“Fałszywy Pieśniarz” – Martyna Raduchowska – recenzja

Martyna Raduchowska - Fałszywy PieśniarzMartyna Raduchowska sukcesywnie ulepsza swój warsztat pisarski i przebija się do czołówki twórców fantastyki – na razie w Polsce, ale „Fałszywy Pieśniarz” spokojnie mógłby (moim zdaniem) zaistnieć na międzynarodowej scenie. To trzeci tom przygód Idy Brzezińskiej – nie całkiem profesjonalnej szamanki od umarlaków. Jest tak niesamowicie odmienny od pierwszej części, która stanowi dla mnie przyjemną, zabawną i odprężającą opowiastkę – zupełnie mnie zaskoczył. Już „Demon Luster” ujawnił rozwijające się pokłady talentu autorki, przenosząc poziom ciężkości i wartości lektury do zupełnie innego wymiaru niż zaprezentowała to Raduchowska w „Szamance od umarlaków”, ale „Fałszywy Pieśniarz”… Powiem tak – to przykład profesjonalnego i zarazem niezwykle kreatywnego podejścia do tematu śmierci, magii i ludzkich pragnień. To nie jest opowiastka, to opowieść – mroczna, niespokojna, sięgająca głęboko do ludzkich pragnień i ułomności.

Jeśli znacie poprzednie przygody Idy i Pecha, to wiecie, że niektórzy po prostu mają w życiu pod górkę. Dlaczego? Chciałoby się rzec: kismet, ale czy to prawda? Czy panna Brzezińska naprawdę może wszystko, co wydarza się w jej życiu, zgonić na przeznaczenie? Na ile to los, a na ile jej własne wybory, pragnienia i działania plączą ścieżki na jej drodze?

Odkąd Ida odkryła swój dar, nic nie pozostało takie samo. Zdawać by się mogło, że po ostatnim sukcesie, jakim było złapanie Demona Luster i jego wspólnika, życie szamanki powinno się przynajmniej względnie ustabilizować. Opanowała swój dar (przynajmniej na wystarczającym poziomie), obyła się z umarlakami, nauczyła się przenikać do luster, oswoiła Pecha, zyskała pewną sławę, szacunek i stałą pracę w siłach WON-u (tłumaczę: jednostka prewencyjno-uderzeniowa do spraw opętań i nawiedzeń wszelakich). Oczywiście, że można chcieć więcej, jednak warto uważać, czego sobie człowiek życzy. Czasem pragnienia lubią się spełniać, a nie każdemu wychodzi to na dobre.

Sytuacja zaczyna się gmatwać, kiedy w ogrodzie Karewicza (czyli Demona Luster vel Kusiciela) ekipa śledcza znajduje niezidentyfikowane, acz obłożone potężną klątwą zwłoki. Zespół WON, gnany potężnym pragnieniem rozwiązania zagadki, sięga po wszelkie możliwe środki, aby wyjaśnić wszystkie szczegóły związane ze sprawą. Jednak czasem ciekawość rzeczywiście stanowi pierwszy stopień do piekła i znienacka okazuje się, że można je znaleźć naprawdę bardzo blisko i całkiem przy okazji, a zło może przyjmować różne oblicza. Zdjęcie klątwy nie tylko nie daje odpowiedzi, ale zdaje się stanowić impuls wywoławczy dla seryjnych zgonów wśród obdarzonych mocą obywateli Wrocławia. Ani Kusiciela, ani Szkudlarka nie można zmusić do współpracy. W czarnomagicznych obrzędach samobójczo giną kolejni magowie, trupy powstają z mogił… Szamanka przestaje śnić. I nagle okazuje się, że to wcale nie jest dobrze, że wszystko, czego Ida pragnęła, to fałszywa moneta, a cena za spełnienie marzeń rośnie z dnia na dzień, z godziny na godzinę. Płacą ją również ludzie wokół Pieśniarki (i nie tylko ludzie), w większości własnym życiem. Nieznany żniwiarz odbiera długi od wszystkich, którzy kiedyś zapragnęli oszukać śmierć, od tych, których magią może się pożywić. Nieustająco rośnie w siłę. Jest bezkarny, nieuchwytny i bezwzględny. Kim jest? I co go wiąże z Idą Brzezińską? Kim tak naprawdę jest Szamanka od Umarlaków?

Atmosfera „Fałszywego Pieśniarza” przepojona jest mrocznym, dusznym klimatem grozy i śmierci, którego nie jest w stanie rozjaśnić nawet żywiołowa i charakterna ciotka Tekla ani Kwiatek. Podobnie jak większość postaci znanych nam z poprzednich tomów, mamy szansę ponownie je spotkać, co stanowi niewątpliwy plus dla Czytelników, którzy zdążyli pokochać ich styl i osobowość. Autorka ma dar kształtowania postaci, które zapadają w pamięć – zarówno tych wzbudzających sympatię, ale również tych budzących grozę. Jej kreacje są niejednoznaczne, pełne niuansów, wielobarwne i po prostu żywe – targane namiętnościami i ambicjami. Każda z nich ma swój niepowtarzalny rys, historię, temperament oraz sposób bycia, czasem wręcz powalający.

Jednak podstawowym atutem opowieści pozostaje fabuła – intrygująco nieoczywista, pełna mistycyzmu, wciągająca w otchłań wydarzeń, niedomówień, pragnień, lęków i nadziei bohaterów, które stają się siłą napędową akcji.

Raduchowska potrafi, mimo pozornej lekkości stylu, zbudować atmosferę niepokoju i oczekiwania, stopniować napięcie, tworząc złudne poczucie swojskości otoczenia, ludzi, nieludzi… Jej „Fałszywy Pieśniarz” stanowi znakomity przykład świetnej, polskiej fantastyki. Jest dowodem na to, że wciąż można stworzyć historię, która nie tylko w nowatorski sposób wykorzystuje znane wątki, ale również niesamowicie wciąga.