Kilka dni temu do księgarni trafiła pierwsza część pierwszego tomu najnowszej serii Sarah J. Maas “Księżycowe Miasto”. Zainteresowani trzecim fragmentem? Zapraszamy!

Z pierwszym można się zapoznać tutaj: KLIK, a z drugim tutaj: KLIK.

Liczba stron oryginału przy tłumaczeniu na nasz piękny język nieco puchnie i w efekcie pierwszy tom tej historii Maas zyskał objętość niemal 1200 stron. W związku z tym wydanie w miękkiej oprawie w jednym tomie nie było możliwe, stąd decyzja o podziale – książka zostanie wydana w dwóch częściach z datami premier 20 maja i 3 czerwca.

*

Bryce Quinlan kocha swoje życie. W dzień pracuje w galerii z antykami, sprzedając nie do końca legalne magiczne artefakty, a nocą imprezuje razem z przyjaciółmi, delektując się każdą przyjemnością, jaką Lunathion, znane również jako Księżycowe Miasto, ma do zaoferowania. Gdy dochodzi do bezwzględnego morderstwa, wszystko zaczyna się rozpadać – również jej świat. Mimo że oskarżony ląduje za kratami, zbrodnie zaczynają się na nowo, a Bryce trafia w centrum dochodzenia. Zrobi wszystko, aby pomścić śmierć przyjaciół.

  • Sarah J. Maas “Księżycowe Miasto. Dom Ziemi i Krwi” cz.1
  • Liczba stron: 560
  • Format: 135×202 mm
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Cena 36,99 zł
  • ISBN: 978-83-280-5206-2
  • Data premiery 20 maja 2020
  • wyd. Uroboros

FRAGMENT 3

Sarah J. Maas „Księżycowe Miasto” cz.1, wyd. Uroboros
Premiera 20 maja 2020
tłumaczenie: Marcin Mortka

Gdy Bryce wróciła z pracy do domu, Wataha Diabłów czekała na nią w jej mieszkaniu.

Trudno było nie usłyszeć ryków śmiechu, jakie rozległy się, gdy dotarła na drugie piętro klatki schodowej, trudno też było zignorować skowyt rozbawionych zwierząt. Marudząc pod nosem, Bryce pokonała resztę drogi na górę. Mogła pożegnać się z marzeniami o spokojnym wieczorze na kanapie.

Wiązanka przekleństw, którą Bryce Quinlan uczciła tę chwilę, przepełniłaby jej matkę dumą. Otworzyła pomalowane na niebiesko drzwi do mieszkania, gotując się na inwazję wilczej arogancji, pewności siebie i wścibstwa we wszystkich aspektach życia.

Wataha Daniki podniosła każdą z tych przywar do rangi sztuki. Głównie dlatego, że uważali Bryce za należącą do ich grona, nawet jeśli nie miała na szyi wytatuowanego znaku.

Czasami Bryce szczerze współczuła przyszłemu towarzyszowi życia Daniki. Biedaczysko, który zwiąże się z przyszłą Pierwszą wśród Wilków, dozna szoku, z którego nigdy się już nie otrząśnie, chyba że sam będzie wilkiem. Szansy na to wielkiej nie było, bo Danika była równie mało zainteresowana spaniem z wilkiem, jak sama Bryce.

Bryce pchnęła ramieniem drzwi, które często się zacinały z powodu wypaczonych krawędzi. Był to efekt harców wesołej bandy, która rozsiadła się na kilku wysłużonych kanapach i fotelach. Dziewczyna weszła do środka i westchnęła, gdy poczuła na sobie spojrzenia sześciu par ślepi i ujrzała sześć szerokich uśmiechów.

– Jak mecz? – zapytała, wrzucając klucze do koślawej, ceramicznej miski, którą Dani ulepiła od niechcenia podczas zajęć z garncarstwa w koledżu. Nie miała pojęcia, jak przebiegło spotkanie w sprawie Briggsa – dostała jedynie wiadomość od Daniki o treści: „Wszystko ci opowiem w domu”.

Chyba nie było jednak tak źle, skoro Danika zdążyła na mecz sunballa. Wysłała nawet Bryce zdjęcie całej watahy przed boiskiem. Drobny Ithan z hełmem na głowie stał z tyłu.

