Magia niszczy to jedna wielka zasadzka. Pułapka, która zatrzaskuje się wokół Kate, wokół Currana, wokół Gromady, Rodu, Zakonu, całej Atlanty i wokół Ciebie, Czytelniku. Jeśli weźmiesz w dłoń tę książkę, znajdziesz się w potrzasku, pogrążysz się w otchłani magii i wszechobecnego zagrożenia. Poczujesz nieodparte pragnienie, aby się wydostać, ale droga ku wolności prowadzi jedynie przez kolejne stronice, a i tak da Ci to jedynie złudne poczucie spokoju, albo i nie…

Wydawać by się mogło, że skoro Magia niszczy to już siódmy tom historii o Kate Daniels, opowieść powinna wytracać swój impet, że może pojawić się uczucie wtórności, że osłabnie napięcie. Nic z tych rzeczy. Wygląda na to, że autorzy (tworzący pod pseudonimem Ilona Andrews) mają nieprzebraną inwencję, jeśli chodzi o wytyczanie nowych dróg dla swoich postaci. Zresztą może to nie są nowe szlaki, a jedynie zwykłe konsekwencje decyzji i wyborów, jakie podjęli bohaterowie, splecione z ludzkimi i nieludzkimi ułomnościami. Taka zazdrość na przykład. Albo strach lub żądza… Tak, emocje mają olbrzymią siłę. Mogą przenosić góry lub burzyć miasta. Nikt nie jest na nie odporny. Co za moc, jaka energia, cóż za wspaniały chaos potrafią wprowadzić, najsilniejszych i najmądrzejszych doprowadzić mogą do upadku, sprowokować do popełnienia błędu. A jeśli trafi na kogoś słabego? Wiecie, co może się zdarzyć?

Po wydarzeniach, które miały miejsce w poprzednim tomie, nadejście Rolanda stało się już tylko kwestią czasu. Dla Gromady to czas skrajnej mobilizacji sił, werbowania sprzymierzeńców, określenia stanowisk. Pozycja Małżonki wciąż nie dla wszystkich jest wygodna, choć raczej nikt przy zdrowych zmysłach nie śmie tego powiedzieć wprost. Mimo pozornego ładu, w strukturach zmiennokształtnych wciąż toczą się gierki o władzę. Dla niektórych staje się to śmiertelnym zagrożeniem, inni widzą w nich rozwiązanie swoich problemów. A niebezpieczeństwo czyha w każdym zaułku. Gdy Curran wyrusza z polityczną misją, Kate przejmuje przywództwo. Niestety, zabójstwo jednego z dwóch najwyższych Panów Umarłych Atlanty przez któregoś ze zmiennokształtnych prowadzi Ród i Gromadę prosto w otchłań wojennej pożogi. Towarzyszka Władcy Bestii ma raptem dobę, aby powstrzymać rozlew krwi. Jednak komuś bardzo zależy, żeby jej się nie udało. A może chodzi o coś więcej?

Kate ma niebywały dar. Większość istot, które napotyka na swej drodze, nie pozostaje wobec niej obojętna. Budzi skrajne emocje – od zachwytu po odrazę i przerażenie. Ja ją lubię. Bardzo, bardzo. Niestety, niektórych fascynuje zanadto, budząc niezdrowe pragnienia i ambicje, prowokując do nieprzewidywalnych wręcz czynów, do ryzyka przekraczającego granice głupoty, do okrucieństwa ponad miarę. Na szczęście są też tacy, którzy pozostają wobec niej lojalni w każdej sytuacji, są również inni, którzy uczą się doceniać jej odwagę, oddanie sprawie, niestrudzoną walkę w imię własnych przekonań. Gdy w grę wchodzi potężna magia, konieczne może być skrajne poświęcenie, kto będzie na nie gotowy?

Tutaj akcja rozkręca się niemal od samego początku i następujący po sobie splot wydarzeń nie daje wytchnienia ani bohaterom, ani czytelnikom. Kolejne odsłony wciągają coraz głębiej i głębiej w odmęty intrygi, każde wyjście niesie ryzyko, a czasem po prostu nie ma innej drogi niż podążanie ścieżką, która zamienia się w spiralę śmierci.

Oprócz dynamicznej akcji, osadzonej w esencjonalnych odmętach skrajnych emocji, znajdziecie tu również sarkastyczne poczucie humoru, tak typowe dla tej serii, pozwalające na chwilę wytchnienia i budujące więź z bohaterami. Postacie, które choć znane, wciąż potrafią zaskoczyć, które ewoluują i wprost ożywają na kartach powieści. Jeśli tęskniliście za nimi – oto są. Trochę rozczarował mnie Ghastek. No naprawdę, przy takich ambicjach, nie ma miejsca na takie błędy. Choć, paradoksalnie, dzięki swoim niedociągnięciom, zyskał też trochę uroku. Tak, wiem, to brzmi dziwnie. Niesamowicie bawi mnie relacja Dereka i Ascania. Kate i Curran jak zwykle tworzą rdzeń całej historii, a ich związek wciąż dojrzewa i ewoluuje (co nie do końca oznacza “cywilizuje się”, a sami protagoniści są hmm… eufemistycznie sprawę ujmując – mniej ekscentryczni, żeby nie rzec: szurnięci). Wszyscy wykreowani tu bohaterowie i antybohaterowie budują niezwykły klimat tej opowieści. A tak ἀ propos budowania, sam Budowniczy Wież potrafi nieźle podgrzać atmosferę. Nawet nie musi w tym celu objawiać się osobiście, wystarczą emisariusze niosący jego posłanie. A co będzie, kiedy już zdecyduje się zaszczycić swą obecnością nas niegodnych?

Powiem Wam szczerze, finał mnie trochę zaskoczył, no bo jak to tak? Nic już nie będzie takie samo. Obawiam się, że z częścią bohaterów przyjdzie się nam po prostu pożegnać, że nie ma już powrotu do pewnego status quo, do którego zdążyłam przywyknąć. Ale być może nadszedł czas na nowe rozdanie. Po takim zakończeniu wszystkie drzwi stoją otworem.

  • Autor: Ilona Andrews
  • Tytuł: Magia niszczy
  • Tytuł oryginału: Magic Breaks
  • Cykl: Kate Daniels, tom 7
  • Wydawnictwo: Fabryka Słów
  • Wydanie: I
  • ISBN: 978-83-7964-405-6
  • Format: 12,5 x 20,5 cm
  • Oprawa: broszurowa
  • Ilość stron: 460

Zainteresowani recenzjami pozostałych tomów? Zapraszamy tutaj.