Witajcie, czytacze!

Właśnie zakończył się konkurs, w którym do zdobycia był zbiór opowiadań „Cud, miód, Malina” Anety Jadowskiej. Pozostając w temacie książki i głównej bohaterki Maliny, pracującej w kawiarni StarBunny, poszukiwaliśmy ciekawych pomysłów na kawowo-herbaciane frykasy. Które zgłoszenie najbardziej przykuło uwagę naszego jury? Zapraszamy. :)

Zbiór opowiadań “Cud, miód, Malina” trafia w ręce… Magdaleny H.!

Serdecznie gratulujemy zwyciężczyni, a wszystkich zapraszamy do dalszej zabawy!

Oto zwycięskie zgłoszenie:

Bądź jak Malina i pokaż nam swój kunszt baristy. Tylko Twój przepis na napój bogów może uratować nasz dzień! Kawa z magiczną posypką, dodającą wigoru? Herbatka pełna charyzmy? Ziołowy napar na miłość? A może kolorowe smoothie pełne zdrowia? Nie bój się zbędnych kalorii, niecodziennego połączenia smaków i wyobraźni. Jeśli to Twój przepis nam zasmakuje, odwdzięczymy się egzemplarzem książki “Cud, miód, Malina”. A więc szklanki, łyżki w dłoń i do dzieła. Czekamy na przepisy na magiczny, jesienny napój. Zdjęcia, lista składników i wykonanie mile widziane.

Tworzę masę naparów, uwielbiam napary ziołowe, różnego rodzaju niekonwencjonalne mieszanki herbat w końcu razem z mamą uważamy się za współczesne czarownice. 
Kawa. Według mnie najważniejszy posiłek dnia, a ekspres do kawy to najwspanialszy wynalazek człowieka – moim zdaniem ważniejszy nawet od koła. Bez koła najwyżej wolniej byśmy się poruszali – jestem w stanie to przeżyć, bez kawy nie wyobrażam sobie mojej egzystencji. Kawa rozpuszczalna? Profanacja. Po rodzicach odziedziczyłam słabość do dobrej kawy, sam jej zapach unosił się u nas w domu odkąd pamiętam, dorastanie wokół kawoszy sprawiło, że sama przeniosłam tą miłość do własnego domu. Nie, nie jestem dyktatorem kawowym, który uważa, że żeby pić dobrą kawę trzeba mieć ekspres ciśnieniowy najlepiej z automatyczną funkcja spieniania mleka i skończony kurs baristy. Nie, w dobrej kawie liczy się oczywiście kawa – najlepiej zmielona zaraz przed parzeniem, ale też kupna mielona jest odpowiednia. Osobiście uważam, że najlepsza jest kawa Lavazza jednak, że nie mieszkam we Włoszech, ani nie jestem obrzydliwie bogata by wydawać tyle pieniędzy na kawę mieloną, zadowalam się kawą MK caffee ( opis nie jest niestety sponsorowany przez żadną z tych firm ). Jak również uważam, że każdy musi sam poeksperymentować z kawą mieloną, ponieważ każdy ma inny smak, dla każdego co innego jest gorzkie co innego kwaśne. Ja mogę od siebie tylko dodać całą resztę. Ważna jest również, a może i przede wszystkim magia miłości, którą się daje każdemu kubkowi kawy. Póżniej ten kubek z gorącym naparem dajemy naszym bliskim by lepiej przywitać pierwsze promienie słońca i dać siłę, by stawić czoło nadchodzącemu dniu. Oczywiście mam swoje ulubione dodatki ale o tym za chwilę!

Zdecydowanie łatwiej byłoby mi przyrządzić mój ulubiony napar kawowy niż go opisywać, jednak postaram się sprostać temu zadaniu! Zgodnie z tym, że konkurs zakłada przepis na napój, na idealny jesienny dzień – jestem w stanie temu sprostać. Jednak na początek – Story Time! Jak co roku moja wspaniała mama kupuje od znajomego rolnika 70 kilogramów dyni. Tak, nie pomyliłam się, nic nie napisałam źle –  70 KILOGRAMÓW dyni, które są przechowywane przez całą zimę w naszej piwnicy. Mama od wielu lat ma hopla na punkcie tego warzywa. Robi z niego wszystko – zapiekanki, zupy, zupy krem, ciasta, bułki, różnego rodzaju desery, placki – dosłownie wszystko. Osobiście z tatą na przełomie jesień-zima, mamy już dość wszystkich potraw jakie są z nią związane, a wszystkie te dynie trzeba zjeść. Więc nadeszłam z odsieczą. Jak już wspominałam jesteśmy rodziną kawoszy, a żeby pozbyć się dyni jestem w stanie zrobić wszystko. A, że syrop dyniowy jest jednym z moich ulubionych dodatków do kawy to trzeba wykorzystać te dobra do których mam dostęp. 