Wiadomość od gwiazdy zespołu przyszła po chwili:

„Następnym razem lepiej przyjdź ze wszystkimi, Quinlan”.

„Szczeniaczek stęsknił się za mną?” – odpisała.

„A żebyś wiedziała” – napisał w odpowiedzi.

– Wygraliśmy! – odezwał się Connor, który rozparł się wygodnie na jej ulubionym miejscu na kanapie. Miał na sobie wymięty T-shirt drużyny sunballowej UKM, który odsłaniał potężne mięśnie oraz złocistą skórę.

– Ithan zdobył zwycięskiego gola – rzekł Bronson. Nadal miał na sobie błękitno-srebrną koszulkę klubową z napisem „Holstrom” na plecach.

Ithan, młodszy brat Connora, był nieoficjalnym członkiem Watahy Diabłów, a dla Bryce drugim najbardziej ulubionym kompanem po Danice. Ich rozmowy w komunikatorze były niekończącym się ciągiem żarcików, drwin, zdjęć i dobrodusznych narzekań na apodyktyczność Connora.

– Znowu? – spytała Bryce i zdjęła perłowobiałe buty na wysokim obcasie. – Czy on nie może zostawić odrobiny chwały dla pozostałych chłopaków?

Zazwyczaj Ithan siedziałby teraz na kanapie obok starszego brata, co zmusiłoby Bryce, by wepchnęła się między nich podczas oglądania filmu, ale wieczory po meczu wolał spędzać z resztą drużyny.

W kąciku ust Connora, Drugiego Daniki, pojawił się uśmieszek, gdy Bryce przetrzymała jego spojrzenie dłużej, niż większość ludzi uznałaby za rozsądne. Sześciu członków jego watahy, z czego dwóch nadal machało ogonami pod postacią wilków, na wszelki wypadek nie otwierało ust ani paszcz.

Powszechnie wiadomo było, że gdyby nie Danika, Connor zostałby alfą Watahy Diabłów, ale on nie żywił wobec niej żadnych złych uczuć. Nie, jego ambicje nie sięgały tak daleko, w przeciwieństwie do ambicji Sabine.

Bryce położyła torbę ze strojem do tańca na półce w korytarzu i popchnęła ją, by zrobić miejsce na torebkę.

– Co dziś oglądacie? – spytała. Bez względu na to, co wybrali, planowała spędzić wieczór we własnym pokoju z romansem w ręku i za zamkniętymi drzwiami.

Nathalie, która wertowała kolorowe czasopismo z plotkami o celebrytach, nawet nie uniosła głowy.

– Jakiś nowy film akcji o stadzie lwów walczących ze złą korporacją Fae.

– Przeczuwam majstersztyk sztuki filmowej – rzekła Bryce, a Bronson przytaknął z wyraźnym niezadowoleniem.

Gusta potężnego młodzieńca oscylowały wokół kina studyjnego oraz filmów dokumentalnych, w związku z czym, co raczej nikogo nie dziwiło, nigdy nie pozwalano mu wybrać filmu na Noc Watahy.

– Późno coś wracasz – oznajmił Connor, muskając zrogowaciałym palcem zawinięte oparcie kanapy.

– Bo mam pracę – odparła Bryce. Szczęk talerzy z kuchni podpowiadał, gdzie należy szukać Dani w jej malutkim mieszkaniu. – Też by ci się przydała. Nie wylegiwałbyś się całymi dniami na mojej kanapie.

Oczywiście żartowała. Jako Drugi Daniki, Connor był jej egzekutorem. By utrzymać bezpieczeństwo w mieście, zabijał, torturował i okaleczał, po czym robił sobie chwilę przerwy i znów wracał do ponurych obowiązków. I tak bez końca.

Connor nigdy nie narzekał na swój los. Żadne z nich nie narzekało.

„A po co mamy psioczyć? – spytała Dani, gdy Bryce zapytała ją, jak znosi taką brutalność. – Przecież nie mieliśmy wyboru. Musieliśmy wstąpić do Sił Porządkowych”.

Fakt. Zmiennokształtni mogący zmieniać się w drapieżniki w istocie nie mieli wyboru. Służba w watahach Sił Porządkowych była im pisana, jeszcze nim przyszli na świat.

