Jakie postapo jest, każdy wie: świat spustoszony przez kataklizm, ocaleni ludzie próbują przeżyć w nowych warunkach, tak by nie wpaść na obiad do zombiaków, mutanów czy jeszcze innych groźnych stworów. Obecna moda na ten gatunek jest ogromna, a przerasta ją tylko popyt Czytelników na kolejne tego typu historie. Łakniemy ich niczym kompletnej nowości, którą nie zdążyliśmy się nasycić. Bum na dobre zaczął się kilka-kilkanaście lat temu od gier z uniwersum „S.T.A.L.K.E.R.”, „Metro 2033” i serialu „The Walking Dead”. Chyba mało kto już pamięta, że postapo to dość leciwy gatunek. Wystarczy spojrzeć na „Aleję potępienia” Rogera Zelaznego, która pierwszy raz na półki księgarni trafiła w 1969 roku. A kilka tygodni temu w ramach cyklu „Wehikuł czasu” Domu Wydawniczego Rebis ten tytuł został wznowiony.

Wiele osób lubi czytać o tym, w jaki sposób nasz świat mógłby przestać istnieć. W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku największy lęk wzbudzała wizja wojny USA ze Związkiem Radzieckim przy użyciu broni atomowej. Te niepokoje postanowił wykorzystać autor, prezentując swoje wyobrażenie przyszłości po wielkim konflikcie zbrojnym.

W wizji Rogera Zelaznego mało co przetrwało bombardowania. W Ameryce Północnej ocalali zgromadzili się w niewielkich enklawach, najwięcej ludzi żyje obecnie w Los Angeles i Bostonie. Miasta są od siebie odcięte, dzieli je ogromny dystans, który można przemierzyć jedynie w specjalnie przystosowanych pojazdach, gdyż poza murami bezpiecznych przystań czyhają ogromne połacie skażonego promieniowaniem terenu. Nazwane są Aleją Potępienia, ponieważ grasują tam niebezpieczne zmutowane zwierzęta. A z powodu panujących po wojnie zaburzeń pogody pokonanie tej drogi samolotem nie wchodzi w grę. Nikt zazwyczaj nie próbuje przebyć szlaku z południowej Kalifornii na wschodnie wybrzeże, choć czasem ktoś próbuje. Teraz Boston dziesiątkuje epidemia i ludzie potrzebują natychmiastowej pomocy.

Czort Tanner to człowiek znajdujący się na ostatnim miejscu listy osób do proszenia o pomoc w jakichkolwiek kwestiach, zwłaszcza tych istotnych. Jednakże ten brutalny członek gangu motocyklowego, parającego się napadaniem na podróżnych między mniejszymi osadami, handlem żywym towarem oraz przemytem narkotyków, jest najlepszym kierowcą, którego umiejętności mogą pozwolić na przejechanie całej Alei Potępienia. Niestety rząd Kalifornii nie znalazł lepszego kandydata, a Tanner ma do wyboru dalszy pobyt w więzieniu lub wykonanie zadania i otrzymanie ułaskawienia.

Pomysł Zelaznego na historię jest prosty, składa się dosłownie z kilku elementów, ale dzięki temu cały zamysł autora łapie się w lot. Poza tym samą tematykę powieści można określić jako chwytliwą i działającą na ludzką wyobraźnię – nawet teraz, gdy od pierwszego wydania „Alei potępienia” minęło kilkadziesiąt lat. Choć od 1969 roku świat poszedł mocno naprzód, wizja Ziemi zniszczonej wojną nuklearną wciąż jest aktualna. Sami pomyślcie, wiele krajów, oprócz dysponowania bronią atomową, korzysta również z dobrodziejstw energii pochodzącej z rozszczepiania atomów. Wystarczy, że coś nie zadziała lub nastąpi jakiś wypadek, kataklizm naturalny i będziemy mieli powtórkę z Czarnobyla.

W „Alei potępienia” postacie są poprawnie zarysowane, ale jest w nich coś dziwnego, co mi nie odpowiada. Nie tyle chodzi tu o typową dla starszej literatury sztywność, a raczej o zaskakujące, nagłe i diametralne zmiany nastawienia bohaterów. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby te radykalne metamorfozy poprzedzone zostały widoczną dla Czytelnika naturalną ewolucją podejścia protagonisty do życia czy misji. W przypadku Czorta dostrzegam tylko to, że nagle postanawia on całkowicie zmienić swój stosunek do wyprawy, a zabrakło mi uzasadnienia dlaczego.

Zelazny dobrze zrealizował swój pomysł na jednowątkową fabułę prezentowaną z dwóch perspektyw: przemierzającego radioaktywne pustkowia Tannera oraz drobnych urywków prezentowanych z perspektywy kilku mieszkańców Bostonu, które przybliżają rozwój sytuacji w dziesiątkowanym przez epidemię mieście. Dzięki temu zabiegowi podczas lektury Czytelnikowi towarzyszy miły dreszczyk grozy, gdyż naprawdę nie wiadomo, czy Czort dotrze do celu na czas, czy może nie będzie już komu pomagać. Stworzony przez autora świat również wypada pozytywnie – jest on niebezpieczny, wymagający, a przede wszystkim rozbudowany. Jedynym mankamentem są żyjące na napromieniowanych rejonach zwierzęta, ponieważ w porównaniu z mutantami lub hordami zombie występującymi w obecnie tworzonych książkach i produkcjach telewizyjnych, dla współczesnego Czytelnika prezentują się zdecydowanie mało oryginalnie. U Zelaznego są one po prostu znacznie większe i głodne, bez dodatkowych bajerów oraz niezwykłych mocy.

„Aleja potępienia” dzisiejszym odbiorcą nie wstrząśnie tak, jak mogła szokować w 1969 roku. Dwadzieścia cztery lata po zrzuceniu bomb na Hiroszimę i Nagasaki wizja przeistoczenia świata w radioaktywną pustynię mocno działała na wyobraźnię. Teraz informacje o zniszczeniu tych dwóch japońskich miast czy detale wypadku reaktora w Czarnobylu to wspomnienia z nudnych lekcji historii, a to już nie przeraża. Książka nie jest zła, wręcz przeciwnie, tekst zaskakuje, wciąga i dostarcza wiele rozrywki, chociaż oschłość i beznamiętność potrafi zniechęcić do kontynuowania historii. Jeśli lubicie klasyczne opowieści i interesuje Was postapo, to warto jednak „Aleję potępienia” przeczytać.

  • Autor: Roger Zelazny
  • Tytuł: Aleja Potępienia
  • Tytuł oryginału: Damnation Alley
  • Tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki
  • ISBN:
    • Druk: 978-83-8062-224-1
    • ebook: 978-83-8062-694-2
  • Format: 135 x 215 mm
  • Oprawa: całopapierowa
  • Ilość stron: 208