okładka książkiNa powieść autorstwa sióstr Lewandowskich trafiłam całkowitym przypadkiem, kiedy szukałam książek zawierających motyw mitologii słowiańskiej. Drzewo wspomnień kilka lat temu – po raz pierwszy – wydane zostało self-publishingiem, a później połączyło siły z wydawnictwem Genius Creations i to na tej nowszej wersji opowieści się skupię.

Może zacznijmy od tego, jak bardzo podoba mi się fakt, że pisarze odkopują polskie legendy i słowiańskie mity, wplatając je w swoje historie. Takich książek pojawia się na naszym rynku wydawniczym coraz więcej i więcej, a ja gorąco temu kibicuję. W Drzewie wspomnień ten motyw stanowi jeden z największych plusów całej opowieści Magdaleny i Małgorzaty Lewandowskich. Autorki budują wokół niego wspaniały świat przedstawiony, w którym nie brak rusałek oraz innych magicznych stworzeń; wplatają nawiązania oraz interesujące smaczki, jednocześnie nie rezygnując z własnej wyobraźni i proponując czytelnikowi o wiele więcej.

Poznajemy tutaj kraj Daboru, swoją drogą bardzo przypominającego Polskę. Przywództwo tego państwa od dawien dawna było zadaniem Witii, kobiety z rodu Drewian, które posiadały mistyczne zdolności, niewyobrażalną wiedzę oraz wiele praktycznych, przydatnych umiejętności. Ostatnia z nich, Wena, nie wyznaczyła jednak swojej następczyni, a – chociaż pojawia się mnóstwo plotek na temat zaginionej córki oraz wnuczki – po jej śmierci kraj popada w nędze, zamęt oraz chaos. Rozpoczyna się walka o władzę oraz intrygi, w których niemałą rolę odgrywają również państwa otaczające Dabor – Rudź, Lobardia, a przede wszystkim Cesarstwo Hemaru. Wydawać by się mogło, że nic nie może naprawić trudnej sytuacji, a zdesperowany kraj potrzebuje kolejnej Witii. Tymczasem gdzieś na terenach wcześniej wspomnianego Daboru Miro ze swoim wilkiem Skrą odnajdują w lesie wycieńczoną dziewczynkę, Saję. Jak niedługo potem się okazuje, to od niej będą należeć losy całego państwa.

Drzewo wspomnień, czego nie będę udawać, niepomiernie mnie zaskoczyło i zachwyciło, ponieważ jest bardzo zfeminizowaną książką. Na kartach powieści pojawia się wiele silnych, charakternych bohaterek, a czasem czytelnik ma wrażenie, że dominują one we wszystkich opisywanych wydarzeniach. Oczywiście niemałe znaczenie odgrywa tutaj fakt, że przywódczynie Daboru to kobiety z tego samego rodu, których to historie dane nam jest również odkrywać podczas czytania książki. Oprócz niesamowitego, słowiańskiego klimatu oraz ciekawych, plastycznych opisów świata przedstawionego to właśnie ilość postaci kobiecych oraz ich duża rola w Drzewie… są największym plusem powieści sióstr Lewandowskich.

Autorki oddają w ręce czytelnika starannie przemyślaną historię i fascynująco przedstawiony i opisany świat magii, słowiańskiego ducha oraz siły przyjaźni, a nade wszystko – rodziny. Bardzo podobały mi się relacje między poszczególnymi bohaterami, chociaż będę miała do nich samych jeszcze kilka uwag, o czym za moment. Mimo to trudno nie zwrócić uwagi w Drzewie wspomnień na interesująco przedstawione zacieśnianie więzi; dobrą, rodzinną dynamikę oraz wiarygodne przedstawienie w tym wszystkim postaci dziecka – głównej bohaterki, Sai – na której barkach nagle spoczęły losy wielu innych ludzi. Reakcje dziewczynki na poniektóre ważne dla fabuły wydarzenia są bardzo realistyczne. Sama walka Sai ze swoim dziedzictwem na rzecz pozostania zwykłym dzieckiem jest w tej książce wątkiem niezwykle ciekawym i wartym osobnego wspomnienia.

Niestety, jak to zazwyczaj z debiutami bywa, nie jest to powieść pozbawiona wad. Problem miałam z trzema rzeczami, które odrobinę utrudniły mi odbiór całości i mam szczerą nadzieję, że autorki postarają się wyeliminować te mankamenty w kolejnych częściach, bo szkoda by było zaprzepaścić tak wielki potencjał, jakim dysponuje Drzewo wspomnień. Zacznijmy może od tego, że na kartach powieści pojawia się o wiele za dużo bohaterów, którzy za bardzo jeszcze na tym etapie historii nie mają co ze sobą zrobić. A może z kartki na kartę zyskują znaczenia, ale są momenty, kiedy się ze sobą mieszają, osłabiają zainteresowanie poznawaną lekturą. Po drugie, przez całą lekturę wydawało mi się, że Drzewo… to takie długie, naprawdę dłuugie wprowadzenie, które samo sobie za bardzo nie służy. Powieść koniec końców zdaje się pełnić zadanie jednego wielkiego wstępu, w którym autorki bardzo często odstępują od głównych wydarzeń, żeby wytłumaczyć czytelnikowi jakieś ważne, historyczne sytuacje, przeszłość niektórych bohaterów i tak dalej. Nie zawsze było to potrzebne, czasem niektóre z opisów bym szczerze mówiąc, skróciła.

Ostatnią rzeczą, z jaką miałam problem w Drzewie wspomnień, był język, jakim została napisana powieść. Momentami siostry Lewandowskie świetnie sobie w tej materii radzą, wymyślając własne określenia, dodając specyficzne słówka czy odrobinę bawiąc się samą gramatyką. Innymi razy piszą bardzo prostym, współczesnym językiem – szczególnie jest to widoczne przy dialogach, którym w kolejnych tomach cyklu poświęciłabym odrobinę więcej pracy.

Poza tymi kilkoma kwestiami Drzewo… to bardzo przyjemna, wciągająca opowieść, posiadająca mnóstwo potencjału na więcej. Trzymam kciuki za Magdalenę i Małgorzatę Lewandowskie i czekam na zapowiedź drugiego tomu. Tymczasem gorąco Was zachęcam, abyście wkroczyli na żyzne, przepastne tereny Daboru i usłyszeli historię o losach kobiet z rodu Drewian; zielarek, szpiegów, doradczyń, a przede wszystkim potężnych, mądrych Witii.

tytuł: Drzewo wspomień
autorki: Magdalena Lewandowska, Małgorzata Lewandowska
cykl: Witia
wydawnictwo: Genius Creations
data wydania: 14 września 2018
ISBN: 9788379951994
liczba stron: 522
język: polski

 

About Blair

Pełnoetatowa książkoholiczka i filmomaniaczka. Recenzentka - amatorka, szpanująca swoim talentem pisarskim i nie rozumiejąca, dlaczego nikt nie chce podziwiać blasku jej intelektu, który przecież razi wszystkich po oczach. Czasami o skłonnościach masochistycznych, wiecznie niewyspana. Niepoprawna romantyczka, marząca o naprawianiu świata. Ponoć mówią, że nocą staje się Nocnym Cieniem i szuka nowych, szeleszcząco - papierowych ofiar...

View all posts by Blair