Bryce próbowała nie patrzeć na tatuaż rogatego wilka na karku Connora, dowód na pisane mu życie w służbie oraz wieczną lojalność wobec Dani, Watahy Diabłów oraz Sił Porządkowych. Connor zaś obrzucił Bryce spojrzeniem i uśmiechnął się lekko, na co ona zapragnęła zgrzytnąć zębami.

– Dani jest w kuchni – powiedział. – Założę się, że wrąbie połowę pizzy, zanim ktokolwiek z nas zdoła cokolwiek ugryźć.

– Wcale nie! – zawołała wilczyca z pełnymi ustami.

Connor uśmiechnął się szerzej, a Bryce, patrząc na jego oblicze i lśniące zawadiacko oczy, poczuła, jak jej oddech staje się odrobinę nierówny. Reszta watahy posłusznie nie odrywała oczu od telewizora, udając, że jest pochłonięta wieczornymi wiadomościami.

Bryce przełknęła ślinę.

– Czy jest coś, o czym powinnam wiedzieć? – zapytała, co oznaczało: „Czy spotkanie w sprawie Briggsa okazało się kompletną porażką?”.

Connor jak zwykle od razu się domyślił, o co jej chodziło. Ruchem głowy wskazał drzwi do kuchni.

– Sama się przekonasz. – Czyli: „Raczej tak”.

Bryce skrzywiła się lekko. Zdołała oderwać wzrok od Connora, by móc wejść do kuchni, przy każdym kroku czuła jednak na sobie jego spojrzenie.

I może zakręciła biodrami. Ale tylko odrobinę.

Dani w istocie wpychała sobie do ust spory kawałek pizzy. W jej szarych, szeroko otwartych oczach błysnęło ostrzeżenie, by Bryce trzymała buzię na kłódkę. Ta pokiwała głową na znak, że rozumie.

Na białym, plastykowym blacie, o który opierała się Danika, stała opróżniona do połowy butelka piwa, na której kropliła się para. Pożyczony w galerii biały T-shirt był na dekolcie wilgotny od potu. Zaplecione w warkocz włosy Daniki spływały po wąskim ramieniu, ale pasemka ametystu, szafiru i różu, zazwyczaj odcinające się od żółtych kosmyków, wydawały się osobliwie wyblakłe. Nawet jej jasna cera, na ogół rumiana i pełna życia, wydawała się niemal popielata.

Winą za ten stan rzeczy można było obciążyć oświetlenie kuchenne, na które składały się dwie beznadziejne lampy brzaskowe. W ich świetle nikt nie wyglądał korzystnie, ale… Piwo. Pizza. Wataha trzymająca dystans. Puste, pozbawione blasku oczy Dani. Wszystko wskazywało na to, że spotkanie w istocie okazało się porażką.

Bryce otworzyła drzwi lodówki i sięgnęła po piwo. Członkowie watahy mieli różne gusta, a przychodzili do niej, kiedy mieli na to ochotę, więc lodówka była pełna butelek i puszek. Bryce dostrzegła nawet coś, co wyglądało na dzban… zaraz… miodu? Z pewnością należał do Bronsona. Wybrała ulubione piwo Nathalie, mętne, o mlecznym posmaku, i odkręciła nakrętkę.

– Co z Briggsem? – zapytała.

– Został oficjalnie wypuszczony na wolność. Micah, Jesienny Król i Wyrocznia przestudiowali każde możliwe prawo i każdą istniejącą ustawę, a mimo to nie zdołali obejść luki. Ruhn kazał nawet Declanowi uruchomić którąś z tych jego megawyszukiwarek, a i tak niczego nie znaleźli. Sabine kazała Watasze Księżycowego Sierpa, by dziś w nocy jej członkowie nie spuszczali Briggsa z oczu. Mają im pomóc aniołowie z Trzydziestego Trzeciego Legionu.

Watahy miały obowiązek robić sobie wolną jedną noc w tygodniu, a tego dnia wolne miała Wataha Diabłów i to nie podlegało dyskusji. Bryce wiedziała, że w przeciwnym razie Danika byłaby na ulicy i śledziłaby każdy ruch Briggsa.

– Dobre jest przynajmniej to, że wszyscy się zgadzacie.

