Przygody galów z wioski, która jako jedyna oparła się rzymskim atakom, kocham, odkąd pamiętam. Jako dziecko zaczytywałam się kolejnymi tomami pożyczonymi z biblioteki. Później z entuzjazmem oglądałam animacje na ich podstawie (ucząc się zawartych w nich dialogów na pamięć). W końcu jako dorosła kupiłam sobie własne egzemplarze, do których często wracam, gdyż potrafią mi poprawić nawet najbardziej podły nastrój.

Nowa publikacja od wydawnictwa Egmont to zdecydowanie miła ciekawostka dla fanów mojego pokroju. Takich, którzy zwyczajnie pragną wszystkiego z Asterixem i Obelixem oraz przychylnym okiem patrzą na na wszelkie materiały z ich udziałem. Złoty menhir to opowiadanie, a nawet bardziej skrypt do nagrania o tym samym tytule. Ponieważ oryginalnie tytuł ten wydano w 1967 roku w formie płyty z książką, aktualnie był on praktycznie niemożliwy do zdobycia. Na szczęście życzeniem Alberta Uderzo było udostępnienie fanom ponownie tej historii, dzięki czemu miałam możliwość ją poznać.

Kakofoniksa raczej nie trzeba nikomu przedstawiać. Ten bard swoimi występami umi… uprzy…. wywołuje zdecydowanie wiele emocji u wszystkich słuchających. Jeśli chodzi o jego umiejętności, to powiedzieć, iż są wątpliwej jakości, byłoby dosyć dużym eufemizmem, mimo to cechuje go godny podziwu zapał do udowadniania, że jest wybitnym artystą. Tym razem postanowił nawet wziąć udział w odbywającym się w lesie Karnuckim Konkursie Bardów Galijskich. Nagrodą w nim jest statuetka Złotego Menhira, która będzie według niego idealnym dowodem na ignorancję jego znajomych Galów w temacie muzyki. Pewny siebie Kakofoniks nawet nie bierze pod uwagę, iż jego występ może wywołać u jury całkiem przeciwną reakcję, niż by oczekiwał. Na szczęście bard ma takich przyjaciół jak Asterix i Obelix, którzy decydują się wyruszyć wraz z nim do lasu Karnuckiego i zadbać o jego bezpieczeństwo. Ku radości Obelixa w całą sprawę w pewnym momencie angażują się Rzymianie i pewien tęskniący za muzyką generał. Czy Kakofoniksowi uda się udowodnić wszystkim, że posiada talent muzyczny, musicie przeczytać już sami.

Złoty menhir tak jak wspomniałam jest sympatyczną ciekawostką dla fanów Galów. Zdecydowanie nie polecam tej publikacji komuś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z Asterixem i Obelixem, gdyż sama forma skryptu z większymi obrazkami nie każdemu dorosłemu przypadnie do gustu (myślę, że młodszym ma szansę się spodobać). Ja w trakcie lektury dosłownie słyszałam w głowie głosy bohaterów, a i tak trochę byłam lekko zawiedziona, że ta historia nie dorobiła się normalnego komiksu. 

Wydarzenia zawarte w tej książeczce są zabawne w standardowy dla tej serii sposób. Nie odbiegają poziomem od innych dotychczasowych przygód Galów i jako fanka jestem zadowolona, że mogłam uzupełnić dzięki niej swoją znajomość tej serii. By mieć chociaż minimalną szansę pełnego doświadczenia owej publikacji, pomimo iż nie znam francuskiego, skusiłam się nawet na posłuchanie przez kilka minut nagrania Złotego menhira dostępnego w internecie. Gdyby ktoś w Polsce zdecydował się zrobić to słuchowisko z obsadą użyczającą głosów bohaterom Goscinnego i Uderzo z animacji z przyjemnością bym się w nie również zaopatrzyła. Na ten moment jednak uważam, że jest to pozycja tylko dla wielkich fanów i może również dla dzieci, które lubią nieskomplikowane opowiadania i książki obrazkowe.

  • Scenariusz: René Goscinny
  • Ilustracje: Albert Uderzo
  • Tytuł: Asteriks. Złoty menhir
  • Seria: ASTERIKS
  • Wydawnictwo: Egmont Polska
  • Wydanie: I
  • EAN: 9788328158863
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Liczba stron: 48
  • Premiera: 12.11.2020