Ostatnio miałem ogromną ochotę na lekturę klasycznej, osadzonej w realiach średniowiecznych fantastyki z ogromnymi bitwami, magią i smokami. Na szczęście nie musiałem zbyt długo szukać książki spełniającej te kryteria, ponieważ w marcu nakładem wydawnictwa Fabryka Słów ukazała się pierwsza część „Maga bitewnego” Petera A. Flannery’ego. Tytuł ten zainteresował mnie intrygującym opisem obiecującym epickie wydarzenia na każdej karcie powieści. Czy rzeczywiście historia sprostała tak wysoko postawionej poprzeczce?

Świat Furii nie należy do spokojnych lub radosnych krain, gdzie ludzie żyją dostatnio i szczęśliwie. Uniwersum to boryka się z wieloma problemami, a najpoważniejszym z nim jest siejący zniszczenie potężny demon Marchio Dolor i jego ogromna armia nieumarłych, której szeregi zasilają opętani mieszkańcy zniszczonych przez niego wiosek oraz miast. Z tą złowrogą siłą nie mają szans zwykłe wojska – jedyna nadzieja ludzkości spoczywa w rękach magów bitewnych, nazywanych również Wielkimi Duszami, i szponach towarzyszących im smoków. Szkopuł w tym, że nie ma ich zbyt wielu i każdy zespół jest na wagę złota. Dlatego też do miasteczka Caer Dor przybywa królewski emisariusz wraz z magami, aby ci odprawili na Smoczym Kamieniu rytuał przywołania wyrma, by ten mógł wesprzeć wojska na froncie. Ponadto urządzają zawody mające na celu wytypowanie najzdolniejszych wojowników, łuczników i przyszłych rycerzy do pobierani nauki w Akademii Sztuki Wojennej, by w przyszłości kierowali wojskiem.

Historię poznajemy z perspektywy młodego, ciężko schorowanego chłopaka Falko Dantégo, który zaznał w życiu wiele cierpienia. Nigdy nie poznał matki, gdyż ta zmarła kilka godzin po porodzie. A jeśli chodzi o ojca, no cóż, był on magiem bitewnym i został zabity przez przyjaciela i innych przedstawicieli jego fachu po tym, jak ten oszalał i stanął po stronie swojego obłąkanego smoka. Młodym bohaterem zaopiekował się ślepy Symeon le Roy – zabójca Dantégo seniora.

Ciężko polubić Falka, gdyż przez większość historii pełni on funkcję bezwiednego statysty podążającego z nurtem głównych wydarzeń. Jasne, stanowi on bardzo ważną część opowieści, ale zazwyczaj to ktoś inny podejmuje kluczowe decyzje, a młodemu Dantému pozostaje jedynie realizacja planów emisariusza, królowej lub nauczycieli w akademii i robienie przy okazji wszystkiego, co pomoże przygotować go do wyznaczonej mu roli – maga bitewnego.

Wiecie, co jest dziwne? Że mi to w ogóle nie przeszkadza. Zazwyczaj przyciąga mnie postać protagonisty, który ma być trzonem opowieści. A w wypadku recenzowanego tytułu byłem najbardziej zafascynowany rozbudowaną i podniosłą wymową prezentowanych wydarzeń. I choć Flannery serwuje Czytelnikowi niezwykle szablonową i schematyczną historię o walce dobra ze złem, to nie znaczy, że nie można czerpać frajdy z poznawania takiej fabuły, wręcz przeciwnie, co doskonale pokazuje „Mag bitewny”. Wszystkie wątki i intryga tworzą spójną całość, a przedstawiony świat ma ogromną głębię. Poza tym są jeszcze smoki oraz demony, co jak dla mnie stanowi dodatkowy atut.

Snuta przez autora opowieść może spodobać się miłośnikom klasycznej literatury fantasy, ponieważ w „Magu bitewnym” otrzymujemy ciekawą, przyjemną i dobrze skonstruowaną fabułę, prezentującą przygotowanie bohatera do roli herosa, mogącego zmienić losy całego świata. Jest to mocno ograny, ale zarazem jakże chwytliwy i kuszący schemat. Tak czy siak, lektura pierwszej części „Maga bitewnego” dostarczyła mi wiele rozrywki – odbioru historii nie psuje nawet brak oryginalności wynikający z prezentowania konwencjonalnego do bólu motywu walki dobra ze złem.

Peter A. Flanery zaskoczył mnie i to mocno. Recenzowany tytuł jest jego debiutancką powieścią, a już z całą pewnością mogę powiedzieć, że autor umie pisać i to naprawdę kapitalnie. Wystarczy przeczytać kilka pierwszych stron „Maga bitewnego”, aby skosztować tej magii. Konstrukcja tekstu wypada rewelacyjnie, z iście baśniową płynnością oraz rytmicznością, od których nie można się oderwać – to jest to, co uwielbiam w książkach. Dodatkowo lekturze towarzyszy ciągłe przeświadczenie obcowania ze spektakularną i mocno rozbudowaną historią. Innym atutem twórczości pisarza są świetne, pełne detali i dbałości o realia sceny walki. Poza tym Flannery umie budować napięcie. Czego można by chcieć więcej? Chyba tylko tego, żeby autor bardziej skupiał uwagę na zachowaniu równowagi, aby podniosły charakter tekstu czy prezentowane wydarzenia nie górowały nad kreacją głównego bohatera, spychając go na dalszy plan.

Po tych wszystkich plusach jednak mam mieszane uczucia względem „Maga bitewnego”. Z jednej strony uwielbiam ten tytuł, ponieważ czyta się go wręcz wybornie; lubię fabułę, sceny walki, bitwy i całą otoczkę epickości. A z drugiej ma on pewne bolączki. Przede wszystkim ogrom tej liczącej ponad sześćset stron książki serwuje Czytelnikowi również sporo przydługich bądź przegadanych scen (czego nie lubię, wolę konkret). Innym minusem jest rozwleczenie fabuły, która w środkowej części powieści staje się nieznośnie niemrawa. Poza tym bohater potrzebuje naprawdę dużo czasu, aby zacząć podejmować samodzielne decyzje.

Choć „Mag bitewny” miejscami robi ślamazarne i ociężałe wrażenie, to nie żałuję lektury książki, ponieważ pod koniec historia nabiera tempa. A wtedy wszelkie wady przestają istnieć, gdyż ich miejsce zajmuje frajda i ekscytacja. Sięgając po recenzowany tytuł, od razu trzeba brać się za obie części, jako że składają się na jedną powieść, która z powodu swojej objętości została podzielona. Na szczęście mam drugą księgę „Maga bitewnego” i mogę poznać w pełni historię Falka. Do lektury książki zachęcam każdego miłośnika klasycznej fantastyki, ten tytuł zdecydowanie jest wart uwagi. ;)

  • Autor: Peter A. Flannery
  • Tytuł: Mag bitewny. Księga I
  • Tytuł oryginału: Battle Mage
  • Tłumaczenie: Maciej Pawlak
  • ISBN: 978-83-7964-465-0
  • Format: 12,5 x 20,5 cm
  • Oprawa: broszura
  • Ilość stron: 616
  • Data wydania: 4 marca 2020