Na Triskel. Gwardia Krystyny Chodorowskiej czaiłam się od dłuższego czasu. Jako że autorka jest częścią Hardej Hordy, byłam żywo zainteresowana jej debiutem, bo jak dotąd hordowe książki mnie nie zawiodły. Co prawda jeszcze nie przerobiłam wszystkich autorek z tego fantastycznego zgromadzenia, to jednak Triskel wydawał mi się dobry, aby zacząć nadrabianie zaległości.

Wcześniej ciągle brakowało mi czasu na realizację tego czytelniczego wyzwania, więc gdy w końcu nadarzyła się okazja do sięgnięcia po tę powieść, nie zwlekałam długo. Tylko że potem zaczęły się schody. Pomijając wysyp tych bardziej fizycznych przeciwności losu przy czytaniu jak moja choroba czy fakapy w pracy, na przeszkodzie stało coś dużo bardziej poważnego.

Lektura okazała się być, tak zwyczajnie i po ludzku, niewciągająca. Bolało mnie to tym bardziej, bo byłam ogromnie napalona na ten tytuł, tymczasem brnęłam przez niego niemożliwie znudzona. I początkowo nie mogłam pojąć, dlaczego się tak dzieje. Teoretycznie to moje klimaty – imperium ciemiężące swych obywateli, terroryści i zabójcy na zlecenie, a w tym wszystkim grupa ludzi obdarzona nadprzyrodzonymi mocami stojąca na straży miasta. Niezbyt skomplikowana historia, ale tu nie chodzi o zawiłą intrygę, tylko o akcję, supermoce i dobrą zabawę, prawda?

W pewnym sensie tak, ale nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że brakuje w tej książce równowagi pomiędzy tymi czynnikami. Świat przedstawiony prezentuje nam walczącą z Imperium o niepodległość Sidheadnię i naprawdę ciężko nie odnieść wrażenia, że już wcześniej gdzieś to widzieliśmy. I to nie tylko dlatego, że tutaj konflikt polityczny wyraźnie nawiązuje do sytuacji pomiędzy Irlandią a Wielką Brytanią, gdy to bojownicy IRA walczyli o wyzwolenie swojego kraju spod rządów korony (i nie przebierali w środkach). Kojarzycie te wszystkie opresyjne systemy polityczne z książek typu Igrzyska śmierci, Niezgodna czy Więzień labiryntu? Wiadomo było, że władza jest zła i robi złe rzeczy, że rząd zabiera biednym i daje bogatym, wyzyskuje swoich obywateli, ciemięży ich, mami propagandą albo wręcz robi pranie mózgu i w ogóle młodzież musi się zjednoczyć w walce z systemem. I naprawdę nie chodzi o to, że potrzebna mi w tym jakaś głębsza logika. Męczy mnie w tej konwencji to, że używa się tego tła jak wyświechtanej szmaty licząc na to, że czytelnik nie będzie się przyglądał, jak bardzo jest dziurawa, tylko skupi się na akcji i bohaterach. Żeby to się wydarzyło musisz mieć na pierwszym planie naprawdę dobrą akcję i naprawdę fajnych bohaterów. Inaczej ta szmata stanie się dla czytelnika pierwszym planem właśnie.

Natomiast w Triskelu, jeśli idzie o akcję i bohaterów, to nie jest za wesoło. Na bardziej dynamiczny rozwój wypadków musicie poczekać gdzieś tak do połowy książki. Przez pierwsze 100-120 stron wszystko idzie jak krew z nosa i odkładałam lekturę na bok przy każdym możliwym pretekście, bo jeszcze chwila, a umarłabym z nudów. Na początku poznajemy Duncana i w czasie przydługich oraz mało zajmujących retrospekcji dowiadujemy się, że nastolatkiem będąc, działał jako rebeliant i za to trafił do więzienia. Gdybyście się choć trochę przejęli losem naszego dzielnego buntownika, to od razu Wam mówię, że niepotrzebnie, bo zadaniem tego bohatera i jego nużących flashbacków jest przybliżenie nam postaci Sinead – faktycznej protagonistki tej książki, ukrywającej się pod pseudonimem Mayday. Generalnie od razu wiemy, że dziewczyna odegra w tej historii dużą rolę, biorąc pod uwagę, jak często Duncan o niej wspomina, ale gdy tylko się pojawia we właściwej akcji, cały środek ciężkości ni z gruszki, ni z pietruszki zostaje przeniesiony na nią. Do tej pory patrzyliśmy na ten świat oczami Duncana, ale jeśli zdążył Wam się spodobać jako przewodnik, to zapomnijcie, bo teraz narrator uczepił się Sinead i nieprędko ją zostawi. A poza tą dwójką, Triskel nie ma w zasadzie żadnych innych bohaterów. Tytułowa Gwardia składa się z dwóch osób poza Sinead, które… w ogóle mnie nie obchodzą i są całkowicie nijakie. Mają sobie jakieś tam moce, biegają razem z Sinead po mieście i jej pomagają, ale poza tym niewiele mają czytelnikowi do zaoferowania. Inni bohaterowie zaś przychodzą i odchodzą, rzucą questem albo kłodą pod nogi i tyle ich widzieliśmy. Główna dwójka sama w sobie nie jest zła, mają osobowość, swój styl bycia, przekonującą motywację i co ciekawe – naprawdę interesującą relację. Jednak tych dwóch aktorów nie udźwignie całego teatrzyku.

Cały problem z tą książką polega na tym, że jest bardzo nierówna, a gdy nie nuży, to niestety jest zaledwie przyzwoita. Główna dwójka bohaterów jest ciekawa – ale reszta postaci w zasadzie nie istnieje, do akcji musimy przebić się przez retrospekcje, świat przedstawiony to kolejna z wielu antyutopii, jakie widziałam. Narracja, nie licząc tego przeskoku z Duncana na Sinead jest dość płynna, dialogi w porządku, same opisy akcji przykuwają uwagę, ale to wszystko jest takie płaskie, bezpieczne i zachowawcze. Brakuje mi w tej opowieści zapłonu. Są iskry, ale nigdzie się nie pali. Nie mogę też oprzeć się wrażeniu, że ta historia w krótszej, bardziej skondensowanej formie sprawdziła by się lepiej.

Nie powiem jednak żebym kategorycznie odradzała sięgnięcie po tę pozycję. Bardzo dużo oczekiwałam od tego tytułu, zapominając o tym, że to w sumie przecież debiut. I patrząc na to przez ten pryzmat widzę potencjał i nadzieję na to, że kolejne książki pani Chodorowskiej będą lepsze. Całość jest poprawna w swej formie i kto wie, jak potoczą się dalej losy dzielnej Mayday. Być może zwyczajnie potrzebuje trochę dłuższego rozbiegu.

 

  • Autor: Krystyna Chodorowska
  • Tytuł: Triskel. Gwardia
  • Cykl: Triskel, tom 1
  • ISBN: 9788328051072
  • Format: 202 x 135 mm
  • Oprawa: miękka
  • Ilość stron: 400
  • Data wydania: 20 czerwca 2018
 

About Kometa

W sieci znana też jako Koralina Jones. Redaktor naczelna Gavran.pl, główny administrator Forum Gavran ( http://forum.fan-dom.pl ), administruje także Thornem - oficjalną stroną Anety Jadowskiej ( http://anetajadowska.fan-dom.pl ). Współzałożycielka Grupy Fan-dom.pl . W wolnych chwilach recenzentka i blogerka.

View all posts by Kometa