– I co nam z tego przyjdzie, gdy Briggs wysadzi kogoś w powietrze? – Danika pokręciła głową z niesmakiem. – To jakieś jebane nieporozumienie.

Bryce uważnie przyglądała się przyjaciółce. Widziała napięcie zaciśniętych ust oraz jej spocony kark.

– Co się dzieje?

– Nic się nie dzieje – odparła dziewczyna, zbyt szybko, by można jej było uwierzyć.

– Coś cię dręczy. Ta sprawa z Briggsem jest naprawdę poważna, ale przecież radzisz sobie z takimi rzeczami. – Bryce zmrużyła oczy. – Czego mi nie mówisz?

– Wszystko ci mówię. – Oczy Daniki błysnęły. Pociągnęła łyk piwa.

Istniała tylko jedna odpowiedź.

– Czyli Sabine. Dała ci dziś popalić?

Dani znów wgryzła się w pizzę.

Bryce pociągnęła dwa łyki. Spoglądała na Danikę, która wpatrywała się w szafki kuchenne zawieszone nad blatem. Z niektórych odłaziła farba na krawędziach. Wilczyca żuła przez moment powoli, a potem odezwała się z ustami pełnymi ciasta i sera:

– Dopadła mnie zaraz po zebraniu, na korytarzu przed biurem Micaha. Tak by wszyscy słyszeli, jak mi wyrzuca, że dwóch studentów UKM zginęło w zeszłym tygodniu podczas awarii elektrowni. Niedaleko Świątyni Luny, a więc w moim rewirze. Na mojej zmianie. To moja wina.

– I dopiero teraz wyskakuje z czymś takim? Po tygodniu? – Bryce się skrzywiła.

– No widzisz.

– Kto ich załatwił?

Studenci Uniwersytetu Księżycowego Miasta zawsze kręcili się po Starym Rynku i zawsze wywoływali awantury. Choć same ukończyły miejską uczelnię, Bryce i Dani często żałowały, że władze miasta nigdy nie wzniosły wysokiego aż do nieba płotu pod napięciem, który nie wypuszczałby studentów z ich niewielkiego skrawka przestrzeni i nie pozwoliłby im rzygać i szczać po całym Starym Rynku od piątku aż do niedzielnego wieczoru.

Dani znów upiła z butelki.

– Nie mam pojęcia, kto za tym stoi, ale… – Wzdrygnęła się, a jej karmelowe oczy pociemniały. – Po zapachu dało się poznać, że ofiary były ludźmi, mimo to minęło dobre dwadzieścia minut, zanim ich zidentyfikowaliśmy. Ciała były poszarpane na strzępy i częściowo zjedzone.

Bryce próbowała odepchnąć tę wizję od siebie.

– A motyw?

Dani przełknęła ślinę.

– Też nie mam pojęcia. Ale Sabine powiedziała mi w przytomności wszystkich, co sądzi na temat publicznej rzezi podczas mojego dyżuru.

– A co ma Pierwszy do powiedzenia na ten temat?

– Nic – odparła Danika. – Staruszek zasnął podczas narady, a Sabine nie uznała za stosowne obudzić go, gdy naskoczyła na mnie.

Wszyscy mówili, że już niedługo, może za rok lub za dwa, obecny Pierwszy wśród Wilków, który liczył sobie prawie czterysta lat, popłynie przez wody Istros do Kościeliska, by zasnąć na dobre. Wszyscy byli przekonani, że czarna łódź dowiezie go bezpiecznie na drugi brzeg podczas ostatniego rytuału. Nikt nie wątpił, że jego dusza okaże się godna wejścia do Kościeliska. Zostanie powitany w krainie Podziemnego Króla i wpuszczony na jej mgliste brzegi, a wówczas rozpoczną się rządy Sabine.

I niech bogowie mają ich w swojej opiece.

– To nie twoja wina, wiesz? – Bryce odchyliła wieka dwóch najbliższych kartonów z pizzą. Jedna była z kiełbasą, pepperoni i klopsikami, druga z delikatnie marynowanym mięsem i cuchnącymi serami. Bez wątpienia wybór Bronsona.

