Patrząc na okładkę czerwcowego numeru „Nowej Fantastyki”, nawiązującą do filmu „Mad Max: Na drodze gniewu”, miałem dziwne wrażenie, że o tym już było. I nie pomyliłem się – w majowym wydaniu opisano to uniwersum obszernie, więc skąd ta powtórka? Chodzi o postapo, którego popularność na przestrzeni ostatnich lat rośnie i to bardzo szybko. Jeśli jednak z jakichś powodów nie przepadacie za tym gatunkiem, to nie martwcie się, w czerwcowym numerze znajdziecie również wiele innych tekstów.

Część magazynu poświęconą publicystyce jak zwykle zacząłem od „Zastrzyku przyszłości”. W kolejnej odsłonie swojego cyklu pod tytułem „Powiedzą, że się sprzedał” Marek Starosta pisze o młodziutkim kompozytorze pochodzącym z Niemiec. Twórca swoją karierę rozpoczął od tworzenia ambitnych aranżacji na rynek japoński. Dzisiaj algorytm Endel, bo o nim mowa, nie ma czasu na odpoczynek, musi tworzyć elektroniczną muzykę instrumentalną, która idealnie dopasuje się do pory dnia, nastroju oraz aktywności fizycznej osoby słuchającej. Po więcej informacji o tym fenomenie zapraszam do tekstu.

Łukasz M. Wiśniewski w „Jak pokochaliśmy bombę atomową” opisuje zmianę postrzegania negatywnych skutków rozwoju technologii rozszczepiania atomów. Gdy podczas II wojny światowej zbombardowano Nagasaki i Hiroszimę, strach ogarnął świat, że do zniszczenia całego miasta wystarczył jeden pocisk. Dziś nie tylko przestaliśmy się bać tego, co z Ziemią mogą zrobić ładunki atomowe – część ludzi wręcz z utęsknieniem wypatrują dni rozpoczęcia konwentów w całości poświęconych postapo. Na OldTawn Festival i wiele innych tego typu imprez zjeżdża masa młodzieży oraz miłośników gatunku, by odgrywać życie na Ziemi po jakiejś katastrofie nuklearnej bądź ekologicznej.

„Bestiariuszowy zabobonnik” to kolejna odsłona felietonu Witolda Vargasa „Z kartek legendarza”. Tym razem pisarz chce nam opowiedzieć o przesądach i talizmanach, które pomimo rozwoju nauki nadal mają się dobrze. W tym artykule nie ma mowy o łapaczach snów, drzewkach szczęścia czy sprzedawanych nad Bałtykiem góralskich ciupagach, zamiast tego przybliżone zostały słowiańskie ozdoby domów oraz opisany ich pozytywny wpływ na mieszkańców. Na listę trafiły zrobione ze snopów zboża Didy, czyniące cuda na urodę sznury wisielcze i wiele innych przydatnych gadżetów, w tym takich pomagających na szybsze wyrwanie się ze szponów kredytów.

Natomiast Łukasz Czarnecki w artykule „Dwaj przyjaciele z Oksfordu” opowiada o niezwykłej przyjaźni między J.R.R. Tolkienem a Clive’em Staplesem Lewisem. Redaktor w swoim tekście przedstawia sylwetki obu pisarzy, rozwój ich karier naukowych oraz postępów pisarskich. Mężczyźni wspierali się, często rozmawiali o własnych tekstach i tym, co można z nimi zrobić, żeby były lepsze. Najważniejsza jednak jest łącząca ich przyjaźń. Gdyby nie łącząca ich więź, „Władca pierścieni” czy „Opowieści z Narnii” mogłyby nigdy nie ujrzeć światła dziennego.

Na karty czerwcowego wydania miesięcznika trafił również wywiad z Anną Kańtoch. Piotr Zawada w rozmowie z autorką porusza tematy o początkach jej przygody z pisaniem, poszukiwaniu balansu pomiędzy światem, fabułą i kreacją postaci, a także o podejściu ludzi do fantastyki, sposobie pracy czy o inicjatywie Fantastic Women Writers of Poland. Tę rozmowę zdecydowanie warto przeczytać.

Dział z prozą polską nie należy do wyjątkowo bogatych, zawiera raptem trzy teksty, a ja chcę zwrócić uwagę na dwa najlepsze. Na pierwszy ogień idzie „Rudzik” Romualda Pawlaka. Autor wykreował ciekawy świat, na którym pojawiają się dziwne istoty – Twardzielce. Jak sama nazwa wskazuje, nie da się ich zniszczyć. Przybysze po prostu chodzą lub oglądają krajobrazy, a ludzie muszą uważać, aby przypadkiem na jakiegoś nie wpaść, bo mało kto wychodzi z takiego spotkania cało. Historię poznajemy z perspektywy Andrzeja Rudzika, zaradnego biznesmana, ojca oraz męża. Mężczyzna robi wrażenie człowieka sukcesu, zarówno na polu zawodowym, jak i prywatnym. Niestety nie jest to do końca prawda. Protagonista ma ciężko chorego syna, któremu medycyna nie potrafi pomóc, ale on nie umie przestać szukać dla Karolka ratunku, więc próbuje namawiać Twardzielca. Drugie opowiadanie, „Cienie” Mirosława P. Jabłońskiego, także opisuje przybycie na Ziemię obcych, ale zupełnie innych. Wyobraźcie sobie świat, gdzie nagle cienie u części społeczeństwa ulegają transformacji, stają się one trójwymiarowe, a do tego są kompletnie nagie i niezależne od właścicieli. Właśnie brak ubrań rodzi najwięcej problemów, ponieważ dla każdego człowieka stanowi to pewnego rodzaju dyskomfort. Najgorzej z resztą mają bogobojni wyznawcy islamu, przecież nie mogą dopuścić, żeby inni ludzie oglądali na ulicach nagie cienie ich żon, córek lub babć. Bytów tych nie da się usunąć, a ma je coraz więcej osób. W tej sytuacji pozostaje tylko jedno – nauka życia w nowych warunkach.

Działem z prozą zagraniczną zawładnęły za to klimaty baśniowe. „Czcigodne Bractwo Rękawiczników” Mary Robinette Kowal to magiczna opowieść o Vaughtcie – czeladniku uczącym się wytwarzania rękawiczek, ale nie takich zwyczajnych, lecz zaczarowanych. Chłopak nie czerpie satysfakcji z terminowania, ponieważ ciągle myśli o siostrze i jej chorobie. Jedynym remedium dla niej są specjalne rękawiczki, potrafiące zapobiegać atakom utraty przytomności. Z kolei „O komecie muskającej słońce” Liz Williams to opowieść o astronomie będącym również magiem, który po przejściu na zasłużoną emeryturę zamieszkał u córki i jej dzieci. Jednakże mężczyzna nie może cieszyć się spokojem, ponieważ pewnego dnia na cmentarnym murze spotyka ognika, proszącego go o pomoc w obudzeniem kogoś, tylko nie bardzo wiadomo kogo. Później w domu trafia na nieznanego mu ducha kobiety, co dodatkowo rozbudza ciekawość bohatera.

Czerwcowe wydanie „Nowej Fantastyki” jest po prostu rewelacyjne, świetne artykuły i genialne opowiadania. Najbardziej do gustu przypadły mi „Cienie” Mirosława P. Jabłońskiego. Zdecydowanie warto zwrócić uwagę na ten numer miesięcznika.