Gdy dwa bardzo znane nazwiska decydują się przedstawić nowe spojrzenie na historię Człowieka ze Stali, oczekiwania są duże. Jak jednak rzeczywiście wypada nowa wersja opowieści o ostatnim synu rodu El, która dodatkowo, zgodnie z założeniami DC Black Label, skierowana jest do dorosłego odbiorcy?

Opis tego, w jaki sposób Superman pojawił się na Ziemi, opiera się z grubsza na powtarzających się elementach. Krypton umiera, małżeństwo El wkłada syna do kapsuły i odsyła na trzecią planetę od Słońca. W nowym miejscu dziecko znajdują Martha i Jonathan Kent. Podejmują się oni wychowania otrzymanej z niebios niespodzianki. Później Clark dorasta, staje się dziennikarzem w Daily Planet i obrońcą Metropolis. W Roku pierwszym także zawarto te punkty z życia Supermana, jednak uzupełnione o duży nowy (przynajmniej dla mnie) rozdział, w którym zaciąga się on do marynarki wojennej i odwiedza Atlantydę (tak, tę zaginioną pod wodą), i staje w szranki o córkę Posejdona. Poza wspomnianymi elementami twórcy postanowili dorzucić trochę scen z życia Clarka jako nastolatka oraz później jako dorosłego, gdy spotyka on Lexa Luthora, Wonder Woman i Batmana.

Czasami komiks boli

Czuję się zawiedziona. Oczekiwałam, że dostanę wgląd w psychikę i emocje ostatniego syna Kryptonu, a otrzymałam dziwny twór, który zdecydowanie dopisuję do listy słabszych komiksów, które w życiu przeczytałam. Zaczynając od omówienia fragmentu od pierwszych stron do momentu dołączenia do marynarki, nie będę ukrywała, że bardzo nie spodobało mi się, iż Clark jako niemowlę miałby zmanipulować ziemskich opiekunów siłą swojego mózgu. Jako nastolatek z kolei niby nie chciał być popularny, ale podobało mu się, jak o nim mówili. Często też przypominał sobie kilka zdań, które usłyszał od swoich biologicznych rodziców i się na nich fiksował. Bardzo dużo paneli poświęcono tematowi mobbingu jego kolegów, co może miało pokazać, jakie sytuacje kształtowały charakter Clarka, ale w efekcie przytłoczyło fabułę. Dodatkowo w mojej głowie ciągle pojawiała się myśl, dlaczego nikogo nie zastanawia, że nastolatek ma dziwne moce, a ci, którzy się o nich dowiadują, nie reagują i żyją z tym jakby nigdy nic?

A potem boli nawet bardziej…

Zostawmy jednak tego nastolatka i przejdźmy do młodego mężczyzny, który dołącza do marynarki, gdyż w niej robi się już nieprawdopodobnie. Ja wiem, że to jest komiks, jednak wysyłanie na misję osób bez ukończonego szkolenia jest nawet dla mnie, która nie wiem nic o wojsku, straszną bzdurą. Nie podobało mi się również przedstawianie Clarka jako postaci, która czerpie radość i nazywa zabawą walkę z kimkolwiek. Także scena, w której morduje on przy pomocy broni wyznaczone cele, była dla mnie mocno drażniąca. Po tych akcjach w wojsku epizod pod wodą i próby od Posejdona, mimo iż również zwyczajnie słabo rozpisane fabularnie (kreacja Boga Mórz i Oceanów woła o pomstę do nieba), były wręcz oddechem od tej dawki dziwności zaserwowanej nam w marynarce.

Dziwny głos w głowie

Podobnie nieciekawie wypada ta część komiksu, w której Clark jest już dorosły i pracuje w Daily Planet. Mogłabym rozpisać się o tym szczegółowo, ale obawiam się, że stworzyłabym bardzo długi referat pełen narzekania (i byłby on ciekawszy niż owy etap życia Kenta). Skupię się więc jeszcze na kilku konkretach. W tym komiksie nie ma silnych złoczyńców, są jakieś ich namiastki, więc średnio cokolwiek tego Supermana kształtuje. Narracja jest bardziej niż tragiczna. Prowadzona w większości przez niezwykle nienaturalne i nie pasujące do tej postaci myśli Clarka irytuje i zwyczajnie męczy (dlaczego on stosuje tyle powtórzeń?).

Kolejny minus to gwałty. Twórcy się lekko zafiksowali na nich, gdyż w całej historii są aż 3 sytuacje, w których kobietom zagraża gwałt, a które spokojnie można byłoby rozpisać na jakiekolwiek inne, więcej wnoszące do fabuły i doświadczeń kształtującego się charakteru superbohatera.

Skoro już o kobietach mowa, warto dodać, że zakochują się one w Clarku w tempie natychmiastowym tak, jak i on w nich, nie wiadomo na jakiej podstawie. Relacje są płytkie i nudne, a sam w nie zaangażowany prezentuje się bardziej jak Casanova, któremu zależy na kolejnych podbojach niż jako dobry i praworządny bohater. O kolejną pomstę do nieba wołają również przedstawienie Batmana i Wonder Woman, a także spotkanie z Lexem, w którym wygląda jakby nagle zabrakło kilku stron. Szczerze, nie znalazłam w tej fabule nic co by mi się podobało.

Panie, daj Pan spokój

Chciałabym móc napisać, że chociaż kreska w tym komiksie była przyjemna, ale niestety styl rysunków był totalnie nie dla mnie. Za duże głowy, brzydkie i dziwne twarze oraz zaburzone momentami proporcje były dla mnie nieestetyczne. Zliczyłam może 6 większych artów, które przypadły mi do gustu.

Mimo iż samo wydanie prezentuje wysoki poziom, niestety jego treść już nie. Uważam, że stworzono ten komiks na siłę i nie polecam go, ponieważ jest na rynku dużo więcej różnego rodzaju lepszych produkcji o ostatnim synie Kryptonu.

Scenariusz: Frank Miller
Ilustracje: John Romita
Tytuł: Superman – Rok pierwszy
Seria: DC Black Label
Wydawnictwo: Egmont Polska
Wydanie: I
EAN: 9788328196124
Oprawa: twarda
Liczba stron: 216
Data wydania: 03.06.2020