Koło Osheim - Mark Lawrence - recenzjaPrzeczytałam niemal każdą książkę Marka Lawrence’a wydaną w naszym kraju. Zaczęło się od cyklu „Rozbite Imperium”, gdzie ujął mnie bezwzględny, ambitny, inteligentny i może nawet nieco szalony główny bohater. Sięgnęłam też po „Czerwoną siostrę”, co okazało się wstępem do konkretnej fantasy z ciekawie zarysowanym światem. Nie mogłam również pominąć trylogii „Wojna Czerwonej Królowej” – serii nietypowej, gdyż opowiadającej o tchórzu. Pomysł tak zaskakujący, że mógł okazać się zarówno wielkim sukcesem, jak i zupełnym niewypałem. “Koło Osheim” jest trzecim tomem tej trylogii. Zabrałam się za lekturę, gdy tylko powieść trafiła w moje łapki.

Zarówno trylogia „Rozbite Imperium”, jak i „Wojna Czerwonej Królowej” osadzone są w tym samym świecie, stojącym jedną nogą w postapo. Fakt, owa apokalipsa miała miejsce tysiąc lat wcześniej, jednak nadal silnie wpływa na losy bohaterów. Owiani tajemnicą Budowniczowie coraz więcej zdradzają na swój temat, a ich technologia, która ostała się w zakamarkach świata, współgra z pochodnymi magii, na tyle, że czasem nie wiadomo, z czym mamy do czynienia. Ciekawe jest to, jak autor wyjaśnia niektóre zdarzenia, a także interesująca wydaje się teoria o nakręcającej się spirali magii, która może przemienić się w katastrofę. Ostatnia apokalipsa miała dość wybuchowy – tudzież nuklearny – wymiar. Czyżby zbliżała się powtórka?

Można uznać, że książka ma ciekawą, choć nieco wymagającą strukturę. W „Kluczu kłamcy” opuściliśmy bohaterów niemal dosłownie u progu piekła. W „Kole Osheim” dość zaskakująco pojawiamy się nagle na pustyni, w prażącym słońcu Saharu, w towarzystwie samego Jalana, bez jakiegokolwiek śladu Snorriego. W dodatku z sporą luką w wydarzeniach mających miejsce pomiędzy drugą i ostatnią częścią trylogii.

Napotykamy tu dwa ciągi narracyjne – bieżący oraz dotyczący wspomnień wyjaśniających nam, co wydarzyło się w czasie pomiędzy tomami. Oba śledzimy w miarę upływu stron przez większą część powieści, stopniowo obserwując aktualny bieg wypadków, jak i dowiadując się, co przydarzyło się Jalanowi w piekle. Mark Lawrence jednak przenosi narrację dość gwałtownie i nierzadko bez ostrzeżenia – w pierwszej chwili było to dla mnie na tyle nieoczekiwane i zaskakujące, że nie mogłam zrozumieć, co się właśnie wydarzyło, i zastanawiałam się, czy w moim egzemplarzu nie brakuje fragmentu tekstu. Okazało się jednak, że autor dość mało subtelnie podchodzi do kwestii tych przeskoków – podkreślając tym samym fakt, że również dla bohatera są one nagłe. W późniejszych rozdziałach owe retrospekcje stają nieco wyraźniej oznaczone, więc i odbiór staje się łatwiejszy.

Muszę niestety stwierdzić, że nie jest to pomysł, który powalił mnie na kolana. Oczywiście wszystko nam się w końcu układa, jednak dla czytelnika przed bardzo dużą część książki w fabule zieje wielka dziura, która każe nam zadawać pytanie: gdzie jest Snorri? To jeden z dwóch głównych bohaterów, a przez wiele rozdziałów pojawia się tylko we wspomnieniach. Czyli co się wydarzyło? Oczywiście ma to swoje plusy, gdyż śledzimy w pewien sposób dwie historie i każda z nich może wciągnąć. Niemniej trochę mnie jednak gryzło, że autor zdecydował się na tak mało subtelne retrospekcje, choć to też niewątpliwie sposób na podtrzymanie zainteresowania w czytelniku – a niech się gryzie z tym, co się wydarzyło. :)

Znajdują się w recenzowanym tytule rzeczy, które Mark Lawrence zrobił wręcz z gracją czołgu, a tak mało sprawne plot twisty nie do końca mi odpowiadają. Fakt, były niespodziewane, lecz nawet trochę za bardzo – czasami chyba zaskoczyły samego autora. Liczyłabym na lepiej przemyślane i ładniej wplecione w fabułę zwroty akcji. Zaprezentowany świat jest jednak niewątpliwie ciekawy, rozwija się w dość nieoczekiwanym kierunku, ujawniając więcej o Budowniczych i szczegółach apokalipsy – a ten motyw ja sama bardzo lubię.

Warty wspomnienia jest również humor – nierzadko dość czarny – przejawiający się w tej powieści. Lawrence całkiem sprawnie operuje słowem, co jakiś czas dorzucając do treści interesujący komentarz. Choćby zamiast “strzała minęła mnie o włos” pisze “strzała niemal zrobiła mi we włosach przedziałek”. W rytmie narracji wygląda to zarazem ciekawie i bawi. Autor nie nadużywa tego zabiegu, więc nie mamy wrażenia, że książka jest komedią. Podoba mi się taki prezentowany mimochodem humor, który nie staje się gagiem, a zatrzymuje na etapie zabawnego opisu zdarzeń.

Mając ogląd na całą trylogię „Wojny Czerwonej Królowej”, myślę, że nieco jej brakuje do poziomu „Rozbitego Imperium” czy „Czerwonej siostry”. W porównaniu z poprzednim tomem w „Kole Osheim” możemy odkryć, że przed bohaterami klaruje się konkretny cel. Poza tym Jalan nie bywa irytujący, jak to miało miejsce ostatnio. Dalej jest tchórzem, lecz miewa też zrywy odwagi, gdy na czymś mu zależy. Gównie na własnej skórze, ale cóż poradzić. Bohater również nie myśli już wciąż i wciąż o bałamuceniu wszystkiego, co się do niego uśmiechnie, za to zaczyna mieć pewne refleksje co do własnego zachowania. Czyli w pewien sposób jest postęp. Pojawiają się jednak inne elementy, do których można mieć uwagi.

Postać głównego bohatera – tchórza – nie jest najprostsza do okiełznania. Łatwiej pisać o nieznającej strachu personie, za to trudniej o osobie, która na pierwszym miejscu stawia siebie. Siłą rzeczy, takiego bohatera trudniej obdarzyć sympatią. Tutaj autor poradził sobie całkiem nieźle, ponieważ ja sama Jalana polubiłam, głównie dzięki jego poczuciu humoru. To konstrukcyjnie coś mi w tej książce nie leży i sprawia wrażenie, że brakuje płynności w narracji i fabule. Może to kwestia tłumaczenia, może samej powieści. Nie jestem pewna, co myśleć o tym tytule – z jednej strony jest w nim coś ciekawego, a z drugiej niekiedy trochę się przy nim męczyłam. Nie będę go ani polecać, ani odradzać, zostawiam tę kwestię otwartą.

  • Autor: Mark Lawrence
  • Tytuł: Koło Osheim
  • Tytuł oryginału: The Wheel of Osheim
  • Cykl: Wojna Czerwonej Królowej, tom 3
  • ISBN: 9788365830432
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Ilość stron: 640
  • Data wydania: 17 kwietnia 2019
 

About Sophie

Z zawodu finansista, z pasji czytelnik. Redaktorka serwisu oraz moderator forum Gavran, okazjonalnie recenzentka.

View all posts by Sophie