Zabieram jedną dynię z rodzaju Hokkaido ( w sklepie można kupić różnego rodzaju dynie i jestem przekonana, że każda będzie się nadawać idealnie )  i w tym momencie rozpoczynam najdłuższy proces. Rozkrawam dynie i wyciągam z niej wszystkie wnętrzności, pestki zostawiam do wysuszenia na co muszę poświęcić jeszcze więcej czasu i cierpliwości.  Kiedy już mam ją pokrojoną na 4 części, NIE obieram jej ze skórki. Wrzucam ją na blachę i do piekarnika, żeby zmiękła. Nastawiam piekarnik na 150 stopni, a wyciągam ją w zależności kiedy będzie miękka. Po wyciągnięciu jej z piekarnika czekam aż ostygnie, w końcu nie chcemy poparzyć sobie rąk. Kiedy dynia ostygnie skórka schodzi bez żadnego problemu, nie musimy się z tym męczyć za co nasze ręce będą nam wdzięczne. Wrzucam obrane kawałki do garnuszka czy też rondelka, oczywiście wszystko zależy ile chcemy syropu i w tym momencie blendujemy dynię na gładką masę. Kiedy już mamy zmiksowaną dynię dodajemy wody – 150 ml na 1 szklankę dyni.  Garnuszek stawiamy na kuchence i dajemy na mały ogień. Teraz możemy dodać przyprawy. Ja dodaję 1/2 łyżeczki cynamonu, szczyptę imbiru, szczyptę gałki muszkatołowej ( nie specjalnie przepadam za ta przyprawą więc ograniczam ją jak mogę ), 1 lub 2 łyżeczki – zależy od gustu – ekstraktu waniliowego lub cukru wanilinowego – sama wolę dać laskę wanilii jednak nie zawsze jest ona w kuchni. Na sam koniec dodajemy cukru – nie jestem w stanie powiedzieć ile konkretnie go dać, to jest sprawa osobista jak bardzo gęsty i słodki chcemy syrop. Cukier  możemy dawać stopniowo by dokładnie określić jak bardzo gęsty chcemy napar. Lekko podgotować całą naszą pachnącą miksturę, cały czas mieszając by nic nie przypalić. Kiedy już wszystko pięknie odda swój aromat, bierzemy zamykane szklane naczynie i przecedzamy nasz napar. Może to być butelka po mleku czy po jakimkolwiek innym napoju, słoik też się idealnie nada. Oczywiście można zostawić syrop z przyprawami ale wtedy trzeba wziąć pod uwagę, że trzeba go szybko wypić ponieważ przyprawy sprawią, że syrop będzie się szybciej psuł. 

Osobiście wystarcza mi mój mały ekspres przelewowy, który co rano przy parzeniu rozprasza po domu wspaniały aromat. Kiedy kawa się parzy, grzeję mleko – aktualnie brak mikrofali ani trochę mi nie przeszkadza! Nic co związane z kawą nie jest nierealne! Mleko ( osobiście preferuję mleko 3%, jednak kim jestem by mówić ludziom jakie mają pić mleko ) wlewam do garnuszka odpowiednią ilość mleka ( podzielam miłość do kawy  z Dorą Wilk kawa pół na pół z mlekiem )  i nastawiam na gazie, uważam, że mleko zagrzane w garnuszku jest lepsze niż z mikrofali. Trzeba mleka pilnować, poświęcić mu czas, mieszać by się nie przypaliło – mimo wszystko to również sprawia, że kawa jest smaczniejsza, automatycznie poświęcamy całemu procesowi więcej czasu i uwagi. Kiedy mleko jest już odpowiednio ciepłe przelewam je do ulubionego kubka – oczywiście ulubionego w danym dniu, zależnego od emocji, pogody i innych zrządzeń wszechświata. Syrop. Bardzo ważna kwestia, zależna od pory roku! Wiosną/latem – miód lawendowy, jesienią obowiązkowo syrop dyniowy – który gra dzisiaj główną rolę. Zimą –  najbardziej magiczna pora roku – syrop pierniczkowy! Może wydawać się oklepane, ale niech pierwszy rzuci kamień ten kto zimą oparł się kawie pierniczkowej! Osobiście uwielbiam syrop pierniczkowy z popularnej kawiarni z zielono-białym logiem ( tutaj również nie jestem sponsorowana więc odpuszczę sobie reklamowanie tej sieci, w kwestii mielonej kawy zawsze doradzę jednak tutaj z reklamą tak łatwo nie będzie ) . Niestety nie wymyśliłam jeszcze przepisu na tyle dobrego by mógł stać na podium z tym danym syropem. Jednak skupmy się na myśli przewodniej – syropie dyniowym. Jak zwykle się rozmarzyłam nad dodatkami do mojej kawy. 

