Gołąab i wąż Shelby MahurinNie wiem, czy motyw od nienawiści do miłości ostatnio bez ustanku pojawia się w powieściach młodzieżowych fantasy, czy to tylko ja ciągle trafiam na takie tytuły. W sumie mam do wyżej opisanego motywu dużą słabość, co na pewno nie przeszkadza w tej sytuacji.

Mimo wszystko podchodziłam do Gołębia i węża Shelby Mahurin z wielką dozą ostrożności, ponieważ po jej zagranicznej premierze zauważyłam, że jest to jedna z tych książek, które na początku mają bardzo wiele pozytywnych recenzji, a później szala jakby się wyrównuje, przychylnych opinii jest jakby mniej. Mam jednak wrażenie, że ja następnymi kilkoma akapitami podbiję sobie kartę członkostwa w fanklubie tej opowieści i to ze względu na wątek romantyczny właśnie.

Ach, niemalże widzę oczami duszy, jak unosicie brwi do góry, mogę poczuć smak waszego zdziwienia! Cóż poradzić, przyznaję – wiele tej książce da się zarzucić, ale wciąż wciąga na maksa, czasem nawet bawi, a, jeśli dacie jej szansę, to może zostać Waszym absolutnie ulubionych guilty pleasure tych wakacji. I trudno w sumie powiedzieć, czym tak bardzo Gołąb i wąż swego czytelnika olśniewa, ponieważ opisanie fabuły oraz świata przedstawionego wydaje się zadaniem co najmniej chaotycznym i nie mniej skomplikowanym. Jednak po kolei. Co możemy tutaj dostać?

Główna bohaterka, Lou, to czarownica uciekająca przed swoją mroczną, straszną przeszłością oraz ukrywająca się przed Nią. Nim jednak bezimienna kobieta ma szansę skonfrontować się z obrazem Voldemorta w Waszej wyobraźni, to dostajemy już przystojnego, bardzo wysokiego łowcę czarownic na usługach ikwizy… pardon, kościoła. Łowcę do szpiku kości fanatycznego, przesiąkniętego ideologią swych współbraci, sierotę wpatrzonego w ideały, jakie wbito mu do głowy w dzieciństwie. Aż trudno nie zacząć się rozglądać za Kazem i resztą ferajny z Szóstki wron Leigh Bardugo. Szczególnie, że im dalej w las, tym relacja oraz chemia między Lou i Reidem bardzo przypomina relację oraz chemię między pewną inną czarownicą a łowcą czarownic. Ale, hej!, miałam tu podbijać jakąś kartę członkowską, a wychodzi na to, że nie szczędzę sarkastycznych uwag, więc przejdźmy do zachwalania.

Otóż Shelby Mahurin zdaje się prowadzić swoich bohaterów w całkowicie innym kierunku. Jeśli lubicie tajemnice, intrygi, zabawne dialogi oraz słowne utarczki, to będziecie w niebie. Autorka bardzo, bardzo mocno skupia się na relacji między dwójką protagonistów – aż tak, że w pewnym momencie przeciągające się napięcie zaczyna silnie irytować. Jeżeli jednak potraktujecie tę książkę bardziej jak paranormal romance niż fantastykę dla nastolatków – czym nomen omen, w jakimś delikatnym sensie jednak właśnie jest – to pewnie zostaniecie tak pochłonięci trzymaną w rękach lekturą, jak ja.

Poza tym dostaniemy tutaj również plejadę doskonałych, dających się wręcz schrupać, barwnych postaci. Jest przezabawna, miód malina czarownica krwi, Coco, która powinna mieć własną książkę; poczciwy, wierny Sam każdego Frodo tej opowieści, czyli Ansel; piękna tajemnicza Madame Labelle oraz zblazowany, zabawny książę Beauregard Lyon (chociaż gdyby fabuła w lepszy sposób tłumaczyła, dlaczego on się pojawia i zostaje, poza faktem, że to dogodne rozwiązanie dla autorki, to byłoby cudnie). Świat przedstawiony jest odrobinę trudniejszy do opisania. Niby mamy tutaj jakieś wymyślne nazwy oraz kraje, ale bohaterowie od niechcenia potrafią wtrącić coś po francusku – jak przeklinają, to po francusku, jak targają nimi silne emocje to, nie zgadniecie…Tak! Po francusku! Także umownie jest to chyba jakaś nowa, od podstaw wykreowana rzeczywistość, w której bohaterowie równie dobrze mogliby przebywać w patriarchalnej, quasi średniowiecznej Francji, gdzie jednak od czasu do czasu ludzie zachowują się nowocześnie. Tyle zabawy.

Jest magia, jest mnóstwo utarczek słownych, sekretów oraz przewidywalnych zwrotów akcji czy wygodnych rozwiązań fabularnych, gdzie coś się dzieje, bo… się dzieje, albo bohaterowie wpadają na siebie, bo… los tak zdecydował. Cóż, chyba nie można mieć w tym czytelniczym życiu wszystkiego! Niemniej radzę Wam się jednak zastanowić, nim przejdziecie obok Gołębia i węża obojętnie. Może się tak zdarzyć, że na przekór wszelkim mankamentom, fabuła Was również wciągnie bez końca i miło spędzicie jakiś parny, leniwy dzień. Czegóż więcej chcieć od szczęścia w te wakacje?

tytuł: Gołąb i wąż
autorka: Shelby Mahurin
tłumaczenie: Agnieszka Kalus
cykl: Serpent & Dove (tom 1)
wydawnictwo: We need YA
tytuł oryginału: Serpent & dove
data wydania: 17 czerwca 2020
ISBN: 9788366517981
liczba stron: 476

 

About Blair

Pełnoetatowa książkoholiczka i filmomaniaczka. Recenzentka - amatorka, szpanująca swoim talentem pisarskim i nie rozumiejąca, dlaczego nikt nie chce podziwiać blasku jej intelektu, który przecież razi wszystkich po oczach. Czasami o skłonnościach masochistycznych, wiecznie niewyspana. Niepoprawna romantyczka, marząca o naprawianiu świata. Ponoć mówią, że nocą staje się Nocnym Cieniem i szuka nowych, szeleszcząco - papierowych ofiar...

View all posts by Blair