„Czarna Góra” – Andrzej Pilipiuk – recenzja

„Czarna Góra”

„Czarna Góra” autorstwa Andrzeja Pilipiuka to już dwunasty zbiór bezjakubowych opowiadań. Książka ukazała się oczywiście nakładem wydawnictwa Fabryka Słów.

Przyznam, że zmylił mnie nieco opis tego zestawu historii. Błędnie założyłam, iż wszystkie teksty będą dotyczyły młodości doktora Pawła Skórzewskiego, a tak nie jest. Tak naprawdę, spośród pięciu zawartych w zbiorze opowiadań, tylko jedno poświęcone jest wspomnianemu medykowi  i jest nim tytułowa „Czarna Góra”.

Otwierająca antologię „Czarna Góra” przenosi nas w czasy młodości przyszłego doktora Skórzewskiego. Szesnastoletni młodzieniec wchodzi w posiadanie tajemniczej mapy i wyrusza na poszukiwanie skarbów. Nie wie, że ta podróż zasadniczo odmieni jego życie.

Pilipiuk tym tekstem przybliża nieco losy zesłańców i katorżników, którzy trafili w głąb Rosji. Jednak nie to jest główną osią fabuły. Mamy tu do czynienia z pasożytem niewiadomego pochodzenia, który w bardzo szybkim tempie doprowadza do zgonu zarażonego. Nie ma lekarstwa na wywołaną przez infekcję chorobę. Ponadto nikt nie wie, jak tak naprawdę dochodzi do zakażenia. Ale wszystko łączy się z tytułową Czarną Górą.

Przyznam, że mam pewien problem z tą historią. Niby ciekawy pomysł na zagrożenie niewiadomego pochodzenia, jednak koniec końców zabrakło mi wyjaśnienia co do jego genezy. Prehistoryczny pasożyt żyjący w głębi góry? Mikrob, który wraz z meteorytem spadł z nieba? A może jeszcze inne rozwiązanie? Autor pozostawił sobie otwartą furtkę, by jeszcze kiedyś móc powrócić do tego pomysłu.

Sam młody Skórzewski natomiast, w moim odczuciu, jest postacią nieco przerysowaną. Rozumiem, że wychowywał się w trudnych warunkach i zdecydowanie szybciej musiał dorosnąć, jednak jego interdyscyplinarna wiedza, biorąc pod uwagę wiek bohatera, zdaje się być mało rzeczywista. Cóż, czytałam lepsze teksty Pilipiuka o doktorze Pawle.

Kolejnym z opowiadań jest „Decha”. Tu do akcji wkracza Robert Storm, poszukując ozdobnej deski z jachtu należącego do samego Juliusza Verne’a. Oczywiście, jak to zwykle w przypadku tej postaci bywa, nic nie jest łatwe i na wyciągnięcie ręki. Ten rodzimy Indiana Jones po raz kolejny będzie musiał się natrudzić, by dostać to, czego szuka.

Jeśli śledzicie dotychczasową twórczość Andrzeja Pilipiuka w miarę regularnie, łatwo wychwycicie w tym tekście nawiązania do „Duchów Poveglii” ze zbioru „Przyjaciel człowieka”. I nie będzie ono ostatnim w tym zestawie historii.

Lubię tego typu opowiadania – pomieszanie wspomnianego Indiany Jonesa z panem Samochodzikiem. Poszukiwania, tropy wiodące do stosunkowo odległej przeszłości i praktycznie brak punktów zaczepienia, zmuszające bohaterów do pokazania co potrafią. Jednak o ile sam pomysł na fabułę jest ciekawy, o tyle sam Robert Storm już od kilku zbiorów z jego udziałem mocno mnie momentami irytuje. Jego ciągłe narzekania w stylu „kiedyś to było, a teraz to nie jest” są naprawdę nużące. Zwłaszcza że sam Storm nie jest 100-letnim staruszkiem, a dobiegającym czterdziestki mężczyzną.

„Dwie czaszki” to kolejny tekst ze Stormem w roli głównej. Jak nie trudno się domyślić po tytule motywem przewodnim będzie tu poszukiwanie zaginionych kości na zlecenie pewnego stowarzyszenia, które chce oddać cześć swoim wodzom. Tajemnicze listy, zaszyfrowane wiadomości, ukryte wskazówki i walka ze… Strażą Miejską są elementami, których nie brakuje w tym opowiadaniu. Ogólnie „Dwie czaszki” to historia całkiem ciekawa, lecz nie zapada na długo w pamięć, a jej młodzi bohaterowie pod względem swojego zachowania, jak wcześniej w „Czarnej górze”, zdają się być mało realni.

