Mamy dla Was fragment “Kandydatki” Rachel E. Carter.

Obłędnie fascynująca seria o ambitnym rodzeństwie, próbującym szczęścia w szkole magii.

Dwudziestoletnia Ryiah jest czarną maginią frakcji bojowej, ale nie jest Czarnym Magiem. Jeszcze. Niemal od zawsze pragnęła zdobyć legendarną szatę, jednak tylko tego jednego roku będzie mogła wziąć udział w prestiżowym – i jedynym w swoim rodzaju – turnieju dla magów… Szkoda, że będzie musiała wystąpić przeciwko pewnemu księciu – temu, którego dotąd jeszcze nigdy nie pokonała. Nabór kandydatów wreszcie nadchodzi. Zwycięzca otrzymuje szaty, ale w królestwie czyha coś mrocznego. Wrogie królestwa otaczają ojczyznę Ryiah. Pora zawrzeć sojusz. Niestety dla Ryiah to dopiero początek. Bo największy wróg mieszka w samym pałacu.

Trzeci tom bestsellerowej serii Czarny Mag!

  • Autor: Rachel E. Carter
  • Tytuł: Kandydatka
  • Tytuł oryginału: Candidate
  • Tłumaczenie: Emilia Skowrońska
  • Cykl: Czarny Mag, tom 3
  • ISBN: 978-83-280-6141-5
  • Format: 132 x 202 mm
  • Oprawa: miękka
  • Ilość stron: 432
  • Data wydania: 18 września 2019

