Nie chciałam uwierzyć, że po pierwszej części przygód Bryce i spółki jest jeszcze jakakolwiek szansa, iż ich historia się poprawi. Na moje szczęście druga połowa opowieści o Księżycowym Mieście została przez Sarah J. Maas poprowadzona o wiele lepiej!

Pierwszy tom zakończył się w dość ciekawym momencie fabuły, gdy jedną z głównych podejrzanych nagle stała się postać, która mogła wiele politycznie zyskać. Nie powiem, czułam się tym cliffhangerem dość podekscytowana, jednak obstawiałam, że fabuła nie pójdzie w tę stronę. To, co się jednak zaczęło wydarzać później, przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania i tak naprawdę zmusiło do zadania pytania: dlaczego autorka nie mogła rozłożyć napięcia i tempa fabuły lepiej? Przecież nikt nie będzie czytał ponad pięćset stron, żeby w końcu zaczęło się dziać coś interesującego.

Ponieważ zależy mi na nie spoilerowaniu nikomu treści, nie będę dłużej operowała konkretnymi przykładami z historii i postaram się skupić wyłącznie na plusach i minusach (tak, nadal są) całości.

Rozpatrując drugą część powieści Maas jako niezależną książkę, przyznaję, że jest ona ciekawsza, żywsza i bardziej sensowna niż jej poprzedniczka. Na plus zasługują: akcja przyjmująca bardziej konkretny kierunek i wypełniona nowymi, interesującymi wątkami oraz świeży bohaterowie. Podobało mi się także odejście od okołoimprezowych opisów i sytuacji, gdyż Bryce się w końcu uspokoiła (a i jej brat ze swoją grupą również się już tak nie rzucają w oczy ze swymi nastoletnimi zachowaniami). Całkiem przekonała mnie również kreacja głównego złego oraz jego motywacje, aczkolwiek za najlepsze uważam finalne starcia, a także cały wątek związany ze Skokiem, Kościeliskiem i wykorzystaniem przez Bryce jej umiejętności po szkoleniach z ojczymem. Części rzeczy się spodziewałam, ale sporo mnie zaskoczyło, co także oceniam pozytywnie.

Zdecydowanie na minus zaliczam relację Bryce i Hunta Athalara. Ich przyjaźń z podtekstem romansu jest tak bardzo wymuszona, że aż czasem człowiek miał ochotę poszukać przycisku “skip”. W momencie, w którym anioł zdał sobie sprawę, że coś czuje do Bryce, nagle zapomniał, iż przecież jak do czegoś między nimi dojdzie, jego deal z przełożonym zostanie zerwany, a to przecież na nim mu miało najbardziej zależeć. To dla potencjalnej wolności wykonywał rozkazy i tłumaczenie zmiany w jego zachowaniu nieopanowanym pożądaniem jest dla mnie bardzo słabym i nieprzekonującym wyjaśnieniem. Tak samo dosłownie przewracałam oczami, gdy w trakcie rozważań na temat sprawy, którą wraz z bohaterką się zajmowali, nagle postanowił zwracać uwagę na jej atrakcyjne partie ciała. Mogłabym tak wymieniać jeszcze długo, jednak podsumowując, zakończę stwierdzeniem: ten romans był tutaj całkowicie zbędny. Fabuła obroniłaby się bez niego (głównie dzięki tej drugiej części), a i reklamowanie książki opisami “związani krwią, kuszeni pożądaniem, wyzwoleni przeznaczeniem” jest trochę według mnie mylące. Z innych uwag dodam jeszcze, że liczę na to, iż w przyszłości pisarka wykorzysta potencjał kilku z postaci (np. demona w kociej postaci, pracodawczyni Bryce czy Furii), bo trochę poczułam niedosyt. Tak samo jak w przypadku czytanego ostatnio Wyścigu do słońca zabrakło mi na końcu zestawienia w formie słowniczka (nazw, miejsc, postaci, bóstw itd.), które ułatwiłoby odbiór historii i usystematyzowało wszystkie nagromadzone w niej dane.

Z dodatkowych uwag nadal podtrzymuję swoją opinię, iż autorka nie wiedziała dokładnie, jaką książkę chce stworzyć, przez co jest to taka dziwna, momentami irytująca mieszanka wszystkiego. Aż się chce napisać: jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Nie umiem nawet określić, kto miał być grupą docelową owej historii. Przeciętnego fana fantastyki prawdopodobnie odrzucą wstawki romansowo-imprezowe. Dla młodszych nastolatków natłok nazw i imion może być męczący, a ćpanie i rżnięcie na prawo i lewo dość demoralizujące i szokujące (mówię tu o dzieciach 11-14). Dla fanek porno-romansów pewnie będzie tutaj zbyt wiele fantastyki. Są to oczywiście tylko moje przypuszczenia, ale według mnie Maas dopiero od drugiej połowy powieści zrozumiała, jaką ścieżką chce to poprowadzić. Szkoda tylko, że redakcja nie pomogła jej przy pierwszych pięciuset stronach.

Moim zdaniem rozdzielenie Księżycowego Miasta na dwa tomy było dobrym posunięciem. Jako niezależne ocenia się je bowiem prosto: bardzo słaby wolumen nr 1 i dobra kontynuacja. Myśląc jednak o tym tytule jako całości, w mojej głowie pojawia się wielka, ciężka i w większości nudna książka, przez którą bym zapewne nie przebrnęła, zniechęcona zbyt długim, ciągnącym się jak flaki z olejem “wstępem” do właściwych wydarzeń. Nie jest tak źle, żebym żałowała poświęconego czasu i zapewne sięgnę po kontynuację (głównie dla bohaterów pobocznych), ale specjalnie mocno jej polecać nikomu nie planuję.

  • Autor: Sarah J. Maas
  • Tytuł: Księżycowe Miasto. Dom Ziemi i Krwi. Tom 1. Cz. 2
  • Tytuł oryginału: Crescent City. House of Earth and Blood
  • Tłumaczenie: Marcin Mortka
  • WydawnictwoUroboros
  • ISBN: 978-83-280-8304-2
  • Wydanie: I
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Ilość stron: 560
  • Data wydania: 03.06.2020