Michał Gołkowski nie jest jednym z tych autorów, na którego książki trzeba czekać lata czy dekady, aż sam twórca zdąży zapomnieć, o czym pisał. Recenzowana przeze mnie czwarta część „Siedmioksięgu grzechu”, pod tytułem „Złote miasto” trafiła na półki księgarni nie tak dawno temu, we wrześniu – a przecież wcześniejszy tom serii swoją premierę miał raptem w kwietniu. Mało tego, pod koniec listopada światło dzienne ujrzała już następna, czyli piąta odsłona przygód Zahreda. Nasuwa się więc pytanie: czy tak zabójcze tempo pracy nie odbiło się negatywnie na jakości samej historii?

Pierwsze tomy septalogii przyzwyczaiły Czytelników do tego, że każda książka stanowi zamkniętą całość, a lekturę cyklu można rozpocząć od dowolnej części. W przypadku „Złotego miasta” mamy coś z goła innego. Tytuł ten stanowi drugi tom trylogii „Bramy ze złota”, wchodzącej w skład „Siedmioksięgu grzechu”, gdzie opisana jest jedna, ale za to wyjątkowo obszerna historia.

Zahred wraz z Mirą kontynuują ucieczkę przed Drusem i jego wojskiem. Bohater nie zamierza dać się złapać i zaciągnąć z powrotem do sanktuarium, gdzie w honorowym miejscu ponownie miałoby spocząć jego martwe ciało. Niestety podczas swojej wędrówki wpadają z deszczu pod rynnę, a dokładniej – na rajd mieszkańców mroźnej północy. Protagonista jednak nie jest typem człowieka, który lubi podporządkowywać się komukolwiek, zwłaszcza gdy nie widzi w tym żadnych korzyści dla siebie. Nie wystarcza mu nawet pozycja jarla, którą zdobywa poprzez pokonanie w walce wcześniejszego władcy. Bohater pragnie czegoś więcej niż rządzenie malutką osadą pośrodku mroźnego pustkowia z dala od cywilizacji. Zaczyna więc realizować wielki plan rajdu na odległe południe, ku murom złotego miasta, gdzie czekają ogromne skarby i wieczna chwała.

„Złote miasto” względem „Świątyni na bagnach” ma jedną dużą zmianę na plus – powrót Zahreda na pierwszy plan, do roli motoru napędowego całej historii, zamiast bycia tylko bezwiednym świadkiem prezentowanych wydarzeń. Chociaż opowieść poznajemy w głównej mierze z jego perspektywy, to oprócz niego do głosu dochodzi również towarzysząca mu Mira. Dzięki czemu tekst zostaje urozmaicony o kilka nieznanych dotąd wątków oraz pozwala spojrzeć na opisywane wydarzenia w inny sposób.

A skoro mowa o postaciach, to nadal niezmiernie intryguje mnie Zahred: ciągle skryty, nielubiący mówić o sobie, przez co trudno rozgryźć i poznać szczegóły z jego przeszłości. A zapewne miałby wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia, gdyż dysponuje wiedzą wyprzedzającą czasy. Poza tym to nadzwyczaj ambitny człowiek, który po obraniu jakiegoś celu łatwo z niego nie rezygnuje. W „Złotym mieście” Zahred pokazuje również swoją bardziej ludzką twarz: przywiązuje się do towarzyszy broni i darzy uczuciem Mirę. I wcale mu się nie dziwię – dziewczyna jest bystra, odważna oraz mocno zainteresowana otoczeniem. Nigdy nie ma dość przygód i pragnie zobaczyć każdy zakątek uniwersum, łącznie z dzikimi zwierzętami oraz pałacowymi komnatami. Chociaż najbardziej chce znaleźć dla siebie i Zahreda spokojne miejsce, gdzie mogliby wybudować dom i żyć zwyczajnie.

Michał Gołkowski w recenzowanej powieści pokazał, jak z prostego pomysłu zrobić wciągającą historię, która nie przytłoczy odbiorcę nadmiarem przygód i rozmachem uniwersum. Główny nacisk położony jest na bohaterów, ponieważ to oni mają przyciągać, zaciekawić i zjednać sobie Czytelnika, i tak w rzeczywistości jest. Atrakcyjna fabuła stanowi dodatkowy plus „Złotego miasta”, choć pierwsza połowa książki nie zachwyca, a wręcz wieje nudą – podczas podróży do tajemniczego miasta w zasadzie nie dzieje się zbyt wiele, raptem parę przygód przeplatanych codziennością życia na morzu. Aczkolwiek dzięki dobrze skonstruowanym, wyjątkowo plastycznym opisom połączonym z dbałością o szczegóły lektura tej książki potrafi dostarczyć rozrywki. Ale to nic w porównaniu z drugą połową tomu – ta zachwyca rozmachem oraz pomysłami łączącymi fikcję z autentycznymi historycznymi realiami.

Podsumowując – nie trzeba obawiać się, że zbyt szybkie tempo pracy autora odbija się negatywnie na jakości jego książek. Jak pokazuje „Złote miasto”, praktycznie nie ma się w niej do czego przyczepić: powieść jest wyjątkowo przemyślana, według mnie to najlepsza część septalogii. Mam ogromną chęć poznać dalszy ciąg losów Zahreda i Miry. Zapewne niebawem sięgnę po „Zmierzch bogów”. Jeśli lubicie klasyczną, mocno osadzoną w realiach historycznych fantastykę, to musicie przeczytać „Złote miasto”. Oczywiście pod warunkiem, że jesteście już po lekturze „Świątyni na bagnach”.

  • Autor: Michał Gołkowski
  • Tytuł: Złote miasto
  • Cykl: Siedmioksiąg grzechu, tom 4
  • ISBN: 978-83-7964-452-0
  • Format: 13 x 20 cm
  • Oprawa: twarda
  • Ilość stron: 623
  • Data wydania: 20 września 2019

Moje pozostałe recenzje cyklu:

  1. Spiżowy gniew
  2. Bogowie pustyni
  3. Świątynia na bagnach