Bez wątpienia Aneta Jadowska ma talent do wymyślania świetnych i chwytliwych tytułów swoich książek. Uwielbiam zwłaszcza „Dzikie dziecko miłości”. Ale gdy tylko usłyszałem o „Cud, miód, Malina”, od razu musiałem dodać go do ulubionych – w ciekawy sposób podsumowuje treść, zapowiadając wiele niesamowitych rzeczy oraz masę słodyczy. A czy może być coś lepszego, zwłaszcza zimową porą?

Sięgając po recenzowany tytuł, musicie sobie zdawać sprawę z jednej istotnej kwestii – natraficie tu na prawdziwy wachlarz bohaterów, ponieważ jest to zbiór krótkich historii, przypominający kronikę rodziny Koźlaków. Tytułową Malinę wielu z Was pewnie pamięta z wydanej parę lat temu nakładem Fabryki Słów antologii pod tytułem „Idiota skończony”. Z perspektywy tej młodej czarownicy poznajemy większość zgromadzonych tutaj tekstów, a oprócz dziewczyny często do głosu dochodzi jej liczna, zdrowo szurnięta lub, ujmując to bardziej dyplomatycznie, porządnie zakręcona rodzina.

Na kartach tego zbioru znalazło się wiele intrygujących, różnorodnych, barwnych, a przede wszystkim wyjątkowo zabawnych historii, o których pragnę Wam trochę opowiedzieć. Nie zaprezentuję jednak wszystkich, żebyście mieli kilka niespodzianek. Jak zawsze najlepiej zacząć od początku, czyli dobrze znanego miłośnikom twórczości Jadowskiej „Idioty skończonego”. Trochę zmienionego względem wydania Fabryki Słów, choć nadal będącego tą samą prostą, miłą, przyjemną i wręcz komiczną historią o głupim wyskoku Klona, chłopaka Maliny, którego dziewczyna zamieniła w zielonego koziołka, przez co wpadła w ogromne kłopoty.

Perypetie zamieszkujących Zielony Jar Maliny, Klona wraz z większą częścią rodu Koźlaków mają zdecydowanie lżejszy, weselszy klimat niż pozostałe umiejscowione w uniwersum Thornu książki autorki. Ciężko tutaj znaleźć teksty o problemach zagrażających istnieniu całego świata albo jego magicznej części. Brakuje tutaj również krwistości i brutalności, za jakie uwielbiałem powieści o Nikicie. Na szczęście mamy pewną namiastkę tych cech. Taki na pewno jest „Cyrograf trójstronny”, w którym Malina wraz z Klonem zostają wysłani do rozwiązania wywołanego przez ciotkę Glicynię kryzysu. Podobnie mroczny klimat znajdziecie w „W niepozornym talencie”, historii o ratowaniu matki i jej małych dzieci ze szponów brutalnego i wyjątkowo potężnego męża.

Humorystyczny potencjał przejawia się w dwóch moich ulubionych opowiadaniach. Pierwszym jest „Trup z jasnego nieba”. Tutaj Malina pomaga swojej mamie (Aronii Koźlak) w przygotowaniach do corocznego Festiwalu Plonów. W tym roku wyjątkowego, bo w powstałym na polu kukurydzy labiryncie leży nieboszczyk. A młoda wiedźma w asyście uczynnego Klona próbuje zbadać tę zagadkową śmierć, zanim afera ogarnie cały Zielony Jar. Drugie opowiadanie nosi tytuł „Eskapada Narcyzy Koźlak” i, jak nie trudno się domyślić, odkryjemy tutaj, co porabiają wiedźmy na emeryturze.

„Cud, miód, Malina” wypełniony jest po brzegi świetnymi historiami, ale nawet tutaj znalazł się jeden gorszy tekst. Kompletnie nie wciągnęło mnie mało magiczne „Coś nowego, coś starego, coś niebieskiego”. Tę opowieść poznajemy z perspektywy Maliny oraz jej starszej siostry Jagody, wyruszających na ślub ich ojca.

Uwielbiam wszystkich bohaterów zbioru, naprawdę, każdy jest ciekawy, oryginalny i przyciąga do siebie w inny sposób. Nie da się nie polubić Maliny, bystrej, młodej dziewczyny z głową pełną pasji oraz szalonych pomysłów i nietypową magią, wymuszającą u niej jeszcze większą kreatywność. Klon, swój chłop, z którym można iść zakopywać trupy bez obawy, że później poleci złożyć donos na policję. Pełna mocy i wdzięku Aronia obdarzona radarem do wykrywania kłamstw czy zdolnej do każdego szaleństwa Narcyzy. Poznawanie losów zwłaszcza ostatniej z pań dostarcza najwięcej rozrywki, gdyż po niej można spodziewać się dosłownie wszystkiego.

Aczkolwiek nadmiar bohaterów w tym zbiorze czasem stanowił dla mnie pewien problem. Ród Koźlaków jest tak liczny, że trudno spamiętać choć połowę jej przedstawicielek. W jednym  z tekstów napotkałem takie nagromadzenie postaci, że nietrudno się pogubić – sam miałem problem z rozpoznawaniem, kto jest czyją siostrą, matką, córką lub babcią. Dobrze do książki trafiło drzewo genealogiczne rodu Koźlaków. Bez niego do dzisiaj nie byłbym pewien części ich rodzinnych konotacji.

Od wielu lat czytam powieści Anety Jadowskiej, a ona nadal mnie zaskakuje świetnymi tekstami oraz barwnym stylem pisania, który idealnie komponuje się z różnymi formami czy gatunkami. Zawsze można liczyć na kwiecistą prezentację odczuć postaci, a nawet opisów wydarzeń. Dzięki temu miałem dużo frajdy z lektury. Chociaż jest jeden minus. Ale taki drobny i wręcz mało istotny. Pewnie wielu z Was nawet nie zwróci na niego uwagi, ale ja zauważyłem, dlatego o nim wspominam. W tekście są dosłownie dwie literówki i to cała lista wad. Zdecydowanie nic poważnego.

Duże brawa jak zwykle należą się Magdalenie Babińskiej, która po raz kolejny ubarwiła i uprzyjemniła poznawanie twórczości Anety Jadowskiej. Dzięki jej pracom czytanie antologii ma niepowtarzalny charakter, na swoich rysunkach ożywiła bohaterów, a okładka zdecydowanie wyróżni ten tytuł od innych na regale.

Pomimo lżejszego i mniej brutalnego klimatu znanego z uniwersum Thornu jestem dogłębnie oczarowany recenzowanym zbiorem. „Cud, miód, Malina” potrafi osłodzić i umilić zimowe wieczory, spędzane pod kocykiem i ogromnym kubkiem kakao lub rozgrzewającej herbatki. Zdecydowanie warto zapoznać się z tą pozycją. Bez znaczenia, czy znacie twórczość Jadowskiej, czy nie. Na pewno to dobry początek do rozpoczęcia przygody z książkami pisarki. Gorąco polecam, gdyż – podczas poznawania wyczynów Narcyzy – uśmiech nie będzie schodził Wam z twarzy. ;)

Cud, miód, Malina
  • Autor: Aneta Jadowska
  • Tytuł: Cud, miód, Malina
  • Cykl: Kronika rodziny Koźlaków
  • Wydanie: I
  • Wydawnictwo: SQN
  • ISBN: 9788381298124
  • Format: 140 x 205 mm
  • Oprawa: twarda
  • Ilość stron: 416
  • Data wydania: 31 października 2020
  • Cena detaliczna: 44,99 zł