„GROM” jest tak naprawdę pierwszym tekstem z tej antologii, w którym mamy do czynienia z fantastyką. A dokładniej z historią alternatywną. Na pokład powraca marszałek Piłsudski oraz jego próby ocalenia Polski przed kolejną utratą niepodległości.

Warszawa, rok 1927. Młody Henryk mimo posiadania różnych umiejętności nigdzie nie może znaleźć stałej pracy. Bo i sytuacja w kraju pod tym względem nie wygląda zbyt różowo. W tym samym czasie Aleksy Romanow ma objąć funkcję ambasadora cesarstwa rosyjskiego w Polsce. Lecz jest wielu, którzy widzieliby go chętniej w trumnie, winą za śmierć obarczając nasz kraj. Ta alternatywna wizja, którą w swoim opowiadaniu serwuje nam Pilipiuk nie napawa optymizmem. Odzyskana wcześniej niepodległość słono kosztowała i, jak to najczęściej bywa, najbardziej ucierpieli na tym ci, którzy w hierarchii stoją najniżej. Dodatkowo kolejna wojna wisi na włosku, a zażegnanie jednego konfliktu gwarantuje jedynie chwilowy spokój.

Tak, jak w przypadku tytułowego opowiadania czy „Dwóch czaszek” miałam tu problem z dorosłością bohaterów mimo ich całkiem młodego wieku. Henryk również jest taką wielodziedzinową złotą rączką i za co by się nie wziął, zazwyczaj wychodzi mu co najmniej dobrze. Chyba brakuje nam dziś takiej młodzieży. Mam nadzieję, że w kolejnych antologiach Pilipiuk powróci pod tym względem bardziej do rzeczywistości.

„Jesienny sztorm” jest następnym w „Czarnej górze” powrotem do „Duchów Poveglii”. Malwina Skórzewska i Antonio stają przeciwko członkom SS. A wszystko to, by odnaleźć zaginiony utwór Vivaldiego. Zawsze lubiłam historie z akcją osadzoną w realiach II wojny światowej. Zwłaszcza takie, w których okupant kończył źle. Tym razem Pilipiuk proponuje Czytelnikom dość wciągającą historię, której punktem wyjścia jest okryta legendą partytura włoskiego mistrza skrzypiec. Zabiera nas przy tym do Wenecji roku 1942.

W moim odczuciu ta historia ma jeden zasadniczy mankament. Nie wyobrażam sobie, by członkowie SS pozwolili swojemu więźniowi swobodnie chodzić po mieście i jeszcze robić zakupy. Niezależnie od tego, czym byliby go w stanie szantażować. Zabrakło mi również nieco więcej dynamiki i napięcia w przedstawionej historii. Tak naprawdę nie trudno domyślić się zakończenia. Mam tylko nadzieję, że autor powróci jeszcze kiedyś do losów Malwiny Skórzewskiej, gdyż w tych bezjakubowych zbiorach opowiadań brakuje mi żeńskiej reprezentacji nie będącej jedynie tłem dla męskich bohaterów i wydarzeń.

„Czarna Góra” to zestaw tekstów, których akcja osadzona została w różnych momentach historycznych co akurat nie jest nowością dla antologii autorstwa Pilipiuka. Zabrakło mi w całości jednak wspólnego wątku, motywu, który w jakiś sposób łączyłby zaprezentowane historie. Chyba że za taki uznamy nadmierną dojrzałość bohaterów względem ich wieku. Męczyły mnie też momentami lepiej lub gorzej zakamuflowane polityczne wywody, jakie serwuje Czytelnikom pisarz. Naprawdę nie jest to element, którego szukam w literaturze rozrywkowej.

„Czarna Góra” ma swoje dobre momenty i Pilipiuk wciąż pokazuje, że nie brakuje mu pomysłów na historie, jednak tym razem jest w jego tekstach coś, co sprawiło, że nie zapadły mi na długo w pamięć. Może gdyby bohaterowie byli bardziej rzeczywiści w swoim zachowaniu, a polityczne i światopoglądowe przekonania autora nie zostały tak mocno wyeksponowane, moje odczucia byłyby inne. Oby kolejna antologia wypadła lepiej.

Autor: Andrzej Pilipiuk
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Oprawa: Zintegrowana
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 398
ISBN: 9788379646357

 

About WereWolf

Zły Wilk

View all posts by WereWolf