„Zorza polarna” – Philip Pullman – recenzja

„Zorza polarna”

„Zorza polarna” to pierwszy tom cyklu „Mroczne materie” autorstwa Philipa Pullmana. Wznowienie powieści ukazało się nakładem wydawnictwa MAG.

Nie będę ukrywać, iż moją uwagę na tę powieść zwróciła zapowiedź serialu, który swoją premierę będzie miał na początku listopada tego roku. Była na tyle interesująca, bym zdecydowała się sięgnąć po pierwszą część trylogii.

Główną bohaterką „Zorzy polarnej” jest 11-letnia Lyra oraz jej dajmon Pantalaimon. Dziewczynka zamieszkuje Kolegium Jordana, wiodąc beztroskie życie wśród oksfordzkich akademików. Aż do dnia, w którym z pozoru niewinna psota wywraca jej życie o 180 stopni, wciągając w wir pełen przygód i niebezpieczeństw. Tajemniczy Pył, wykrywający prawdę Aletheiometr oraz zło czające się za kręgiem polarnym, są jedynie kilkoma elementami zdarzeń, w jakie wkraczamy sięgając po lekturę „Zorzy polarnej”.

Biorąc pod uwagę wiek Lyry można by pomyśleć, iż powieść skierowana jest do dość młodego Czytelnika. I częściowo tak jest. To z punktu widzenia dziewczynki poznajemy wykreowany przez autora świat, towarzyszymy jej w zmaganiach z przeciwnościami losu i przeżywamy wszystkie emocje – od szczęścia po przerażenie. Jednak, moim zdaniem, część poruszonych wątków może być zbyt trudna do pełnego zrozumienia dla małoletniego odbiorcy. Nie jest to jednak minus, gdyż czyni z powieści Pullmana historię, w której znajdą coś dla siebie również starsi Czytelnicy, do których sama się zaliczam.

Muszę przyznać, iż o ile Lyra jest sprytną, bystrą i rezolutną dziewczynką o dużej, wręcz wybujałej wyobraźni i (jak się okazuje w toku książki) przydatnym talencie do kłamstw, to ilość problemów, jakie musi rozwikłać i daje sobie z tym radę, jest już mało realna. Zwłaszcza jeśli dorzucimy do tego wycieńczającą podróż na daleką, mroźną północ, której niejeden dorosły mógłby nie przetrwać. Lecz z żadnym stopniu nie ujmuje to sympatii, jaką wzbudza główna bohaterka, i choć dzieli nas spora różnica, wieku nie miałam problemu, by wczuć się w jej osobę.

W wykreowanym przez Pullmana świecie ludziom towarzyszą przyjmujące formę zwierzęcia dajmony będące materialną manifestacją ich duszy. Są one związane z człowiekiem i, nie licząc czarownic, które swoje dajmony potrafią wysyłać w dalekie podróże, nie mogą się od nich zbytnio oddalać. Są to istoty rozumne, z którymi można porozmawiać czy liczyć na ich pomoc w kryzysowej sytuacji. W przypadku dzieci zmieniają swój kształt, jednak z rozpoczęciem okresu dojrzewania przybierają ostateczną formę najbardziej oddającą charakter człowieka, z którym są połączone. Żałuję, iż autor nie zaprezentował Czytelnikom czegoś więcej na ich temat, i mam nadzieję, że te braki zostaną nadrobione w kolejnych tomach, gdyż chętnie dowiedziałabym się, czy np. przychodzą na świat wraz z dzieckiem czy też pojawiają się z czasem, wraz z rozwojem niemowlęcia. Zwłaszcza, że wydarzenia związane właśnie z dajmonami są główną osią fabuły pierwszego tomu cyklu „Mroczne materie”.

Kolejnymi ciekawymi stworzeniami są Panserbjørne – pancerne niedźwiedzie. Jednemu z nich, imieniem Iorek Byrnison, Lyra udziela pomocy, wskutek czego zyskuje sobie jego miłość, uznanie i ochronę. Polarne niedźwiedzie, dla których w pewnym sensie odpowiednikiem ludzkiego dajmona jest noszona przez nie zbroja, mają wrodzony talent do metalurgii, a ich społeczność rządzona jest przez króla. Inteligentne, honorowe i wierne swojej tradycji nie są jednak wielkimi fanami ludzi, przez co rzadko godzą się, by ci mogli naruszyć granice ich terytorium.

Szczerze powiedziawszy uniwersum, w którym żyje główna bohaterka jest trudne do umiejscowienia czasowo względem znanej nam historii. Z jednej strony mamy tu elektrownie atomowe, rakiety czy szyfrowe zamki, z drugiej natomiast bohaterowie wciąż poruszają się zeppelinami bądź nie znają telewizji. Jeśli już musiałabym pokusić się o wyznaczenia jakiejś ramy czasowej, celowałabym w pierwszą połowę ubiegłego stulecia. To wykonane bardzo sprawnie połączenie steampunku, fantasy z powieścią przygodową nadaje książce swoistego klimatu, który lubię, więc czas spędzony w towarzystwie Lyry, jej przyjaciół oraz wrogów był na pewno udaną zabawą.

Philip Pullman nie pozwala się nudzić swojemu Czytelnikowi. Praktycznie od pierwszej strony wkraczamy w dynamiczną akcję, która zwalnia tylko w kilku momentach, jednak to tempo nie było dla mnie nużące. Wręcz przeciwnie, chciałam więcej i z niecierpliwością wyczekiwałam, jak potoczą się losy bohaterów. Całość napisana jest barwnym językiem, dzięki któremu odbiorca może poczuć, jakby na własne oczy widział opisywane miejsca i wydarzenia. Jednocześnie jest on lekki i przystępny, co zapewne zawdzięczamy też tłumaczeniu autorstwa Wojciecha Szypuły.

„Zorza polarna” to ciekawa pozycja, która zadowoli Czytelników, jednak, jak już wspomniałam, niekoniecznie tych dokładnie w wieku głównej bohaterki. Choć sklasyfikowana jako literatura młodzieżowa, książka niepozbawiona jest mroku, okrucieństwa oraz śmierci. Ale też przygód i praktycznych rad na temat zdobywania przyjaźni. To historia o wędrówce (dosłownie i w przenośni), wierności i odpowiedzialności. Chętnie sięgnę po kolejne tomy, by poznać dalsze losy Lyry, dajmonów i zrozumieć czym jest Pył.

Tytuł oryginału: Northern Lights
Przekład: Wojciech Szypuła
Wydanie: 3
Oprawa: twarda
ISBN: 978-83-7480-564-3
Cena: 35,00 zł

 

About WereWolf

Zły Wilk

View all posts by WereWolf