Wydany nakładem Domu  Wydawniczego Rebis „Dzień wagarowicza” Roberta Ziębińskiego jest dla mnie niezwykłym tytułem, ponieważ to pierwszy polski slasher*, który wpadł mi w ręce. W ogóle nawet nie wiem, czy można u nas znaleźć więcej takiej literatury, ja na pewno nie spotkałem się wcześniej z tym podgatunkiem, przynajmniej w wersji literackiej. Ponadto historia została osadzona w komunistycznych realiach, co dla mnie stanowi dodatkowy atut, zachęcający do bliższego poznania książki.

Malownicze jezioro położone na mazurskiej prowincji, otoczone kilkoma niewielkimi wsiami, robi wrażenie zapomnianego przez ludzi raju na Ziemi. To również fantastyczna lokalizacja na kilkudniowy wypad dla grupki nastolatków z Warszawy, którzy pragną odpocząć od szkoły i po prostu ostatni raz spędzić czas we własnym gronie, nim ich ścieżki rozejdą się na zawsze. W sumie byłoby to idealne miejsce na wakacyjny wyjazd, gdyby nie to, że Rosjanie postanowili na tym odludziu założyć tajne laboratorium do przeprowadzania mocno kontrowersyjnych i dziwacznych eksperymentów.

W „Dniu wagarowicza”, jak przystało na typowego slashera, znajduje się spora plejada postaci, których losy w mniejszych lub większym stopniu poznajemy w czasie lektury. Głównymi bohaterami tej powieści są Inga Ochab, córka ważnego polityka, a także inicjatorka całego wyjazdu nad mazurskie jezioro, oraz Roman Kielecki, mieszkający w tamtejszej okolicy, były lekarz i żołnierz.

Postacie w tej książce są jej jednym z największych atutów, ponieważ każda z nich, nawet mniej istotna, drugoplanowa, występująca raptem w dwóch czy trzech scenach, została doskonale nakreślona. Wszyscy mają głębię, a ich zachowanie doskonale odwzorowuje charakter, życiowe doświadczenia i towarzyszące im w danym momencie uczucia. Aczkolwiek znacznie ciekawiej wypadają główni bohaterowie. Inga to młoda, bystra oraz zabawna dziewczyna, nieprzypominająca w niczym swojego ojca, komunisty na najwyższych szczeblach władzy w kraju. Z kolei Roman intryguje od samego początku tajemniczością, nie lubi mówić o sobie i stroni od innych. Poza tym ma rozległą wiedzę z różnych dziedzin, przez co aż chce się  poznać go lepiej, przy okazji dowiadując się, czemu znalazł dom na takim odludziu.

Kolejna zaletą recenzowanego tytułu jest fabuła. Niby mamy tutaj typowy, ograny do bólu schemat, polegający na uśmiercaniu po kolei bohaterów. Ale to mało ważne, gdyż w tej historii znaczenie ma przede wszystkim snuta przez narratora opowieść, która potrafi zaskoczyć swoją głębią, oraz prezentacja komunistycznego świata. Robert Ziębiński nie ograniczył się wyłącznie do przedstawienia w wiarygodny sposób realiów PRL-u, on postanowił pokazać Czytelnikom mentalność żyjących w tamtych czasach ludzi, i wyszło mu to naprawdę pierwszorzędnie. „Dzień wagarowicza” przepełnia socjalistyczny duch, który autor wzbogacił o osnute tajemnicą i mało humanistyczne eksperymenty z czasów zimnej wojny, dzięki czemu książka przypomina mi najlepsze, mroczne odcinki „Z Archiwum X”.

Miłym zaskoczeniem jest to, że fabuła nie została umiejscowiona w nieokreślonym momencie w realiach komunistycznych, zamiast tego podano konkretny rok rozgrywania się akcji. W „Dniu wagarowicza” zostały wspomniane ważne historyczne wydarzenia, jak śmierć Bieruta, a także uwzględniono autentycznych, żyjących wtedy ludzi. To nadaje smaczku i w pewien sposób zaciera w tekście cienką granicę miedzy faktami a fantastycznymi wizjami Ziębińskiego.

Autor w rewelacyjny sposób snuje opowieść, doskonale wie, co chce osiągnąć i jak do tego dość. Waży słowa, aby nie zdradzić zbyt wiele na samym początku, buduje atmosferę, intryguje Czytelnika, a później wrzuca go w szalony wir przygody. W jego stylu pisania lubię przede wszystkim to, że wszystko opiera na bohaterach, to oni napędzają wydarzenia oraz prezentują świat.

Choć znajdują się tu też wady. Skłamałbym, gdybym napisał, że „Dzień wagarowicza” mnie przestraszył. Lekturze towarzyszy groza i tajemniczość. Z kolei metafizyczny charakter tekstu potęguje posępność, przeplataną licznymi brutalnymi czy też krwawymi scenami rodem z horrorów gore. Ale nie mogę powiedzieć, abym bał się sięgać po recenzowany tytuł wieczorami czy nocą, aby uniknąć koszmarów. Może to nie wina książki, tylko mnie jest zbyt trudno przestraszyć.

Gdy postanowiłem przeczytać „Dzień wagarowicza” Roberta Ziębińskiego, myślałem, że otrzymam prostą i chwytliwą opowieść, w której postacie będą ginąć jedna po drugiej. W sumie to dostałem, choć nie tylko. Fabuła bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, tak samo cały charakter prezentowanej historii. Byłoby cudownie, gdyby autor postanowił powrócić do tego świata, gdyż niektóre wątki nie doczekały się definitywnych zakończeń, a ja chętnie bym je poznał. Polecam recenzowaną książkę wszystkim miłośnikom horroru. „Dzień wagarowicza” jest niezwykły i warto go przeczytać.

* podgatunek horroru cechujący się tym, że bohaterowie znikają bądź giną jeden po drugim, często w dziwnych okolicznościach

  • Autor: Robert Ziębiński
  • Tytuł: Dzień wagarowicza
  • Wydanie: I
  • Wydawnictwo: REBIS
  • ISBN: 978-83-8188-067-1
  • Format: 128 x 197 mm
  • Oprawa: broszura klejona ze skrzydełkami
  • Ilość stron: 274
  • Data wydania: 16 czerwca 2020