okładka książkiSusanna Clarke to pisarka, której powieści wymykają mi się z rąk. Już od lat mam chrapkę na Jonathana Strange’a i pana Norella, ale jakbym nie próbowała chwycić egzemplarza w swoje łapki, to zawsze przede mną umyka. A to ktoś wypożyczy książkę przede mną w bibliotece, a to skończą się w księgarni, albo przesyłka tajemniczo zaginie na poczcie, co zostawi mnie jedynie z reklamacją i zwrotem pieniędzy. Kiedy więc pojawiła się zapowiedź Piranesiego, stwierdziłam, że muszę raz a na zawsze przełamać tę klątwę i czym prędzej sięgnąć po nową historię autorstwa Clarke. Poszło mi tak dobrze, że obecnie posiadam aż dwie sztuki! Jedną z nich dostałam bowiem w prezencie. Czy jednak Piranesi było warte tego całego zachodu?

Ta raptem dwustustronicowa książka zaczyna się niezwykle niewinnie, od samego początku wciągając czytelnika w same głębiny stworzonego przez autorkę świata oraz dziwnych, niezrozumiałych zależności pomiędzy bohaterami. Nikt nie tłumaczy czytelnikowi jak, po co i dlaczego, a w pewnym momencie można zacząć się zastanawiać, jaka idea przyświeca całości i czy w ogóle jest na sali jakaś fabuła. To Susanna Clarke, więc odbiorca może od razu się rzucić na tę powieść, jak paramedyk po godzinach na krztuszącego się klienta w restauracji dwa stoły obok, kiedy zainteresowanie samego czytelnika umiera szybciej niż wolne popołudnie rzeczonego ratownika. Nagle jednak okazuje się, że – człowieku małej wiary! – wszystko w Piranesim jest jak najbardziej na miejscu, pisarka z pełnym profesjonalizmem ciągnie odbiorcę w dalsze odmęty tego oceanu zwanego fabułą – nie żeby go w niej utopić, a pokazać, jakie skarby tam na niego czekają.

Ani się obejrzałam, a nie mogłam oderwać się od lektury, szukając kolejnych wytłumaczeń, patrząc, jak pojawiające się po sobie odpowiedzi na wszelkie pytania wskakują na odpowiednie miejsca, tworząc jedyną w swoim rodzaju, piękną mozaikę.

Jestem jak najbardziej w stanie zrozumieć, dlaczego Piranesi może do niektórych czytelników najzwyczajniej w świecie nie trafić. Żeby polubić głównego bohatera i zrozumieć, w jakiej sytuacji się znajduje (albo co w ogóle się tutaj dzieje), trzeba dać Susannie Clarke odrobinę wiary i pozwolić, żeby czyniła magię. Muszę przyznać, że sama byłam o włos od odłożenia tej powieści na stosik do dokończenia „kiedyś w przyszłości”, co zazwyczaj okazuje się w praktyce wiecznym nigdy. Powstrzymał mnie fakt, że dostałam tę książkę do recenzji, czemu jestem niebywale wdzięczna, bo w innym wypadku wiele bym straciła.

Pomijając ujawniającą się w miarę czytania fabułę, dostajemy tutaj również niezwykle ciekawego protagonistę, jakim jest tytułowy Piranesi. To bohater z charakteru niebagatelny, nietuzinkowy i rzadko spotykany ostatnio w literaturze. Susanna Clarke postawia bowiem na postać otwartą na świat, bardzo wierną, dobroduszną i często również niestety naiwną. Poznawanie przedstawionego przez pisarkę uniwersum oczami  Piranesiego to przeżycie same w sobie, ponieważ było to spojrzenie czyste, niewinne oraz delikatne. Tam, gdzie bez wątpienia inne postacie mogłyby zauważyć przeszkody czy ograniczenia, główny bohater widział wyzwania oraz pretekst do nauczenia się nowych rzeczy.

Koniec końców uważam, że Piranesi to historia wyjątkowa oraz jedyna w swoim rodzaju – podobnie jak sam protagonista – i powinien przeczytać ją każdy, nawet jeśli jest się czytelnikiem nienawykłym do fantastyki. Myślę, że ten tytuł ma możliwość niejedną osobę w jakiś pozytywny sposób zaskoczyć, jeżeli tylko da mu się na to szansę.

tytuł: Piranesi
tytuł oryginału: Piranesi
wydawnictwo: Mag
tłumaczenie: Wojciech Szypuła
data wydania: 25 listopada 2020
ISBN: 9788366409293
liczba stron: 208

 

About Blair

Pełnoetatowa książkoholiczka i filmomaniaczka. Recenzentka - amatorka, szpanująca swoim talentem pisarskim i nie rozumiejąca, dlaczego nikt nie chce podziwiać blasku jej intelektu, który przecież razi wszystkich po oczach. Czasami o skłonnościach masochistycznych, wiecznie niewyspana. Niepoprawna romantyczka, marząca o naprawianiu świata. Ponoć mówią, że nocą staje się Nocnym Cieniem i szuka nowych, szeleszcząco - papierowych ofiar...

View all posts by Blair