czas ciszy mercy thompson patricia briggs„Czas ciszy” to już dziesiąta odsłona przygód Mercedes Hauptman de domo Thompson, subtelnej inaczej kobiety o wielu zadziwiających talentach. I, jak wszystkie pozostałe części, barwnie ukazuje niepokorny charakter bohaterki na tle nieodłącznie towarzyszących jej tarapatów, w które rzeczona heroina ma zwyczaj popadać w trybie ciągłym. Taka karma. Ale cóż robić, kiedy ma się za ojca Kojota, można się tylko starać być przygotowanym na wszystko.

Nigdy nie rozumiałam namiętności do pieczenia ciast, ciasteczek, tortów i innych tego typu frymuśnych wynalazków. Jakoś tak z podejrzliwością podchodziłam całe życie do tego rodzaju aktywności – bo to i zabiera czas na czytanie, i w talię idzie, nie wspominając o partiach niższych – i, jak się okazało, miałam rację. To zajęcie może stwarzać realne zagrożenie nie tylko dla figury i relaksu, ale również dla życia. Jedziesz po jajka do ciasta i bach, już nie wracasz. Życie potrafi być naprawdę niebezpieczne. Zdarzyło się tego doświadczyć i Mercy. Poturbowana, naga i oszołomiona nagle budzi się w odległej Europie (przypominam: zaczęło się od jajek, które ktoś bezczelnie wyżarł z lodówki), a towarzystwo, zwodniczo urocze, emanuje nie całkiem ukrytą groźbą. Rzekłabym nawet: ostentacyjnie wyczuwalną, pomijając oczywiście sam fakt uprowadzenia. Całe szczęście, porywacze nie do końca są świadomi, na czym polega unikalny urok bohaterki…

Dla fanów serii nie będzie zaskoczeniem informacja, że Mercedes udaje się wydostać z uwięzienia, jednak odległość od domu powoduje, że więź stadna praktycznie nie działa. I tak goła, bosa i osamotniona Mercy wyrusza na podbój Europy. Szczęściem ma w zanadrzu swą kojocią formę, w której, niemal rzutem na taśmę, z Włoch umyka do czeskiej Pragi. Jej tropem podążają zarówno złowieszcze europejskie wampiry, jak i międzygatunkowa odsiecz wprost z Tri-Cities. Póki co pozostawiona zostaje jednak sama sobie i swej wrodzonej intuicji oraz pomysłowości. A wiemy, do czego to może prowadzić. Czeskie wilkołaki z pewnością nie były na to przygotowane… Wampiry również.

Skład grupy ratunkowej jest zaiste zadziwiający, a różnorakim talentom jej członków możemy się przyjrzeć dzięki nietypowemu dla tej serii, rozdzieleniu akcji na dwa (nie zawsze równoległe) nurty. Oczywiście, na czele odsieczy stoi Alfa watahy dorzecza Kolumbii, osobisty mąż uprowadzonej, Adam Hauptman. Towarzyszą mu jednak, oprócz wyselekcjonowanych wilkołaków, przedstawiciele kilku innych gatunków zamieszkujących Tri-Cities. Osobistości potężne i niebezpieczne. Obecność niektórych może wydawać się zadziwiająca, ale jednocześnie rzuca inne światło na rolę, jaką pełni w “eklektycznej” społeczności niepozorna mechanik volkswagena.

O ile team Adama musi z wirtuozerią uprawiać polityczne gierki z prastarym wampirem, o tyle Mercy idzie na żywioł, coraz pewniej i mocniej korzystając ze swoich mocy, co otwiera nowe drogi i stwarza dodatkowe możliwości. Nie wiadomo tylko, co z tego wyniknie, albowiem, jak zwykle, Mercedes działa, nawet jeśli nie jest w stanie przewidzieć konsekwencji.

Odmienność tej części polega nie tylko na dwuplanowości narracji. Zaobserwować można, że cięte poczucie humoru, które do tej pory było znakiem charakterystycznym bohaterki (i autorki), występuje tu w znacznie mniejszym natężeniu. Trochę mi tego brakowało, aczkolwiek fabuła i tempo akcji w pełni to usprawiedliwiają.

Niezmienne za to pozostają: jakość i poziom rozrywki mierzone w dynamice akcji, świetnie skonstruowanych postaciach oraz ciekawej intrydze, a do tego wykorzystywanie wciąż nowych mitologii, wierzeń, pomysłów i inspiracji. To kawał porządnego urban fantasy, gdzie znajdziecie wszystko, czego potrzeba, żeby świetnie się bawić. Tym bardziej, że dzięki przeniesieniu fabuły na teren Pragi, robi się niemalże swojsko.