Jako fanka twórczości Anne Bishop chętnie sięgam po wszystkie książki autorki pojawiające się na półkach polskich księgarni. Niecałe dwa lata temu na mój regał trafiła powieść „Filary świata”, stanowiąca pierwszą część nowej trylogii „Tir Alainn”, który nie oczarował mnie może od razu, ale z całą pewnością zachęcił do przeczytania kontynuacji. Wyczekiwane „Światło i cienie” miało pewne opóźnienie, lecz ostatecznie trafiło w końcu do sprzedaży.

W poprzedniej części uwaga czytelników była skupiona wokół wiedźmy Ari i powolnego odkrywania powiązań między światem ludzi oraz Fae. Pełne szacunku i strachu podejście tych pierwszych, a także wyniosłość i pogarda dla zwykłego człowieka oraz poczucie wyższości tych drugich przez lata doprowadziły do oddalenia się obu ludów oraz zagubienia prawdy i mądrości, stanowiących o podstawach ich istnienia. W „Filarach świata” wyszło na jaw, jak istotne dla bezpieczeństwa mieszkańców Tir Alainn jest przeżycie wiedźm. Wraz z szerzącym się zepsuciem wywołanym odrażającymi przekonaniami Inkwizytorów nawiązanie porozumienia i współpracy staje się niezbędne dla przetrwania mieszkańców Sylvalanu. Niestety macki Czarnych Płaszczy sięgają coraz dalej, gromadząc coraz więcej zwolenników upodlenia kobiet.

W „Świetle i cieniach” to właśnie Fae grają istotną rolę. Bard Aiden wraz z Muzą Lyrrą przemierzają tereny Sylvalanu, starając się ostrzec swych pobratymców przed niecnymi zamiarami Inkwizytorów i przekonać ich do obrony wiedźm oraz Starych Miejsc, czyli lokalizacji kotwiczących fragmenty Tir Alainn, domy wszystkich Fae. Napotykają wiele przeszkód i utrudnień, z niechęcią Pięknego Ludu na czele, więc nie mają łatwego zadania. Oprócz tego czytelnik ma okazję powrócić na trochę do Ari i zobaczyć, jak dziewczyna radzi sobie po przeżytych trudnościach. Poznajemy również nowych bohaterów – między innymi barona Liama, który objął tytuł po swoim niedawno zmarłym ojcu, a także żyjące na jego ziemiach wiedźmy, z którymi postanawia on nawiązać kontakt. Szczególnie gdy dowiaduje się, że jedna z tych tajemniczych kobiet jest jego przyrodnią siostrą, a do jego uszu trafia wieść o zagrożeniu ze strony Inkwizycji.

A skoro już wspominamy Czarne Płaszcze… Każda scena z udziałem tych okropnych ludzi sprawiała, że miałam ochotę przeprowadzić dekapitację kilku osobników. Anne Bishop stworzyła te postacie skrajnie odpychającymi i odrażającymi, jednoznacznie identyfikując ich jako wrogów. Na pewno fragmenty z ich udziałem i możliwość zajrzenia im do głów dodają książce trochę napięcia i podsycają niepokój o bohaterów, ale też dodatkowo każde poniżenie kobiet ukazywane z punktu widzenia Inkwizycji podnosiło mi ciśnienie. Autentycznie towarzyszył mi w tych momentach uścisk w piersi. Anne Bishop postawiła tu na wywoływanie skrajnych emocji.

Na szczęście pozostała część postaci okazała się o wiele przystępniejsza. Autorka wprowadziła na scenę garść nowych bohaterów, otwierając jednocześnie nowe wątki. Niestety większość z tych postaci nie przyciąga zbyt wiele uwagi ze względu na mało wyraziste nakreślenie charakterów, przez co nierzadko potrzebowałam chwili, by przypomnieć sobie kto zacz. Do gustu przypadła mi z pewnością Breanna, przyrodnia siostra barona Liama. Ona i jej krewne były nie tylko obrazem kobiecej siły, ale też przyniosły ze sobą ciekawą historię.

Cała fabuła skupia się jednak przede wszystkim na zagrożeniu szerzącym się ze strony Inkwizycji, a nowe wątki podkreślają skalę nadchodzącego niebezpieczeństwa. Akcja “Światła i cieni” prowadzona jest w tempie bardzo umiarkowanym, nawet w ostatnich rozdziałach. Zakończenie wskazuje na to, że dynamika wydarzeń rozkręci się w kolejnym tomie. Oby tak było, gdyż brakowało mi konkretnego momentu kulminacyjnego, który spiąłby wszystkie dotychczasowe zdarzenia. Zamiast tego zostajemy z zapowiedzią “czegoś wielkiego”.

Opowieść ta przynosi ze sobą sporą dawkę mroku, która część odbiorców może uwierać ze względu na wagę i ładunek emocjonalny oraz niezmiernie oczywiste przesłanie, przyćmiewające wszelkie inne elementy. Anne Bishop mogła pokusić się o większą subtelność w prezentacji swojego pomysłu i mniej dosadne przedstawienie poniżenia kobiet w swej powieści, choć na pewno znajdzie się wiele osób, które z zaciekawieniem przyjrzą się przedstawionym zagadnieniom. W moim prywatnym rankingu Tir Alainn z całą pewnością nie zdetronizuje cyklu “Inni” z pozycji ulubionej serii tej autorki, lecz niezaprzeczalnie historia ma swój urok.

  • Autor: Anne Bishop
  • Tytuł: Światło i cienie
  • Tytuł oryginału: Shadows and Light
  • Cykl: Tir Alainn, tom 2
  • ISBN: 9788366328242
  • Data wydania: 20 listopada 2020
  • Wydawnictwo: Initium
 

About Sophie

Z zawodu finansista, z pasji czytelnik. Redaktorka serwisu oraz moderator forum Gavran, okazjonalnie recenzentka.

View all posts by Sophie