prezentuje kontrowersje towarzyszące najnowszemu serialowi z tego uniwersum. Wielu zarzuca mu, że bardziej przypomina wyreżyserowane przez J.J. Abramsa filmy niż to, do czego przyzwyczaiły widza „Następne pokolenie”, „Stacja kosmiczna”, czy „Voyager”. Ponadto redaktor pisze o poruszanej przez „Discovery” tematyce i tym, co wnosi do franczyzy. W artykule nie brakuje również spojrzenia na przyszłość, ponieważ ostatni serial spod znaku „Star Treka” przyciągnął nowych widzów, a twórcy planują wykorzystać ten pozytywny trend do ekspansji uniwersum w kolejnych produkcjach.

Z kolei Jan Żerański „Naziści – kultowi złoczyńcy fantastyki” opowiada, jak kiedyś Amerykanie wykorzystywali kulturę masową w roli narzędzia propagandy. Z biegiem lat ta agitacja zaczęła ewoluować do form bardziej rozrywkowych niż prób wyplewienia z narodu niewłaściwych poglądów. Jednakże moda na wykorzystywanie faszystów ma się dobrze.

W recenzji styczniowego numeru „Nowej Fantastyki” wspominałem, że Witold Vargas prezentuje fragment książki, nad którą pracuje wspólnie z Pawłem Zychem oraz Natalią Zacharek. Na szczęście możliwość zerkania w tworzony przez nich „Bestiariusz – zwierzęta” nie skończyła się na jednym artykule i jest kontynuowana. Pisarz prezentuje wiele mitów oraz legend związanych z kotami i wężami – w tekście nie brakuje intrygujących informacji.

Dariusz Skrzydło w „Co w młodości czytały staruchy” chce na własnym przykładzie przedstawić współczesnej młodzieży listę książek, które były wybierane przez ich rówieśników żyjących w czasach PRL-u. Wśród prezentowanych tytułów można nawet znaleźć powieść pióra Janusza Zajdla. Ale najistotniejsze jest to, że artykuł pozwala przyjrzeć się ewolucji, jakiej uległa fantastyka kierowana do młodzieży na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat.

Do działu z prozą polską trafiło tylko jedno opowiadanie – „Krew Leopolis” Andrzeja Miszczaka. Autor w swojej dość niekonwencjonalnej wizji starożytnego Rzymu prezentuje igrzyska i to jakie krwiste! W tej hucznej imprezie biorą udział dzielni gladiatorzy, dzikie stworzenia, a nawet steampunkowe machiny sterowane przez ludzi. Miszczak stworzył pomysłową historię, ale niestety nie przypadła mi do gustu. Dużym minusem była estetyka przedstawionego świata – mariaż starożytnych realiów z technologią silników działa na mnie zniechęcająco.

Trochę bogaciej wygląda dział z prozą zagraniczną, gdyż znalazły się w nim dwa teksty. Pierwszym jest „Kuszib” Hassana Abdulrazzaka. To opowiadanie prezentuje Ura i Onę (małżeństwo), które zdobywa bilety na Ucztę – jeden z najbardziej prestiżowych bankietów. Na przyjęciu goście degustują dania przyrządzone z wyjątkowo specyficznego rodzaju mięsa – ludziny. Co więcej, otrzymują oni do picia osobliwe gatunki win, ale o tym lepiej przeczytać już samemu. Drugim opowiadaniem jest „Wilk i mantikora” Grega Van Eeekhouta. Pisarz opowiada tutaj o Anges Santiago (agentce Północy), która została wysłana z tajną misją do Królestwa Kalifornii Południowej, gdzie ma pozyskiwać informacje o posiadanych przez monarchię kościach magicznych istot o właściwościach bojowych.

Poznawanie zawartości lutowego numeru „Nowej Fantastyki” było dla mnie świetną zabawą. Bawiłem się doskonale, zwłaszcza czytając zagraniczne opowiadania. Publicystyce też niewiele brakuje, jedynie w przypadku artykułu o „Star Treku” odczuwam pewien niedosyt – jego świetnym rozwinięciem byłby wywiad z twórcami albo aktorami. Poza tym naprawdę warto sięgnąć po lutowe wydanie miesięcznika.