Mógłbym wymienić wiele powodów, dla których od kilku lat chciałem sięgnąć po książki Joego Hilla. Przede wszystkim znajomi często wychwalali jego powieści, równie pozytywne opinie słyszałem od ulubionych pisarzy, a to już coś. Jednakże najważniejszym powodem była moja ciekawość. Pragnąłem zweryfikować te wszystkie pozytywne opinie, chciałem sprawdzić, czy pisze on tak samo dobrze albo i lepiej od własnego ojca (Stephena Kinga, którego książkami zaczytuję się od dawna). Ciągnęło mnie do „Pudełka w kształcie serca”, ale ceny używanego egzemplarza są tak wysokie, że na razie musiałem sobie odpuścić lekturę. Na szczęście, dzięki wydawnictwu Albatros i wydanego ich nakładem nowego zbioru opowiadań Joego Hilla pod tytułem „Gaz do dechy” mogłem dowiedzieć się, kto tak naprawdę jest królem literatury grozy.

Pisząc o tym niezwykłym zbiorze, nie mógłbym nie zacząć od wstępu, ponieważ w pewien sposób definiuje on podejście Czytelnika do antologii. Autor przybliża tutaj swoje dzieciństwo, opisuje wyboistą drogę, jaką musiał pokonać, aby w końcu wydać pierwszą książkę. Ponadto konfrontuje się z postacią własnego ojca, swojego idola, mentora i człowieka, któremu chciałby dorównać. Ale bez pójścia na łatwiznę – nie chciał zawdzięczać sukcesu wyłącznie nazwisku, dlatego tworzy pod pseudonimem.

„Gaz do dechy” to wyjątkowy i mocno zróżnicowany zbiór trzynastu historii. Każda z nich ma własny, niepowtarzalny charakter, jakby pochodziły z zupełnie różnych bajek. Dzięki temu praktycznie wszyscy znajdą tutaj coś dla siebie. A z drugiej strony, nie sposób nie trafić na opowiadanie, które nie wpasuje się do gustów konkretnego Czytelnika.

W całym zbiorze najbardziej zachwyciła mnie kreatywność autora, ponieważ jego zabawy lub też eksperymenty z formą oraz stylem, zaowocowały stworzeniem mojego ulubionego tekstu pod tytułem „Tweety z cyrku umarłych”. Jest to pokręcona, dziwna i wyjątkowo wciągająca opowieść, zbudowana na zasadzie postów publikowanych na Twitterze. W tej historii poznajemy nastoletnią Blake, wyruszającą na samochodową wyprawę wraz z rodzicami oraz bratem. Tę wycieczkę trudno określić jako miłą, wesołą i sympatyczną – zamiast tego otrzymujemy czarny humor, sarkazm oraz krwiożerczą przygodę. A jeśli chcecie wiedzieć więcej, to musicie sięgnąć po zbiór.

W „Gazie do dechy” można znaleźć kilka klasycznych historii. Jedną z nich jest lubiana przez mnie „Mroczna karuzela”, przypominająca formą slashera. Hill opisał tutaj losy grupki przyjaciół, którzy odwiedzili wesołe miasteczko, gdzie pracuje ich koleżanka. Poza miłą zabawą oraz spożywaniem sporych ilości piwa, mszczą się za kradzież pieniędzy na mężczyźnie obsługującym karuzelę. Podobnie typowo wyglądają „Spóźnialscy” – opowieść o duchach odwiedzających książkobus (mobilną bibliotekę).

Można znaleźć tutaj również baśniowe historie, takie jak „Faun”. W tym niezwykle, początkowo wręcz nudnym i niczym nie zachwycającym tekście o chciwości, żądzy krwi połączonej z polowaniami na dzikie, często chronione zwierzęta, otrzymujemy przewrotną opowieść o innych światach. Podobnie magicznym klimatem dysponuje „Diabeł na schodach”. Chociaż tutaj, zamiast skupiać się poznawaniu losów ciężko pracującego syna murarza, koncentrowałem się na zadziwiającej formie prezentacji tekstu, przypominającej schody. Baśniowy charakter posiada również jedna z moich ulubionych historii – „Stacja Wolverton” – która przybliża losy Sandersona, bogatego biznesmena odbywającego sentymentalną podróż pociągiem do Liverpoolu. Jego niebezpieczna przygoda zaczyna się w momencie dotarcia na tytułową stację Wolverton, gdzie bohater zauważa elegancko ubranego humanoidalnego wilka.

Dużym zaskoczeniem okazało się „Jesteś dla mnie najważniejsza”, ponieważ nigdy nie myślałem o Joe Hillu jako o potencjalnym twórcy literatury romantycznej w takim sentymentalnym wydaniu. A tu niespodzianka, to też potrafi i to z naprawdę niezłym rezultatem. Poznajemy tutaj Iris, dziewczynę, która chciała spędzić urodziny w gronie znajomych, oglądać ze szczytu Iglicy niebo, popijając błyskownik i spadając w bańce na ziemię. Ale zamiast tego chodzi po mieście z Chipem, robotycznym „przyjacielem” wynajętym na ulicy.

Nie polubiłem za to dwóch opowiadań Hilla napisanych razem z Kingiem. W porównaniu z innymi tekstami, wypadają one dość średnio. Pierwsze, czyli tytułowy „Gaz do dechy”, wykorzystuje motyw ganku motocyklowego, a autorzy poruszają w nim tematykę relacji ojca z synem. Drugim jest w „W wysokiej trawie” – przybliża ono historię rodzeństwa, które przejeżdżając przez Kansas, próbuje ocalić zagubionego w wysokiej, dwumetrowej trawie małego chłopca. To opowiadanie było już u nas wydane, a nawet zostało zekranizowane przez Netflixa w ubiegłym roku.

Sięgając po „Gaz do dechy”, oczekiwałem obcowania z Kingiem w wersji 2.0, pod każdym względem lepszej od oryginału. Nie zrozumcie mnie źle, nie chcę przez to powiedzieć, że Hill nie umie pisać. Wręcz przeciwnie robi to naprawdę świetnie. Potrafi kreować krwistych i intrygujących bohaterów, jego światy tętnią życiem, a fabuły zaskakują swoją przewrotnością. Aczkolwiek pomimo tych licznych zalet, styl pisania autora bardzo przypomina Kinga. Obaj skupiają się na protagoniście, pokazują jego życie i dopiero później wprowadzają jakiś nadnaturalny element, wokół którego krąży dana historia. Nie jest to nic złego, po prostu spodziewałem się czegoś innego.

Lektura antologii dostarczyła mi wiele rozrywki, a takie opowiadania jak „Tweety z cyrku umarłych” oraz „Stacja Wolverton” na długo zostaną w mojej pamięci. Chociaż nadal nie wiem, czy Hill pisze lepiej od ojca. Chyba będę musiał przeczytać więcej jego książek, aby poznać odpowiedź na to pytanie. Ale to dobrze, gdyż spodobała mi się lektura dzieł młodszego Kinga. Recenzowany zbiór polecam wszystkim miłośnikom twórczości obu panów. Wybierając „Gaz do dechy”, na pewno nie będziecie się nudzić. ;)

  • Autor: Joe Hill
  • Tytuł: Gaz do dechy
  • Tytuł oryginału: Full Throttle
  • Tłumaczenie: Danuta Górska, Izabela Matuszewska
  • Wydanie: I
  • Wydawnictwo: Alabators
  • IBSN: 978-83-8125-890-6
  • Format: 143 x 205 mm
  • Oprawa: twarda
  • Ilość stron: 511
  • Data wydania: 16 września 2020