Królestwo popiołów Sarah J. MaasPewnego ciepłego kwietniowego dnia pod moje drzwi dotarło wezwanie do walki. Zalakowane krwistoczerwoną pieczęcią, w czarnej, niepodpisanej kopercie, dość jednoznaczne w swym przekazie. Poczułam się trochę jak spiskowiec. Królowa Aelin Ogniste Serce szuka sojuszników wszędzie. Do wezwania dołączono przesyłkę – dwa tomy Królestwa popiołów. Nawet się nie wahałam. Podążyłam za wskazówkami zawartymi w liście, mimo licznych obaw, które się z tym wiązały…

Królestwo popiołów to już ostatnia, piąta część serii Szklany tron. Z racji objętości księga została podzielona na dwa tomy, z których pierwszy liczy sobie ponad siedemset, a drugi ponad pięćset stron akcji. Każdy z nich zapewni Wam moc wrażeń, wzruszeń i emocji – nie tylko tych pozytywnych. Zanim jednak sięgniecie po tę książkę naprawdę warto zapoznać się z historiami niejako pobocznymi do głównego cyklu. Albowiem bez lektury Zabójczyni czy Wieży Świtu nie będziecie w stanie w pełni docenić ani rozmachu, z jakim Sarah J. Maas (a może sama Aelin) zaplanowała całą intrygę, ani niuansów niektórych epizodów czy relacji. Każdy z bohaterów, który pojawia się trakcie tej ostatecznej rozgrywki, jest odrębnym bytem, niesie osobisty bagaż doświadczeń, ale bez bliższej znajomości ich dziejów, opowieść zostaje w pewnym stopniu odarta ze swej magii. Nie wyobrażam sobie zresztą, aby fani Szklanego tronu nie znali w pełni opowieści tego uniwersum. Znajdziecie tu w zasadzie wszystkie postacie, które pojawiły się w serii; wszystkie, które miały jakiekolwiek znaczenie, a nawet takie, które – wydawać by się mogło – pojawiły się czysto epizodycznie, a nagle okazuje się, że w jakiś sposób były i są istotne dla rozwoju akcji.

Historia rozpoczyna się dokładnie w tym miejscu, w którym zakończył się czwarty tom. Dwa króciutkie rozdziały wstępu ukazują nam jedynie Rowana, rozpaczliwie poszukującego małżonki i Aelin pogrążoną we wszechobecnym bólu, rozpaczy i beznadziei. Armia, którą udało się zgromadzić królowej, pod wodzą Aediona musi zmierzyć się z nie tylko z siłami Morath, ale również z konsekwencjami intrygi, którą uknuły Niosąca Ogień i jej wierna towarzyszka Lysandra. Klucze Wyrda stają się teraz brzemieniem Doriana, wciąż jednak brakuje ostatniego z nich. Młody król wyrusza zatem z własną, przerażającą misją. Czy jednak jest gotów zmierzyć się ze swoim strachem, czy da radę stawić czoła Valgom i nie stać się na powrót bezwolnym narzędziem w ich szponach? Co zrobi Manon? I jaką rolę przyjdzie jeszcze odegrać wiedźmom w tym ostatnim rozdaniu?

Wszystko ma swoją cenę, czasami jest ona zbyt wysoka, ale może warto ją zapłacić? Co jednak, jeśli to i tak nie wystarczy? Jeśli położysz na szali swoje szczęście, swój honor, swoje życie, a to i tak wciąż za mało? Czasem nawet najlepsze chęci otwierają jedynie drogę do piekła…

Ta historia pełna jest nagłych zwrotów akcji, ale też przepełniona cierpieniem i lękiem. Poczucie beznadziei sączy swój jad w dusze i umysły niemal wszystkich bohaterów powieści. W ich serca zakrada się zwątpienie i rozpacz. To, co mogło być piękne, obraca się w niwecz. Zazdrość, zawiść, urażona duma, która każe ranić innych – znajdziecie je na kartach tej opowieści. Kolejne strony spływają krwią. Siły Morath stanowią potęgę siejącą zgrozę w sercach obrońców Terrasenu, a w ich szeregach pojawia się desperacja – Lysandra, mimo najszerszych chęci, nie potrafi przywołać płomieni. Mistyfikacja zaczyna przynosić efekt odwrotny do zamierzonego.

Znajdziecie tu również przykłady wzniosłego poświęcenia, wierności ideałom, przyjaźni i honoru, które utrzymują etos bohaterów – wbrew własnym cierpieniom, wątpliwościom, lękom trwają oni niezłomnie przy swoich przekonaniach. Odnajdziecie wiarę w słuszną sprawę i walkę poza granicami rozsądku, wytrzymałości i śmierci.

Narracja utrzymana jest w znany już z poprzednich tomów sposób. Akcja przenosi się między poszczególnymi wątkami, kumulując napięcie. To dość prosty, a zarazem skuteczny zabieg pozwalający utrzymać uwagę i zaangażowanie czytelnika na nieustająco wysokim poziomie i jednocześnie zapobiegający znużeniu np. scenami balistycznymi, torturami bądź rozterkami postaci pierwszoplanowych. Dzięki temu człowiek zachłannie pochłania kolejne stronice, aby dotrzeć do finału, poznać skutki różnych działań i los swych ulubionych bohaterów, a ten nie zawsze jest dla nich przychylny.

Nie wiem, czy pamiętacie, ale historia Aelin Ashrywer Galathynius zainspirowana została baśnią o Kopciuszku. O ile przy pierwszym tomie zderzenie tych dwóch wizji bardzo mnie rozbawiło, to finalnie budzi mój szczery podziw dla rozmachu i wyobraźni autorki. Szklany tron pozostaje bajką, z wszelkimi prawidłowościami, którymi rządzą się bajki, jednak odrzuca etos pięknej księżniczki czekającej na wybawienie. Tutaj księżniczka postanawia sama ocalić siebie i swój świat, na szczęście nie odbierając księciu jego męskości i prawa do chronienia tego, co jest mu bliskie. Zakończenie jest dość przewidywalne, jednych być może rozczaruje, innym przyniesie satysfakcję, jednak historia, która toczy się na kartach powieści warta jest poznania. Historia kobiety, która dla ratowania swojego ludu rzuciła na szalę wszystko, co miała – przeszłość, przyszłość i teraźniejszość. Która, odkładając na bok dumę, prosi o pomoc wszystkich, nawet tych nieznanych, ludzi i nieludzi.

A czy Ty odpowiesz na wezwanie Aelin, królowej Terrasenu?

 

Zainteresowanych zapraszamy do lektury fragmentu powieści oraz recenzji dotychczasowych tomów (pierwszy tom tutaj).