FRAGMENT

Tym razem nie zamierzałam być lekkomyślna, ani w słowie, ani w czynie. Przysięgłam to sobie pierwszej nocy służby i musiałam wytrwać w tym postanowieniu. Cały czas to sobie powtarzałam, jadąc w linii z dwudziestoma czterema osobami pod przywództwem rycerki Avery.
Podążaliśmy dróżką otoczoną sosnami i kamieniami, przeciskaliśmy się między ścianami dwóch ogromnych grani. Wokół rozlegało się stukanie kopyt naszych koni.
Szlak był tak wąski, że jechaliśmy jeden za drugim. Pokonanie najtrudniejszej części zajęło nam niemal godzinę.
Właśnie się zastanawiałam, jak radziła sobie druga grupa, gdy rozległo się głośne dudnienie, a potem rozdzierający huk. Ziemia się zatrzęsła. Mój koń się spłoszył i zaczął wycofywać, ledwo utrzymałam się na jego grzbiecie.
Usłyszałam za sobą spanikowane krzyki.
W następnych sekundach udało mi się uspokoić zwierzę na tyle, by z niego zeskoczyć. Paige zrobiła to samo. Miałyśmy na tyle rozsądku, by nie siedzieć na koniach podczas ataku na tak ograniczonej przestrzeni. Odwróciłam się z jedną ręką podniesioną do rzucenia zaklęcia. Drugą wyciągnęłam miecz z pochwy. Odetchnęłam, gdy rycerze i żołnierze za mną uczynili
to samo.
Kilka metrów za nami spadł olbrzymi głaz, wysoki i szeroki na jakieś pięć metrów. Odciął nas od grupy i szlaku, którym jechaliśmy. Po jego drugiej stronie usłyszałam szczęk metali i krzyki. Nic nie widziałam – głaz był zbyt wielki – ale wszystko słyszałam. Natychmiast do mnie dotarło, że zwiadowcy pomylili się w obliczeniach. Bandyci i część naszych ludzi znajdowali się po drugiej
stronie głazu.
Po odgłosach wnioskowałam, że nasi przegrywali. Mieli kolby z miksturami, ale raczej nie zdążyli ich użyć. A nawet gdyby zdążyli, to miejsce, w którym się znajdowaliśmy, było osłonięte dwoma skalnymi ścianami.
Wątpiłam, by drużyna Killiana zobaczyła dawany przez nich sygnał, nie mówiąc już o przybyciu tutaj na czas. Odgłosy walki sprawiły, że naszą piętnastkę ogarnęła panika. Paige przeklinała, kilku żołnierzy bezskutecznie próbowało poruszyć głaz znajdujący się między nami a resztą grupy.
Spojrzałam w górę i zobaczyłam występ, z którego bandyci spuścili na nas głaz. Znajdował się tak wysoko, że nikt z nas go nie dostrzegł.
Byliśmy głupi. Złodzieje prawdopodobnie mieli przy wejściu do doliny wartowników, którzy się ukryli i czekali na dogodną okazję. Skoro zbudowali taki duży obóz, z pewnością użyli wszelkich środków, by go chronić. Zapewne też to oni naszykowali ogromny głaz, który skutecznie nas odciął od właśnie wyrzynanej reszty grupy .
– Ryiah, zrób coś!
Odwróciłam się i zobaczyłam, jak Avery wpatruje się we mnie z rozpaczą. Była spanikowana, tak samo jak pozostali.
– Musisz ich powstrzymać – szepnęła.
– Ja… – Mój puls przyśpieszył. Oto nadarzyła się okazja, żebym udowodniła swoje umiejętności, ale nie wiedziałam, co robić. Skała była zbyt ciężka, bym dała radę ją podnieść, zbyt gładka, żeby się na nią wspiąć. Mogłam lewitować, ale nie za bardzo by to pomogło – nasi ludzie po drugiej stronie potrzebowali pomocy, a nie dziewczyny, próbującej złapać równowagę w powietrzu i jednocześnie rzucającej zaklęcie. – Może powinnam wyczarować błyskawicę, żeby ostrzec innych? Może Killian…
– Przybędą zbyt późno.
– Nie miałaś być przypadkiem potężna? – warknął któryś z mężczyzn. – Przecież zajęłaś drugie miejsce, tak? Uratuj ich!
– Nie wiem, co mogę zro…
– Księżniczko, oni tam giną! – wściekał się inny.
– Nie jestem…
– Użyj swojej magii!
– Nie wiem, co robić. – Mój głos zadrżał, wpatrywałam się w czternaście par zagniewanych oczu. Co gorsza, z drugiej strony głazu dochodziły mnie wrzaski, które odbijały się echem od skalistych ścian. Przerażające krzyki i piski. Umierają, bo nie wiesz, jak ich ocalić.
– Jesteś bezużyteczna! – Ten sam mężczyzna, który nazwał mnie księżniczką, teraz na mnie napluł.
– Wystarczy. – Paige stanęła przede mną i spojrzała na niego groźnie. – Nie jest bezużyteczna, a twoje krzyki z pewnością jej nie pomogą, może więc zamknij swoją wielką, obrzydliwą gębę, zanim sama ci ją zamknę.
Przełknęłam ślinę. Myliła się. Byłam bezużyteczna. Nie chodziło tutaj o moją dumę. Miałam gdzieś, co sądzili o mnie żołnierze. Byłam głupia, że chciałam brać udział w bitwie. Bogowie uczynili to celowo, by mnie ukarać. Naiwna dziewczyna pragnie bitwy, żeby zrobić wrażenie na innych, i oto, co dostaje – utknęła w wąskim przejściu, jest bezużyteczna i musi słuchać, jak zaledwie kilka kroków dalej niewinni ludzie są wyrzynani co do nogi.
