Piękne dwutomowe wydanie najnowszej serii amerykańskiej pisarki znanej z cyklu o Celaenie Sardothien podbija polskie półki sklepowe już od trzech miesięcy. Kolejne opinie na serwisie lubimyczytac.pl mówią o tym, jak dobre jest to dzieło, a również sama ocena nie pozostawia wątpliwości (7,7), iż przynajmniej w naszym kraju tytuł ten przyjął się świetnie. Niestety, moja opinia o pierwszym tomie Księżycowego miasta nie jest aż tak pochlebna.

Fabuła opowieści rozpoczyna się w momencie, gdy na wolność ma wyjść Philip Briggs odpowiedzialny za ataki bombowe i podżeganie do buntu w Księżycowym Mieście. Główna bohaterka Bryce Quinlan, która jest pół człowiekiem, pół Fae, wraz z przyjaciółką Daniką Fendyr, będącą Alfą Watahy Diabłów, rozmawiają na ten temat i przy okazji streszczają nam swoje relacje oraz ogólną sytuację w państwie. Dowiadujemy się więc trochę o tym, kto się z kim kłóci, na jakie stanowisko pretendują konkretne postaci oraz że zaginął jeden z artefaktów związanych z historią Fae: święty Róg Luny. W miarę rozwoju wydarzeń poznajemy także miejsce pracy Bryce, wilkołaczą watahę i trochę postaci drugoplanowych. Wszystko opisane jest nie tylko dość rozwlekle, ale dodatkowo naszpikowane imionami, nazwami własnymi oraz określeniami związanymi z rasami, hierarchiami czy też wyrwanymi z mitów i religii istotnych dla bohaterów. I tak mija około 100 stron książki, jest to wprowadzenie godne długością Krzyżaków, tam z tego co pamiętam również po mniej więcej tylu dopiero coś więcej zaczynało się ciekawego dziać.

Akcja rozkręca się po wydarzeniach na kartach 103-106 (streszczać ich nie będę, gdyż recenzja ma być bezspoilerowa), które przynoszą ze sobą sporą tragedię i równie tragiczny opis pijanej na maksa Bryce i jej przeżyć. Po wspomnianym plot twiście powieść zaczyna powoli nabierać konkretnego kierunku i rozwija się w stronę urban fantasy z wątkiem kryminalnym. Ale czy do końca?

Cykl Szklany Tron jest jednym z moich ulubionych pośród wielu dotychczas przeczytanych. Maas dała mi w nim wszystko, co lubię (interesujące postacie, wciągające wątki, plastyczny świat przedstawiony itd.), dlatego z bardzo pozytywnym nastawieniem sięgałam po Księżycowe Miasto.
Pierwszy minus książka zarobiła za natłok imion i nazw, których okazało się tak wiele, że początkowo miałam problem w zapamiętaniu, kto jest kim i jak się nazywa główna bohaterka. Do tego powoływanie się na bóstwa z mitów, których ja jako czytelnik nie znam, również mnie zniechęcało do czytania. Nie rozumiem dlaczego autorka uparła się na wciskanie tak szerokiego nazewnictwa własnego i czemu nie pomyślała w związku z nim o zwykłym słowniczku na końcu książki, który by to wszystko usystematyzował.

Jako kolejna nie spodobała mi się kreacja głównej bohaterki. Z jednej strony wyzwolona imprezowiczka, robiąca, co chce, wulgarna w obyciu, ćpająca i nadużywająca alkoholu, wyzywająca wszystkich facetów od zaborczych i dominujących macho, z drugiej nagle, gdy wymaga tego sytuacja, superinteligentna i wpadająca na rozwiązania nawet w najtrudniejszych sytuacjach. Nie przekonuje mnie to i nie łączy mi się w sensowną całość. Rozumiem podjęte przez nią decyzje po przebytej traumie i zmiany w jej charakterze z nich wynikające. Nie rozumiem jednak, jak niby tak rozumna oraz przebiegła osoba może podejmować tak wiele nielogicznych, a wręcz idiotycznych działań (nie szukając daleko: robienie na złość postaci, która jest hiper maszyną do zabijania). Postaci drugoplanowych jest z kolei tak wiele, że pozwolę sobie nie omawiać ich po kolei, bo nie starczy Wam czasu na czytanie tejże recenzji.

Zasadniczo największym problemem tej książki jest to, że autorka, według mnie, nie wiedziała, co dokładnie chce napisać. Czy to miało być fantasy z wątkiem kryminalnym? A może paranormal romans? Powieść młodzieżowa z pazurem? Niby bohaterowie starają się rozwiązać nękający ich problem, ale jednak co jakich czas muszą się zjarać albo pomyśleć lub pogadać o “rżnięciu” (co jest złego w określeniu “uprawiać seks”?). Dodatkowo chemia między Bryce a jej potencjalnym facetem (aczkolwiek obstawiam, że w drugiej części już będą ze sobą) była według mnie wymuszona i oparta na niezdrowych zachowaniach oraz sporej dawce agresji.

Nie jestem zachwycona. Książka jest przeciętna i mam do niej sporo uwag. Fabuła niby się prze do przodu, ale dzieje się to zbyt wolno (aż kusi, by przeskakiwać co kilka zdań). Z jednej strony świat jest zarysowany dość szczegółowo, z drugiej odnosi się wrażenie, że jest tego za dużo, a tak naprawdę owe detale niewiele wnoszą do samej treści. Postacie zachowują się, jakby były nastolatkami w okresie buntu, a sama główna bohaterka odrzuca ostentacyjną wulgarnością czy to w ubiorze, czy w wypowiedziach. Przeczytam drugi tom, bo jednak chcę wiedzieć,kto zabił, ale podsumowując, uważam, że najlepszym elementem tej książki jest jej okładka.

  • Autor: Sarah J. Maas
  • Tytuł: Księżycowe Miasto. Dom Ziemi i Krwi. Tom 1. Cz. 1
  • Tytuł oryginału: Crescent City. House of Earth and Blood
  • Tłumaczenie: Marcin Mortka
  • WydawnictwoUroboros
  • ISBN: 978-83-280-5206-2
  • Wydanie: I
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Ilość stron: 560
  • Data wydania: 20 maja 2020