Wracając więc do nagrzanego mleka w naszym kubku, dodaję do niego 2 łyżki naszego syropu i dzięki wspaniałomyślności naukowców używam swojego poręcznego spieniacza do mleka! Tak, wynalazek kosztujący 10 złotych w przeciętnym markecie, a dający tyle radości! Spieniam mleko razem z syropem, kiedy uważam, że piana jest wystarczająco sztywna, dolewam do kubka czarne płynne szczęście i pozwalam by do mojego nosa dotarł ten wspaniały zapach. Na sam koniec! Możemy posypać kawę jeszcze szczyptą cynamony dla lepszego efektu, jak wiemy oczy też jedzą! Kawa jest gotowa do picia, idealnie słodka, nie za gorzka jednak syrop nie pozbawia nas wspaniałego smaku naszej kawy. Można usiąść i delektować się świątecznym napojem. Jeśli jednak uważamy, że syrop jest za mało odczuwalny to śmiało! Możemy dolać go tyle ile chcemy! 

Ale, ale! Mam też coś dla osób nie chcących wydawać swojej fortuny na kawę czy też nie mają czasu bawić się z dynią. Jednak mimo wszystko zachęcam, dla tego końcowego efektu warto poświęcić swój czas. 

Powróćmy do momentu kiedy nalewamy ciepłe mleko do kubka. W tym momencie dodajemy szczyptę cynamonu i ekstraktu z wanilii/cukru wanilinowego/prawdziwej wanilii. Są to przyprawy na tyle wyraziste, że raz kupione starczy nam na całą jesień! No może cała laska wanilii nie starczy nam na całą jesień ale cała reszta owszem! Kiedy nasypiemy odpowiednią ilość przypraw, spieniamy mleko do uzyskania idealnej pianki, lekko się zabarwi i mleko straci swój biały kolor na rzecz lekko złoto-brązowego. Dolewamy wspaniałego czarnego napoju i w tym momencie jest idealny czas dla cukru maniaków. Dodajemy cukru, od każdego zależy ile go będzie. Kiedy nasypiemy już słodkiego kryształu mieszamy łyżeczką aż wszystkie składniki odpowiednio się ze sobą skomponują. I teraz, również jak poprzednio, możemy usiąść w naszym ulubionym miejscu i napawać się tą cudowną chwilą błogości.

Można uważać na temat mojej kawy wszystko, że jest prosta – owszem, nie jest profesjonalna – zgadza się, żadnych wyszukanych eksperymentów – no, a po co nam to? Jednak nikt mi nie powie, że nie ujmuje ona ludzkich serc i że jest nie smaczna. Jeśli potrafiłam osobę zachwycającą się kawą w proszku 3w1 przemienić w smakosza kawy, doceniającego jej smak i z wyrzutami sumienia myśleć, że przez tyle lat piła chemię 3w1! To wiem, że ta kawa podbije serce każdej osoby. Jest prosta ale to właśnie ta prostota jest wyjątkowa i magiczna. Przy odrobinie miłości i chęci każda kawa taka będzie, a każdy jej łyk będzie nie tylko dostarczał ciepło do naszego żołądka ale również te ciepło będzie rozlewało się po naszym sercu w te coraz chłodniejsze poranki i wieczory. Bo nikt nie mówi, że kawę można pić tylko o poranku. 

 

About Sophie

Z zawodu finansista, z pasji czytelnik. Redaktorka serwisu oraz moderator forum Gavran, okazjonalnie recenzentka.

View all posts by Sophie