Jakub Ćwiek nie daje zapomnieć Czytelnikom o swoim najsłynniejszym uniwersum. W tym roku nakładem wydawnictwa SQN ukazało się poprawione wydanie serii „Kłamca”. Ale to nie wszystko, ponieważ w listopadzie światło dzienne również ujrzeli długo wyczekiwani „Stróże 2. Brudnopis Boga”. Jesteście ciekawi, w jaki sposób tym razem namieszał Loki i co to za sprawy, którymi muszą zająć się Butch oraz Zadra?

W założeniu cykl o agentach WINA – Wydziału Interwencyjnego Nadzoru Anielskiego – ma opowiadać o tym, jak bardzo machlojki i brak poszanowania zasad przez nordyckiego boga kłamstwa zdeprawował aniołów, którzy zamiast świecić przykładem, zaczęli kombinować nad sposobami polepszenia życia swoim ludzkim podopiecznym. W końcu kto zna lepiej człowieka niż jego własny anioł Stróż? Problem tylko w tym, że w pierwszym tomie „Stróży” było zbyt wiele Lokiego, a to w końcu nie on jest tutaj najważniejszy. W „Brudnopisie Boga” ta kwestia ma wyglądać zgoła inaczej, o czym już we wstępie informuje autor.

Recenzowany zbiór opowiadań otwiera utrzymany w klimacie grozy „Komu bije dzwon”. Tę historię poznajemy z perspektywy anioła, który wraz z podopiecznym Brunonem oraz kilkoma jego znajomymi udają się w listopadzie na wakacje do położonych nad morzem Głuszyc. Miasteczko wygląda niepozornie, wyjątkowo spokojnie i jest praktycznie opustoszałe, co stanowi typową cechę dla miejscowości turystycznych po sezonie urlopowym. Problem tylko w tym, że jakaś tajemnicza siła nie pozwala bohaterowi opuścić miejscowości. Na domiar złego rodzimi mieszkańcy mieściny zachowują się wyjątkowo dziwnie. To rzecz jasna niepokoi anioła, który szuka ratunku w rozwiązaniu tajemnicy Głuszyc. W drugim opowiadaniu pod tytułem „Kto jest bez winy” Jakub Ćwiek przedstawia początek znajomości Zadry z Butchem oraz przygotowanie tego drugiego do roli Stróża. Przy okazji muszą oni stawić czoła seryjnemu mordercy wysłanników nieba. Z kolei „Serce anioła” jest futurystycznym opowiadaniem z akcją osadzoną na Haiti. Konkretnie w Damballah Zero, sztucznym turystycznym mieście zbudowanym w cyberpunkowym klimacie. Gdzie Marcin Wicher (pisarz czarnych kryminałów) wybrał się w celu zbierania materiałów do swojej nowej książki. Szkopuł w tym, że szybko skończył martwy na ulicy. A jego opiekun imieniem Noar nie ma zielonego pojęcia, jak do tego doszło. Kompletnie nic nie pamięta i pragnie pomóc Butchowi oraz Zadrze w odnalezieniu mordercy. Natomiast w „Newegwasu’u” dzięki młodemu wojownikowi imieniem Kinniih z plemienia Shorouki odkrywamy, czemu ci Indianie mają na pieńku z aniołami. Na deser zostaje jeszcze jedno, dość specjalne opowiadanie. W „Karmie” poznajemy Mirona, uciekającego przed czymś chłopca z rozbitym nosem, który natrafia na mocno poranionego czarnego kota z czerwonym krawatem zamiast obroży. Bohater postanawia mu pomóc, ale nie jest to łatwe zadanie, gdyż po piętach depcze mu dziwny pluszowy miś oraz ludzie z wykałaczkami w ustach.

Generalnie „Brudnopis Boga” nie różni się formą od pierwszej części. Ponownie mamy do czynienia ze zbiorem opowiadań, w którym znajduje się raptem kilka historii. Rozbieżność polega na tym, że są one przedstawione w dość dziwnej kolejności, niemającej nic wspólnego z chronologicznym ciągiem wydarzeń. Trudno w tym przypadku mówić o kontynuacji, ponieważ część zgromadzonych tutaj tekstów, np. „Kto jest bez winy”, rozgrywa się przed wydarzeniami z pierwszego tomu. Aczkolwiek absolutnie to w niczym nie przeszkadza. Powiem więcej, dzięki takiemu zabiegowi otrzymujemy okazję do bliższego poznania obu bohaterów. Jednakże w moim odczuciu w „Brudnopisie Boga” jest trochę zbyt mało Zadry i Butcha. W niektórych opowiadaniach ta dwójka występuje w pierwszoplanowych rolach, w innych schodzą na dalszy plan, a czasem w ogóle ich nie ma. Przynajmniej autor trzyma się opracowanego w poprzednim tomie schematu polegającego na tym, że agenci WINA wkraczają do akcji w decydujących momentach historii.

Trochę szkoda, że występy tej dwójki są limitowane, ponieważ to rewelacyjny duet. Zadra – miły sympatyczny oraz wyjątkowo koleżeński anioł, który uwielbia bycie Stróżem. Co prawda jest trochę sztywny, zbyt ułożony i postępuje zgodnie z zasadami, ale i tak go lubię. O wiele ciekawiej wypada Butch – małomówny weteran mający na koncie walki z mitycznymi w Asgardzie. Teraz czekają go inne wyzwania – przejście kursu na Stróża, co robi z równie wielkim oddaniem, jakby walczył z wrogiem.

Przeczytałem sporo książek Jakuba Ćwiek i myślałem, że poznałem już wszystkie jego możliwości, a tu niespodzianka, pisarz nadal potrafi mnie zaskoczyć i to w pozytywny sposób. Uwielbiam „Komu bije dzwon” za klimat dreszczowca. Czegoś takiego u tego autora do tej pory nie spotkałem. Szkoda, gdyż naprawdę świetnie sobie radzi z literaturą grozy. A ja chętnie poznałbym więcej takich opowieści. Ćwiek po raz kolejny nie zawodzi: świetnie skonstruowane postacie, zaskakujące i pomysłowe fabuły oraz wybornie snute historie w połączeniu ze znakomicie oddanymi scenami akcji.

„Stróże 2. Brudnopis Boga” to solidny tytuł, przy którym – z drobnymi wyjątkami – bawiłem się kapitalnie. Jeśli lubicie powieści Jakuba Ćwieka oraz uniwersum Kłamcy, to po prostu musicie sięgnąć po ten tytuł. Tylko uprzedzam, że ta przygoda nie trwa zbyt długo, ponieważ książka liczy raptem dwieście siedemdziesiąt siedem stron.

  • Autor: Jakub Ćwiek
  • Tytuł: Stróże 2. Brudnopis Boga
  • ISBN: 9788381294737
  • Format: 135 x 210 mm
  • Oprawa: miękka
  • Ilość stron: 288
  • Data wydania: 13 listopada 2019
  • Sugerowana cena detaliczna: 36,99 zł