– Wiem – mruknęła Dani i dopiła piwo do końca, po czym cisnęła puszkę do zlewu i nachyliła się nad lodówką po kolejne. Każdy mięsień jej szczupłego, wysokiego ciała zdawał się być sztywny z napięcia. Zamknęła lodówkę z trzaskiem i oparła się o nią. – Byłam tej nocy w odległości trzech ulic od nich – szepnęła, nie patrząc Bryce w oczy. – Trzech. A mimo to nie widziałam, nie słyszałam ani nie czułam, jak ich rozszarpywano.

Bryce zdawała sobie sprawę z ciszy panującej w sąsiednim pomieszczeniu. Czuły słuch w wilczej czy ludzkiej postaci oznaczał, że członkowie watahy nigdy nie przestawali podsłuchiwać.

Mogły później dokończyć tę rozmowę.

Bryce zaczęła otwierać pozostałe pudła i rozglądać się po kulinarnym pejzażu.

– Może powinnaś uwolnić ich od cierpienia i pozwolić przynajmniej coś skubnąć, zanim wszystko pochłoniesz?

Kiedyś z przyjemnością przyglądała się, jak Danika zjada trzy spore pizze z rzędu. W takim nastroju mogłaby nawet pobić swój rekord i pochłonąć cztery.

– Błagam, daj nam też coś zjeść! – rozległ się niski, dudniący głos Bronsona.

Danika pociągnęła łyk piwa.

– A więc chodźcie po żarcie, kundle.

W jednej chwili w kuchni wybuchło takie zamieszanie, że Bryce z trudem uniknęła stratowania. W ostatniej chwili uskoczyła i przycisnęła się do ściany, miażdżąc wiszący tam kalendarz.

Cholera, uwielbiała ten kalendarz prezentujący najseksowniejszych kawalerów Księżycowego Miasta w nader skąpym odzieniu lub zgoła bez niego. Zdjęcie z tego miesiąca przedstawiało najprzystojniejszego demoniaka, jakiego w życiu widziała. Gdyby nie noga, którą sprytnie wsparł na taborecie, można byłoby przejrzeć dosłownie każdą tajemnicę jego ciała. Bryce zmarszczyła brwi i wygładziła zgiętą tekturę, by widać było zarówno muskulaturę, jak i zakręcone rogi, a potem spojrzała krzywo na wilki.

Dani, która stała krok dalej pośród kotłującej się watahy, przypominała głaz omywany przez nurt rzeki. Uśmiechnęła się krzywo do Bryce i zapytała:

– Udało ci się coś ustalić w sprawie Rogu?

– Nie.

– Jesiba pewnie zachwycona?

– Nie posiada się z radości. – Bryce się skrzywiła.

Widziała Jesibę może przez dwie minuty, a i to wystarczyło, by czarownica zagroziła, że zamieni ją w osła. Potem odjechała wraz ze swym szoferem bogowie raczą wiedzieć dokąd. Może wykonywała jakieś zlecenie dla Podziemnego Króla i jego mrocznego Domu.

Dani uniosła brew, patrząc na Bryce.

– Nie masz przypadkiem randki z tym śmiesznym gościem?

Bryce znieruchomiała.

– Cholera… Racja. Całkiem wyleciało mi z głowy! – Skrzywiła się. – I to za godzinę.

Connor, który brał pizzę dla siebie, zesztywniał. Dawał Bryce do zrozumienia, co myśli o jej bogatym, rozpieszczonym chłopaku od ich pierwszej randki dwa miesiące temu, a ona nie kryła się z tym, że ma jego uwagi głęboko w dupie. Teraz omiotła wzrokiem muskularne plecy Connora, który wyszedł z kuchni i rozciągnął szerokie ramiona.

Danika zmarszczyła brwi. Nie umykało jej nic. Absolutnie nic.

– Muszę się przebrać – bąknęła Bryce. – A tak w ogóle to on ma na imię Reid, a ty dobrze o tym wiesz, głupia małpo.

Dani odpowiedziała jej wilczym uśmiechem.

– Reid. Ale durne imię, ja pieprzę. Nic mi się w nim nie podoba.

– Po pierwsze, mnie ono kręci. A po drugie, bez względu na to, co ty o tym myślisz, Reid to niezłe ciacho.

 

 

About Sophie

Z zawodu finansista, z pasji czytelnik. Redaktorka serwisu oraz moderator forum Gavran, okazjonalnie recenzentka.

View all posts by Sophie