Na „Jest krew…” Stephena Kinga czekałem od zeszłego roku, gdy to do Internetu trafiły pierwsze lakoniczne wzmianki o książce. Zwłaszcza informacje o powrocie Holly Gibney i wiążącej się z tym możliwości poznania dalszych losów tej znanej i lubianej postaci z trylogii o Billu Hodgesie oraz z „Outsidera” były pokusą, obok której nie potrafiłem przejść obojętnie.

Chociaż z biegiem czasu i kolejnymi ujawnianymi detalami na temat najnowszego dzieła Kinga mój zapał do poznania „Jest krew…” odrobinę przygasł, ponieważ książka okazała się być zbiorem czterech nowel, a ja liczyłem na powieść z Holly w charakterze głównej bohaterki. Ale lepiej, że jej obecność ogranicza się wyłącznie do jednego tekstu, niż gdyby miało jej całkiem zabraknąć. Przy okazji premiery tego zbioru postanowiłem sprawdzić, jak King wypada w krótszych formach, z których w opinii wielu Czytelników słynie.

Ogólnie zbiór mocno mnie zaskoczył – spodziewałem się pokręconych, tajemniczych oraz pełnych grozy nowel, a zamiast tego otrzymałem wysublimowane, mocno refleksyjne i filozoficzne historie z wręcz symboliczną ilością makabry. Tak mogę najkrócej opisać „Telefon pana Harrigana”, którego bohater, młody chłopak imieniem Craig, pracuje u tytułowego staruszka. Przede wszystkim jest to opowieść o międzypokoleniowej przyjaźni dwóch osób lubiących książki, dorastaniu i próbach nadążenia za ciągle zmieniającym się światem.

Z kolei „Życie Chucka” to historia o końcu świata. Biorąc pod uwagę pierwsze strony noweli, można by dojść do mylnego wniosku, że King prezentuje tutaj dość klasyczną wizję zmierzchu ludzkości z pojawiającymi się na Ziemi ni stąd, ni zowąd wulkanami, brakiem Internetu i niedziałającymi telefonami komórkowymi. Zamiast tego autor wykorzystuje ten motyw jako pretekst do zaprezentowania na przykładzie tytułowego Chucka, że wraz ze śmiercią człowieka następuje koniec jego świata.

Natomiast w „Jest krew, są czołówki” poznajemy dalsze losy Holly Gibney po wydarzeniach przedstawionych w „Outsiderze”. W życiu bohaterki dzieje się naprawdę dużo. Przede wszystkim sporo czasu zajmuje jej prowadzenie biura detektywistycznego „Uczciwi znalazcy”, poza tym ma ona masę problemów rodzinnych, a dodatkowo próbuje odszukać winnych zamachu bombowego w gimnazjum w Pineborough.

W ostatniej noweli pod tytułem „Szczur” poznajemy Drew Larsona, autora kilku opublikowanych opowiadań, który ma jeden duży problem – mianowicie nie potrafi skończyć pisać książki. Zaczyna i wcześniej czy później napotyka trudności uniemożliwiające rozwój historii. Przynajmniej do teraz, gdyż właśnie wpadł na nowy ekscytujący pomysł i postanawia pojechać do domu po ojcu, w kompletnej głuszy, aby z dala od ludzi zrealizować ten projekt.

Zgromadzone w zbiorze nowele są różnorodne. O „Telefonie pana Harrigana” można by wręcz powiedzieć, że jest wyjątkowo nudne i monotonne. Przyznaję, tak wygląda początek, ponieważ King lubi stopniowo prowadzać Czytelnika do opisywanego świata, przedstawiać bohaterów oraz ich życie, a dopiero później dorzucać do tego coś niezwykłego, co wywraca wszystko do góry nogami. Jednakże warto się trochę pomęczyć, gdyż dalszy ciąg historii wynagradza niemrawy początek. Natomiast „Życie Chucka” to opowieść z przytupem, która na każdym kroku zaskakuje czymś innym i aż do ostatniej kropki nie pozwala się nudzić. Najlepsze wrażenie zrobił na mnie „Szczur”, ponieważ jest to historia pisarza walczącego z własnymi demonami. Widać tutaj podobieństwa do filmu „Sekretne okno” inspirowanego nowelą „Tajemnicze okno, tajemniczy ogród”. Na szczęście poza podobnym klimatem są to zupełnie różne teksty. A odkrywanie tego, co siedzi w głowie Drew w pewien upiorny sposób dostarcza wiele frajdy.

Sięgając po recenzowany zbiór, najbardziej ciekawiło mnie „Jest krew, są czołówki”, czyli nowela, której tytuł pochodzi od powiedzenia amerykańskich dziennikarzy oznaczającego najlepiej sprzedające się tematy – tragedie, im większe i brutalniejsze, tym lepiej. Niestety ta historia w pewnym sensie mnie zawiodła, ponieważ tak naprawdę otrzymujemy powtórkę z „Outsidera”. Mam wrażenie, jakby tym nowym polowaniem na niebezpieczną istotę King chciał w pewnym sensie naprawić zakończenie wcześniej wspomnianej książki, które tak naprawdę zepsuło genialną powieść. Na szczęście poza dochodzeniem i poszukiwaniem winnego zamachu w gimnazjum możemy lepiej poznać Holly, dowiedzieć się więcej o jej trudnej przeszłości. Na ogromny plus zasługuje tutaj również zakończenie. Ale o tym nic Wam nie powiem. ;)

Po „Jest krew…” nie powinni sięgać wszyscy Czytelnicy, przede wszystkim zbioru powinny unikać osoby, które nie miały okazji przeczytać trylogii o Billu Hodgesie czy „Outsidera”, gdyż w noweli z udziałem Holly jest cała masa spoilerów odnośnie tych powieści, które w przyszłości mogą popsuć zabawę, gdy już poznać wspomniane książki.

Trochę zawiodłem się na recenzowanym zbiorze, chciałem czegoś więcej, zwłaszcza w przypadku historii o Gibney, ale nie mogę powiedzieć, abym żałował czasu spędzonego z „Jest krew…”. Pomimo paru bolączek jestem zadowolony z lektury i cieszę się, ponieważ teraz wiem, że warto czytać jego nowele. Na pewno sięgnę po kolejne dzieła tego autora, poza tym mam nadzieję na kolejny powrót Holly. Jeśli lubicie książki Kinga i znacie „Outsidera” oraz „Pana Mercedesa”, dajcie szansę recenzowanemu zbiorowi, naprawdę warto.

  • Autor: Stephen King
  • Tytuł: Jest krew…
  • Tytuł oryginału: If It Bleeds
  • Tłumaczenie: Tomasz Wilusz
  • ISBN: 978-83-8169-293-9
  • Format: 142 x 202 mm
  • Oprawa: miękka
  • Ilość stron: 512
  • Data wydania: 28 kwietnia 2020
  • Cena detaliczna: 43,00 zł