Gdyby kilka lat temu ktoś powiedział mi, że będę chętnie sięgał po twórczość Michała Gołkowskiego, który swoją karierę zaczynał od historii w uniwersum „S.T.A.L.K.E.R.”, to bym normalnie w świecie mu nie uwierzył. Dzisiaj jestem fanem „Komornika” oraz cyklu „Stalowych Szczurów”. Na tym jednak nie kończy się bogaty dorobek autora, wśród pozostałych powieści pisarza warto też zwrócić uwagę na te wchodzące w skład „Siedmioksięgu grzechu”. Kilka tygodni temu nakładem wydawnictwa Fabryka Słów na półki księgarni trafiła “Świątynia na bagnach” – trzecia część wspomnianej serii.

Cechą charakterystyczną tych książek jest prezentowanie w każdej z nich rozmaitych krain na przestrzeni wieków. Michał Gołkowski, snując swoją opowieść, przedstawia jedynie drobne wycinki z licznych żywotów Zahreda. Do tej pory byliśmy już z nim na urodzajnych, rajskich wyspach, przemierzyliśmy też rozległe, spalone słońcem pustynie, gdzie ludzie cierpią głód i umierają z pragnienia. Wraz z nowym rozdziałem nadeszła pora do odwiedzenia kolejnej krainy – tym razem jest to mroczny i wyjątkowo mroźny ląd, obfitujący w gęste stare bory i olbrzymie bagna.

W tej niezbyt malowniczej scenerii przychodzi nam znaleźć Zahreda w roli trupa. Niby nic nadzwyczajnego, ponieważ przywykł on do umierania i wracania do życia, tak przynajmniej wygląda znany już nam schemat. W tym wypadku dochodzi do pewnego odchylenia od wzorca – boski dar (lub przekleństwo) nie działa poprawnie. Z powodu mroźnego klimatu, zmieniających się pór roku i innych przyczyn ciało Zahreda nie potrafi się odbudować. Na posiadające oznaki życia zwłoki natrafia w głuszy młody chłopak imieniem Drus. To niezwykłe znalezisko przepowiada dużą zmianę w jego życiu: sądzi, że napotkał istotę wyższą, opiekuna tej ziemi, któremu należy bić pokłony i znosić rozmaite dary, by otrzymać jego błogosławieństwo, żyć długo i szczęśliwie.

„Świątynia na bagnach” zaskakuje od samego początku, zwłaszcza w kwestii przesunięcia charyzmatycznego i bezwzględnego Zahreda na dalszy plan i sprowadzenia go do roli bezwolnego świadka rozgrywających się wydarzeń. To innowacyjny, choć lekko dziwny oraz kontrowersyjny pomysł, ponieważ to właśnie ten bohater uchodzi dla mnie za największą atrakcję cyklu. Taka zmiana ma też zalety – można poznać śmiałka z zupełnie innej perspektywy, dzięki czemu otrzymuje się jego pełniejszy obraz. Wakat na stanowisku głównej postaci szturmem przejmuje wcześniej wspomniany Drus, który bierze na siebie funkcję opiekuna Zahredowych zwłok, a także samozwańczo zostaje jego pierwszym kapłanem. Oprócz niego wydarzenia poznajemy oczami Miry, córki Tolego, wodza Rundis.

W każdej opowieści najważniejsi są ciekawi, przyciągający uwagę bohaterowie. Bez nich sama historia, choćby nie wiem, jak dobra, nie wystarczy, by porwać Czytelnika. Na szczęście w przypadku „Świątyni na bagnach” nie brakuje intrygujących postaci. Drus to przebiegły, pozbawiony skrupułów mężczyzna, który w odkryciu na bagnie nieumierającej istoty dostrzegł szansę na odmianę swojego losu, zyskanie wielkiej sławy i władzy. Kapłan przypomina typowego sekciarza, jakich wielu w filmach, serialach oraz książkach postapo – doskonale potrafi on odgadnąć lęki i potrzeby ludzkie, zwłaszcza te duchowe, a potem wykorzystuje je dla własnych celów, przy okazji niepostrzeżenie przejmując całkowitą kontrolę nad losami mieszkańców Rundis i sąsiednich osad. Moją ulubioną postacią w tej powieści jest Mira: młoda, inteligentna, silna i niezależna kobieta wyprzedza swoje czasy, zdecydowanie odbiega od męskich oczekiwań wobec przedstawicielek swojej płci – szybkiego wyjścia za mąż, stania przy garach czy rodzenia gromadki dzieci. Zamiast tego z ogromną przyjemnością wybija z głów swoich zalotników myśli o mało znaczącej roli kobiet. Musi ciągle walczyć o lepszą pozycję. Poza tym ma wielkie marzenia i aspiracje, by osiągnąć znacznie więcej niż to, na co mężczyźni są skłonni jej pozwolić.

