17 PODNIEBNYCH KOSZMARÓW – antologia – recenzja

Bardzo niecierpliwie czekałam na tę pozycję z przekonaniem, że cykl opowiadań, firmowanych nazwiskiem Stephena Kinga, po prostu musi porażać grozą, która po wsze czasy ugruntuje mój lęk przed lataniem. We własnych wyobrażeniach zbudowałam taki poziom napięcia związanego z podniebnym transportem, że chyba nierealnym było oczekiwać, że jakakolwiek antologia może adekwatnie oddać ten nastrój. Niestety. Suma summarum mocno musiałam się mobilizować do czytania kolejnych tytułów i szczerze przyznaję, że mimo wszystko na dwa nie starczyło mi już motywacji.

Znalazłam oczywiście kilka opowiadań, które do mnie przemówiły. „Ładunek” autorstwa E. M. Lewisa ma naprawdę spory potencjał i jest świetnym materiałem na film grozy – oczywiście pod warunkiem rozwinięcia fabuły. Kończy się dla mnie niestety zbyt szybko, nie wykorzystując pełni możliwości, jakie zarysował autor. To historia, na której śmierć odciska niesamowite piętno, zarówno poprzez zasięg, przyczynę, jak i ofiary – te martwe i te żywe. Sfilmowana miałaby jeszcze większą siłę wyrazu – takie mam nieodparte wrażenie, że wyszedłby z tego niezły dreszczowiec, a nawet horror.

Zupełnie odmienną opowieścią jest „Latająca machina” o poświęcaniu jednostek dla utrzymania pewnego status quo, w imię tak zwanego wyższego dobra – naprawdę bezbrzeżnie smutna, przygnębiająca, burząca nadzieję.

Podobało mi się opowiadanie „Jesteście wolni” – bardzo realistyczne, bez żadnych wątków nadprzyrodzonych – zwykła wariacja na temat tego, co może się wydarzyć w świecie targanym ustawicznymi konfliktami, gdzie wyścig zbrojeń jest ważniejszy od walki z głodem i nadchodzącej katastrofy klimatycznej – czyli witajcie w naszej rzeczywistości. Wystarczy jeden wariat z przerośniętym ego… Fabuła trzyma w napięciu do samego końca mimo braku nagłych zwrotów akcji, niesamowitych rozwiązań, nienaturalnych zagrożeń – a może właśnie dzięki temu…

Przyznam szczerze, że ogólnie lektura całości mnie jednak nie wciągnęła, co więcej, zamiast dreszczyku emocji, częściej towarzyszyło mi poczucie – nie wiem nawet, jak to określić – znużenia chyba i rozczarowania. Niedosytu. Być może poprzeczkę postawiłam zbyt wysoko, odnosząc się do klasycznych już powieści grozy samego S. Kinga. Niestety w antologii znajduje się zaledwie jedno opowiadanie jego autorstwa i oczywiście ma swój poziom – nieco fantastyczne, a może wręcz przeciwnie: przerażająco prawdziwe i obnażające rzeczywistość, o której istnieniu nie wiemy. Krótkie, wywołujące niepokój, z epilogiem i klasą.

Rozczarowaniem z kolei okazało się chociażby dzieło sir Arthura Conan Doyle’a „Groza przestworzy” (a wiele sobie po nim obiecywałam), w którym, niestety, przede wszystkim nie znalazłam grozy. I tak, zdaję sobie sprawę, że autor pisał je w czasach, kiedy ludzie dopiero podbijali nieboskłon. Sami jednak wiecie, że przy odpowiedniej konstrukcji akcji, przy umiejętnym manipulowaniu słowem i emocjami nawet pluszowe króliczki mogą być przerażające. Zatem jestem na nie.

Wszystkie historie, przynajmniej w pewnym wymiarze, toczą się na pokładach różnych maszyn latających lub odnoszą się do innych form przemierzania podniebnych przestworzy, częstokroć jednak intryga dotyczy wydarzeń, które nie są związane bezpośrednio z lotem. Zajdziecie tu mniej i bardziej realistyczne koncepcje tego, co może pójść nie tak. Futurystyczne, fantastyczne i historyczne wariacje na temat niebezpieczeństw, które mogą się przydarzyć każdemu, bo przecież nikt z nas nie wie, z kim przyjdzie mu podróżować na pokładzie samolotu. I nawet nie chodzi o to, że są złe, kiepskie czy nieciekawe. Naprawdę – nie. Jednak sam tytuł zbioru “17 PODNIEBNYCH KOSZMARÓW” oraz atmosfera, jaką buduje wydawca w blurbie oraz Stephen King w przedmowie i we wstępach przed każdym opowiadaniem  rodzi określone oczekiwania. I niestety, to czego mi zabrakło, to właśnie odpowiednia dawka napięcia. Większość opowiadań według mnie po prostu nie buduje klimatu porządnego dreszczowca. Jest dawka fatalizmu, karmy, która wraca, poczucia winy prowadzącego w odmęty szaleństwa, są ciekawe wizje i interesujące pomysły. Brakuje grozy. Albo ze mną coś jest nie tak, co nie jest wykluczone.