Uwielbiam science-fiction i to tak bardzo, że praktycznie ciągle poszukuję nowych filmów, seriali oraz książek, by zaspokoić głód, ale jakoś nigdy nie mogę się nasycić. Ostatnimi czasy podczas szperania w Internecie trafiłem na kierowany do nastoletniego Czytelnika „Cień” Michaela Millera i AdriAnne Strickland, który kilka tygodni temu trafił na półki księgarni nakładem wydawnictwa Uroboros. Ciekawi Was, czy ten tytuł jest dobrym wyborem dla miłośników gatunku?

Alaxak to biedna, lodowa planeta znajdująca się gdzieś na peryferiach układu planetarnego. Jego mieszkańcy sami muszą radzić sobie z ciężkim klimatem oraz zdobywaniem środków na życie. Dla arystokratycznych rodów, rządzących całymi systemami, ich świat nie ma żadnej wartości, bo nie posiada niczego, co by mogli wykorzystać dla własnych celów. No poza tajemniczym cieniem – substancją dryfującą w Morzu Asteroid Alaxaku, będącą świetnym źródłem energii. Problem w tym, że jest ona wyjątkowo niestabilna i negatywnie wpływa na ludzki organizm: zmienia go, niszczy psychikę, doprowadza chorych do śmierci w młodym wieku. Niestety mieszkańcy Alaxaku nie mają dostępu do innego paliwa, a jest ono konieczne, by przetrwać mrozy. Ponadto po całym układzie krążą pogłoski o niezwykłych zdolnościach wywołanych przez cień u przedstawicieli najstarszych rodów Alaxaka.

Z tego lodowego kawałka skały pochodzi Qole Uvgamut, siedemnastoletnia kapitan „Dziedzictwa Kaitanu”, statku zajmującego się poławianiem cienia. Dziewczyna w tym fachu nie ma sobie równych, umie pilotować po mistrzowsku, poza tym posiada szósty zmysł do wyczuwania pokładów tej niebezpiecznej substancji. Pomimo wielu talentów pani kapitan, na statku występują problemy z załogą – zbyt ciężka i ryzykowna praca sprawia, że pracownicy szybko uciekają szukać szczęścia gdzieś indziej. Wakat na stanowisku ładowacza cienia postanawia wykorzystać Nev, zagadkowy cudzoziemiec, który nie wygląda na kogoś pozbawionego kwalifikacji do znalezienia lepszej bądź bezpieczniejszej roboty. Chłopakowi jednakże nie zależy za zdobyciu bardziej dochodowego zajęcia, przede wszystkim interesują go niezwykłe zdolności Qole i jej brat Arjana.

Od pierwszych stron lektury powieści pochłonęła mnie wizja świata autorów. Jest ciekawy, pod wieloma względami oryginalny, a jednocześnie nie wydaje się Czytelnikowi obcy – np. taki cień, kompletnie futurystyczne i enigmatyczne źródło energii przypomina mi energię atomową, a sposób jego pozyskiwania unowocześnioną metodę połowu ryb morskich. Równie pozytywne odczucia mam względem opisanych w książce międzyplanetarnych powiązań, ich gospodarki i ustroju całego uniwersum, a także bogatej historii, którą aż chce się poznawać.

Do szczęścia brakuje już niewiele, bo tylko przyjaznych i charyzmatycznych bohaterów, zdolnych zaskarbić sobie sympatię Czytelnika. Na pierwszy rzut oka Qole nie może pochwalić się takimi przymiotami, ponieważ funkcja kapitana, czyli dbanie o bezpieczeństwo załogi przy jednoczesnej konieczności zarobku, wymusza na niej bycie twardą kobietą. Poza tym to pyskata, hałaśliwa i niezależna dziewczyna, dla której najważniejsze jest dobro pracujących na statku przyjaciół. Natomiast Nev robi dziwne wrażenie – przybywa na niegościnne peryferia kosmosu, żeby zatrudnić się do parszywej roboty przy poławianiu cienia, jakby był kompletnie zdesperowany, chociaż posiada pieniądze. Ponadto doskonale odnajduje się w każdej sytuacji, przypominając plastelinę, co rusz wtłaczaną w nową formę, by sprostać kolejnym wyzwaniom. Te wszystkie cechy czynią z niego chłopaka całkowicie nijakiego i stu procentowo nieinteresującego bohatera.

Pomysł na fabułę „Cienia” opiera się na tym, że Qole jest potrzebna Nevowi do realizacji jego ukrytych celów. Poza tym w tym tytule mocno widać inspiracje kilkoma istotnymi dziełami science-fiction: „Gwiezdnymi Wojnami”, „Diuną” lub „Gwiezdnymi wrotami”. Czerpanie pomysłów ze znanych oraz popularnych dzieł to duży problem w literaturze sci-fi, ponieważ niewątpliwie prowadzi to do porównań. Michael Miller i AdriAnne Strickland wykorzystali właśnie takie charakterystyczne elementy, między innymi elitarnych rycerzy władających mieczami i nieprzyjazną planetę z wartościowym surowcem. Poza tym książka robi naprawę dobre wrażenie, zwłaszcza początek wypada rewelacyjnie – masa konfliktów między postaciami, dużo akcji oraz sporo informacji o historii uniwersum dostarczają wiele rozrywki. Później bywa z tym różnie, czasem nawet mocno negatywnie. Wygląda to tak, jakby autorzy pogubili się w tym, co chcą przedstawić, gdyż miejsce widowiskowych scen walki zajmują nudne dysputy o kolorach, krojach sukien, balach, tańcach i innych tego typu nieistotnych kwestiach. W końcówce powieści pisarze próbują naprostować sytuację i nawet im to wychodzi, ale i tak pozostaje pewien niesmak.

Fabuła ma plusy oraz minusy, jednakże nie jest ona największą bolączką książki, ponieważ wszelkie dobre wrażenia i przyjemność z lektury potrafiło popsuć samo wydawnictwo. W wypadku recenzowanej książki odradzam czytanie blurba – opis powieści zdradza siedemdziesiąt pięć procent historii, w bonusie otrzymuje się odpowiedzi na wszystkie najważniejsze pytania. Niestety to nie jest odosobniony przypadek dla wydawnictwa Uroboros. Podobna sytuacja miała miejsce w „Gdzie śpiewają diabły” Magdaleny Kubasiewicz.

„Cień” Michaela Millera i AdriAnne Strickland to dość przyjemna powieść młodzieżowa, która jednak cierpi na kilka istotnych problemów. Czytałoby się ją nawet dobrze, gdyby nie to nadmierne podobieństwo do „Gwiezdnych wojen” i „Diuny” oraz spoilerowy blurb. Biorąc pod uwagę wymienione wcześniej mankamenty, nie mogę z czystym sumieniem polecić sięgnięcia po recenzowany tytuł.

  • Autor: Michael Miller, AdriAnne Strickland
  • Tytuł: Cień
  • Tytuł oryginału: Shadow Run
  • Tłumaczenie: Dorota Radzimińska, Jakub Radzimiński
  • Cykl: Kroniki Kaitanu, tom 1
  • ISBN: 9788328058378
  • Format: 135 x 202 mm
  • Oprawa: miękka
  • Ilość stron: 512
  • Data wydania: 5 czerwca 2019