Z powodu zmiany narratora na początku lektury miałem problemy z odnalezieniem się w tej historii, czułem się tak, jakbym pomylił książki i zamiast czytać trzeci tom „Siedmioksięgu grzechu”, w moje ręce trafiła zupełnie inna opowieść. Marzyłem o chwili, gdy wszystko wróci na swoje miejsce, a za stery fabuły powróci Zahred. Jednak wraz z umykającymi stronami nie odczuwałem rosnącej tęsknoty za znaczniejszą rolą tego bohatera, wręcz przeciwnie, zacząłem czerpać przyjemność ze snutej przez autora historii i prezentacji świata: bogatych opisów przyrody oraz wyjątkowo wiernego przedstawiania realiów życia w średniowiecznych grodach (które według mnie pisarz wzorował na Biskupinie i innych tego typu osadach).

„Świątynię na bagnach” czyta się dobrze. Duża w tym zasługa wciągającej, różnorodnej i wielowątkowej fabuły. Dzięki temu losy Zahreda pozostają zagadką, co sprawia, że nie da się od książki oderwać. W tym tytule lubię ukazanie krok po kroku rozwoju nowej religii. Gołkowski umie tworzyć widowiskowe, wyjątkowo realne i zapierające dech w piersi sceny. Niestety długość powieści sprawia, że w tym ponad sześciuset stronicowym tytule nie brakuje rozwlekłych i wiejących nudą partii tekstu. Na mnie największy efekt wywarł fragment ukazujący tak prozaiczną czynność zdobywania pożywienia jak polowanie, autor prosto, treściwie i rewelacyjnie oddaje charakter nerwowego oczekiwania myśliwego na oddanie jednego, decydującego strzału z łuku. Fenomenalnie również wygląda przedstawienie zmierzającego ku celowi pocisku. W życiu nie myślałem, że można tak znakomicie, wręcz zjawisko opisać przemieszczający się w powietrzu kawałek drewna. Już sam wkład pracy autora w stworzenie intrygującej opowieści i wierne zaprezentowanie współczesnemu Czytelnikowi realiów życia ludzi w średniowieczu robi ogromne wrażenie.

Mieszane odczucia mam względem ilustracji wykonanych przez Vladimira Nenova, ponieważ są proste, minimalistyczne, mroczne i na pierwszy rzut oka niezbyt szczegółowe. Chociaż gdy tak dłużej się przyjrzeć, to zaczyna się dostrzegać detale. Problem w tym, że wyglądają tak, jakby ktoś za bardzo chciał powiększyć ilustracje, w efekcie końcowym wyglądają na kompletną pikselozę, co mnie wręcz odrzuca.

„Siedmioksiąg grzechu” to przedziwny cykl, którego pierwsze trzy tomy zostały napisał tak, by każdy mógł zacząć swoją przygodę z Zahredem od dowolnej części. Jedynym łącznikiem między tymi historiami jest sam bohater. „Świątynia na bagnach” to zdecydowanie kolejna dobra odsłona serii. Ten tom stanowi również otwarcie dla trylogii „Bram ze złota”. Wydarzenia w recenzowanej powieści pozytywnie nastrajają mnie względem kontynuacji, mam wręcz nieodparte wrażenie, że opowieść o Drusie i Mirze dopiero się rozkręca. To obowiązkowa pozycja dla każdego miłośnika dark fantasy, heroic fantasy oraz twórczości Michała Gołkowskiego.

  • Autor: Michał Gołkowski
  • Tytuł: Świątynia na Bagnach
  • Cykl: Siedmioksiąg Grzechu, tom 3
  • ISBN: 978-83-7964-406-3
  • Format: 13 x 20 cm
  • Oprawa: twarda
  • Ilość stron: 604
  • Data wydania: 24 kwietnia 2019

Moje pozostałe recenzje cyklu:

  1. Spiżowy gniew
  2. Bogowie pustyni