“Ja, diablica” – Katarzyna Berenika Miszczuk – recenzja

Ja, diablica

Ja, diablica” autorstwa Katarzyny Bereniki Miszczuk to pierwszy tom cyklu opowiadającego o przygodach Wiktorii Biankowskiej. Książka, a dokładniej jej wznowienie, ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa W.A.B.

Wiktoria ma dwadzieścia lat i właśnie umarła w dość brutalnych okolicznościach. Na targu dusz, za sprawą usilnych starań diabła Azazela, jej własna trafiła do Piekła. W związku z brakami kadrowymi dziewczyna, zamiast zostać zwykłą rezydentką zaświatów, dostaje zatrudnienie jako diablica i tak rozpoczyna  swoje nieśmiertelne nieżycie w Los Diablos. Ale nie tak łatwo pogodzić się ze śmiercią i opuszczeniem ziemskiego padołu, zwłaszcza gdy jest tam ktoś, do kogo się wzdycha. Sprawy zaczynają komplikować się jeszcze bardziej po tym, jak Wiktoria odkrywa, że jej zgon, wbrew piekielnym regułom, był całkowicie niezaplanowany.

Piekło, które w swojej wizji przedstawia autorka, ma niewiele wspólnego z tym, co możemy kojarzyć kulturowo. Nie ma tu wiecznego cierpienia w kotłach pełnych smoły i diabłów pilnujących, by nikt nie uciekł od kary. Wręcz przeciwnie. Według Miszczuk to pełne słońca i piaszczystych plaż miejsce wiecznej imprezy, gdzie każdy może robić, co mu się podoba. W przeciwieństwie do pełnego przeciągów Nieba, w którym największą rozrywką mają być chóralne śpiewy, a jego skrzydlaci mieszkańcy noszą sandały obowiązkowo do skarpet. Cóż, muszę przyznać, iż, zakładając, że istnieje jakieś „po”, nie miałabym nic przeciwko wygrzewaniu się w cieple. Po prostu nie lubię zimna. Tylko piekielna biurokracja napawa mnie obawą. Jak myślicie, od kogo uczyli się urzędnicy skarbówki?

Samym diabłom też daleko do kosmatych i szpetnych jegomości z widłami. To na ogół mega przystojne i seksowne istoty, z mniejszym lub większym skutkiem wodzące na pokuszenie. Na pewno tacy są właśnie Azazel i Beleth, z którymi Wiktoria ma najwięcej do czynienia. Zwłaszcza tym drugim, łączy ją dość skomplikowana relacja przyjaźnio-nienawiścio-pożądania.

Trzeba przyznać, iż Katarzyna Berenika Miszczuk stworzyła w swojej powieści zabawną atmosferę, której głównym elementem są utarczki słowne bohaterów oraz fochy odtrąconego diabła. Co prawda czasem zachowuje się on dość infantylnie jak na swój wiek – eony eonów – jednak pasuje to do ogólnego zarysu jego postaci. Natomiast Azazel to urodzony intrygant marzący o wszechobecnym chaosie i tronie Piekła. Jednocześnie, kiedy trzeba ruszyć do walki i stanąć po tej „dobrej” stronie, robi to słuszne, choć jego metody są dość specyficzne.

Jednak ja osobiście najbardziej polubiłam postać Kleopatry. Tak, tej Kleopatry. Pewna siebie diablica, której ego sięga wyżej niż gwiazdy, przechodząca do czynów bez zbędnego namyślania się. Jej entourage i image zwalają z nóg, a z pewnymi wyjątkami jest całkiem niezłym materiałem na przyjaciółkę dla głównej bohaterki.

Jeśli zaś chodzi o samą Wiktorię, jest to osoba, której nie można wiele zarzucić. W jej postaci nie ma nic, co by człowieka odrzucało, ale też nie jest na tyle charakterystyczna, by mocno zapadała w pamięć. Sympatyczna dziewczyna, której sumienie do końca nie wyparowało od słońca Los Diablos, samodzielna i lubiąca się bawić. Najbardziej irytowało mnie jej uczuciowe niezdecydowanie, aczkolwiek trzeba pamiętać, że dziewczyna ma ledwo dwadzieścia lat, a to nie jest (przynajmniej nie powinien być) wiek na ostateczne decyzje.

Całość napisana jest prostym językiem, akcja płynie wartko, choć czasem pojawiają się problemy z logicznością postępowania pewnych bohaterów. Styl również nie jest skomplikowany, czasem czuć, że książka napisana została przez bardzo młodą osobę – po raz pierwszy „Ja, diablica” ukazało się w 2010 roku, tak więc Miszczuk była niewiele starsza od wykreowanej przez siebie Wiktorii.

Autorka postanowiła w swojej powieści umieścić wątek „ona jedna i ich dwóch”, który nie jest moim ulubionym elementem w literaturze, jednak uczyniła to na tyle sensownie, że zamiast zbędnej dramy dodaje on całości humoru. Natomiast zabrakło mi większego zagłębienia się w opisywany świat, zwłaszcza ten nieziemski – jego budowę, historię, reguły i możliwości oraz czegoś więcej na temat diabłów i aniołów. Jak na razie informacje były dość powierzchowne i mam nadzieję, że kolejne tomy powiedzą coś więcej na ten temat.

„Ja, diablica” to przyjemna lektura rozrywkowa z ciekawie zarysowanym światem i bohaterami. Zakończenie historii sprawia, że jestem zainteresowana dalszymi losami bohaterów, a tytuł kolejnego tomu, czyli „Ja, anielica” sugeruje, iż tym razem autorka zabierze swoich Czytelników na wyprawę do Nieba. Oby nie było tam zbyt zimno i pompatycznie.

Tytuł: Ja, diablica
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Cykl: Wiktoria Biankowska
Tom: 1
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 416
Data premiery: 16.09.2020

 

About WereWolf

Zły Wilk

View all posts by WereWolf