K.C. Archer Instytut

Po lekturze „Astralkera” Tomasza Sobiesieka nabrałem ochoty na czytanie książek fantastycznych o tematyce parapsychologicznej. Jednakże takich tytułów nie ma zbyt wiele na naszym rynku i nie mogłem znaleźć nic ciekawego. Przynajmniej do czasu, gdy nakładem wydawnictwa Uroboros na półki księgarni trafił „Instytut” K.C. Archer.

Wykreowany przez autorkę świat byłby zupełnie zwykłym miejscem, gdyby nie to, że garstka mieszkających w nim ludzi dysponuje parapsychicznymi zdolnościami typu jasnowidzenie czy telekineza. Uniwersum poznajemy z perspektywy Teddy Cannon, dwudziestokilkuletniej dziewczyny, która – pomimo młodego wieku – ma już na karku sporo problemów. Bohaterka uwielbia grać w pokera i jest w tym wyjątkowo dobra; wydawałoby się, że wręcz posiada szósty zmysł do wykrywania blefów. Niestety skutkuje to uzależnieniem od hazardu, a więc i długami u ludzi, z którymi nikt nie chciałby zadzierać, oraz zakazem wstępu do większości kasyn w Las Vegas. Problemy piętrzą się aż do momentu, gdy spotyka na swojej drodze tajemniczego jegomościa. Mężczyzna obiecuje jej rozwiązanie wszystkich problemów w zamian za wstąpienie do Instytutu Szkoleń i Rozwoju Egzekwowania Prawa imienia Whitfielda – kształcącego osoby z parapsychicznymi darami na przyszłych pracowników agencji rządowych: policji oraz FBI.

Witajcie w szkole dla mediów – ściśle tajnej placówce, w której nie ma rzeczy niemożliwych. Wystarczy trochę chęci i uporu połączonego ze sporą ilością treningu, żeby robić cuda, o jakich nikt wcześniej nie śnił: poruszać przedmioty siłą woli, czytać ludzkie myśli czy też komunikować się za pośrednictwem umysłów. W Instytucie studenci oprócz opanowywania swoich specjalnych zdolności, poznają również techniki śledcze, taktyki SWAT oraz podstawy kryminalistyki.

Teddy to wyjątkowo krnąbrna i niezdyscyplinowana dziewczyna, dla której szkoła staje się szansą na nowy start, a nawet zrobienie czegoś dobrego dla społeczeństwa. Ponadto towarzystwo ludzi podobnych do niej może umożliwić jej zrozumienie, kim jest i co tak naprawdę potrafi. Poznanie własnej przeszłości oraz opanowanie zdolności działa na bohaterkę niczym magnes, ciągnący ją ku intensywnej nauce i treningom. Niestety rozwijanie umiejętności idzie jej z ogromnym oporem, gdyż indywidualne moce wymagają własnego sposobu ich opanowania, czego nie da się nauczyć z książek czy wykładów. Sytuację komplikuje widmo szybko zbliżających się egzaminów, których wynik zaważy na dalszych losach Teddy. Ponadto na uczelni zaczyna dochodzić do dziwnych wydarzeń: najpierw z laboratorium znika kilka próbek krwi należących do uczniów, a później – studenci.

Lubię Cannon, ponieważ bohaterka jest zwyczajną dziewczyną i jak każdy inny człowiek musi sobie radzić z codziennymi problemami i komplikacjami w życiu osobistym. Choć posiada niezwykłe zdolności, nie można określić jej jako heroiny, która wszelkie trudności rozwiązuje w mgnieniu oka, a przy okazji jest tak potężna, że lepiej nie stawać z nią w szranki. Ale to dobrze – jakby była niepokonana, stałaby się nudna. W końcu kto chciałby poznawać historię kogoś, kto nigdy nie poznał smaku porażki?

Aneta Jadowska w swojej rekomendacji pisze, że Instytut Whitfielda nie jest Hogwartem, gdyż jasnowidze nie są czarodziejami, a uczniowie to dorośli ludzie. Ale według mnie K.C. Archer chciała, aby jej uczelnia była miejscem tak niezwykłym, pełnym tajemnic i niespodzianek jak szkoła magii z powieści o Harrym Potterze, aby każdy Czytelnik choć przez moment zapragnął odwiedzić, przemierzane przez bohaterów treny kampusu. Zamiast tego w „Instytucie” otrzymujemy bardzo typową, wręcz nudną placówkę edukacyjną. Autorka, wymyślając miejsce, gdzie szkoli się media, postawiła przede wszystkim na autentyczność. Uczelnia wygląda niczym przeciętny uniwersytet z masą wykładów oraz wychowaniem fizycznym, innymi słowy – kompletnie nic nadzwyczajnego.

Na szczęście dużo lepiej jest z historią – w tej kwestii pisarka się postarała. Co prawda czasem czuć, że jest to jej debiutancka powieść, ale ogólnie fabuła wypada zaskakująco zacnie, szczególnie ciekawy początek, który przyciągnął moją uwagę od pierwszej strony i zachęcił do poznania dalszego ciągu opowieści. Później z frajdą bywa różnie, pierwsze fazy edukacji Teddy na Instytucie trochę zniechęcają swoją niemrawością. Bardzo chcąc pokazać wszystko, co jej uniwersum ma do zaoferowania, autorka niepotrzebnie spłyciła możliwości mediów, w zamian skacząc między kolejnymi wątkami. A szkoda ponieważ rozwinięcie tematu zdolności parapsychicznych na pewno by nie zaszkodziło. Zdecydowanie lepiej wypada druga połowa książki, w której autorka skupiła uwagę na fabule. Koniec z nudnymi wykładami czy zajęciami wychowania fizycznego, ich miejsce zajmuje coś ciekawszego – szkolenie praktyczne w wymiarze sprawiedliwości. Poza tym intryga zagęszcza się, są liczne zwroty akcji i historia w końcu nabiera tempa.

Pod względem umiejętności pisarskich nie mam K.C. Archer nic do zarzucenia. Powieść czyta się przyjemnie, a sam tekst jest dobrze skonstruowany. Lubię zwłaszcza to, jak w całość wkomponowano dialogi. Dobrym pomysłem było również zastosowanie narracji trzecioosobowej, gdyż pozwala spojrzeć na opisywane wydarzenia z szerszej perspektywy.

„Instytut” ma pewne wady, ale nie są one poważne i praktycznie w ogóle nie zniechęcają do lektury powieści. Być może nie jest to tytuł wybitny, ale na pewno jest to lekka i przyjemna historia, która dostarcza sporo frajdy. Dlatego warto dać szansę tej powieści. Zwłaszcza że kontynuacja zapowiada się wyjątkowo intrygująco. Sam chętnie poznam dalsze losy Teddy oraz jej przyjaciół.

  • Autor: K.C. Archer
  • Tytuł: Instytut
  • Tytuł oryginału: School for Psychics
  • Tłumaczenie: Emilia Skowrońska
  • ISBN: 978-83-280-5439-4
  • Format: 135 x 202
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Ilość stron: 462
  • Data wydania: 29 stycznia 2020