Tyle lat ćwiczeń i nadal nie byłam na coś takiego przygotowana.
Byłam bezradna.
Nie wiedziałam, co robić. Nie wiedziałam jak. Nic nie wiedziałam.
Moje ciało zaczęło drżeć, przerażenie rozsadzało moje żyły. Pomyśl, Ryiah. Walczyłam ze strachem, modląc się, by w obliczu takiej paniki nie ugięły się pode mną kolana.
Muszę coś zrobić.
Twarze pozostałych tańczyły mi przed oczami, na przemian rozmazywały się i stawały wyraźne. Nie mogłam teraz tego zrobić. Musiałam być silna. Musiałam coś wymyślić. Nie, żeby zrobić na innych wrażenie, ale żeby ich uratować.
– Moja pani – powiedziała łagodnie Paige. – Nie dasz rady ocalić wszystkich.
Miała rację, ale to nie znaczyło, że nie mogłam spróbować.
Dziesięć razy nabrałam głęboko powietrza przez nos. Potem się wyprostowałam.
– Odsunąć się od głazu! Wszyscy!
Trzech żołnierzy, którzy próbowali wspiąć się na głaz, zeszło na dół, a reszta odsunęła się od skały. Podeszłam do przodu i położyłam dłonie na kamieniu. W innych warunkach nie potrzebowałabym niczego dotykać, by rzucić zaklęcie, ale teraz musiałam zebrać niemal cały zapas magii, tak więc starałam się wykorzystać wszystkie atuty.
Miejmy nadzieję, że nie wykorzystałam jeszcze swojego potencjału…
Zacisnęłam powieki i powoli wezwałam magię, rozpalałam ją w sobie niczym płomień. Utworzyłam w umyśle projekcję, która wreszcie stała się rzeczywistością. Wyobraziłam sobie zaklęcie, które chciałam rzucić, pięcioma zmysłami upewniłam się, że projekcja będzie jak najdokładniejsza.
Potem cofnęłam się o krok i rzuciłam w skałę całą swoją energię.
Głaz zaczął… drżeć? Bardzo delikatnie się poruszał, usłyszałam za sobą pomruk głosów. Wbiłam pięty w ziemię i zmusiłam się do niemyślenia o niczym, wykluczyłam wszelkie dźwięki i zapachy, zignorowałam krople potu, zbierające mi się nad brwią. Zignorowałam wszystko poza swoją magią. Walczyłam z bólem głowy, który wciąż się nasilał…
Moje nogi zaczęły drżeć, krew szumiała w uszach, robiło mi się na przemian zimno i gorąco… ale cały czas się skupiałam, zacisnęłam szczękę, zmusiłam magię do pozostania ze mną, mimo że byłam tak słaba i czułam, że zaraz się przewrócę.
Ktoś złapał mnie za ramiona i przytrzymał, gdy moje ciało opanowały konwulsje.
– Działa – szepnęła Paige.
Spojrzałam na nią spod na wpół przymkniętych powiek i walczyłam ze sobą, by zachować spokój. Podczas praktyk nigdy nie próbowałam poradzić sobie z niczym tak ciężkim. Darren próbował, ale nawet on miał jakieś granice. Skała ważyła blisko cztery tony – do tej pory podnosiłam maksymalnie dwie. Lecz… głaz się uniósł – chociaż bardzo powoli – był kilkanaście centymetrów nad ziemią.
Na bogów!
Za sobą słyszałam jak przez mgłę słowa Avery, która kazała ściągać pancerze i zbroje. Przełknęłam ślinę. Aby zmieścić się pod głazem, moi towarzysze potrzebowali co
najmniej trzydziestu centymetrów, jeśli nie pół metra.
– Paige – zachrypiałam. – Twój nóż.
Rycerka natychmiast włożyła broń w moją drżącą rękę.
Wbiłam ostrze w swoją dłoń. Delikatnie. Z początku bardzo ostrożnie, żeby nie zepsuć zaklęcia, które z całych sił starałam się kontrolować.
Skałą rzuciło. Podskoczyła, a potem opadła i znalazła się znowu kilkanaście centymetrów nad ziemią. Ignorując stękanie za plecami, pozwoliłam, by Paige przejęła ciężar mojego ciała, podczas gdy wbijałam sztylet głębiej i głębiej, aż po nadgarstku zaczęła spływać krew, a ból metalu ocierającego się o kość i rozdzierającego mięśnie był tak silny, że ledwo go wytrzymywałam. Ponownie otworzyłam oczy i zobaczyłam, że głaz znajdował się kilkadziesiąt centymetrów nad ziemią.
Ludzie Avery starali się jak najszybciej przejść na drugą stronę.
Zobaczyłam biały błysk i wszystko stało się przytłumione…
Doświadczenia z przeszłości nauczyły mnie, że mam tylko kilka sekund, zanim moja magia się skończy. Przeciągnęłam zaklęcie tak długo, jak tylko mogłam, zgrzytając zębami i pragnąc, by trwało jeszcze chwilę, modląc się, by reszcie się udało. Delikatne drgawki w nogach i rękach zamieniły się w szarpnięcia, Paige próbowała mnie utrzymać, gdy straciłam kontrolę nad kończynami.
Nie mogłam już dłużej powstrzymywać ciała przed odpowiedzią na magię…
Nie. Musiałam wytrzymać. Dasz radę, Ryiah. Blokowałam ciemność tak długo, jak…
Ciszę przerwał zachwycony głos Paige.
– Moja pani, udało im się. Możesz już odpuścić.
I tak właśnie zrobiłam.