„Ostatnia sztuka Tadeusa Voldta” – Tomasz Marchewka – recenzja

„Ostatnia sztuka Tadeusa Voldta”

„Ostatnia sztuka Tadeusa Voldta” autorstwa Tomasza Marchewki to powrót do tajemniczego i niebezpiecznego Hausenberga. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa SQN.

Po raz pierwszy na ulica miasta Rekinów, klik i szulerów mogliśmy wkroczyć w 2017 roku za sprawą powieści „Wszyscy patrzyli, nikt nie widział”. Dla Tomasza Marchewki był to powieściowy debiut i trzeba przyznać, iż całkiem udany. Przynajmniej z mojego punktu widzenia. Autor kazał nam dość długo czekać na kontynuację, ale czy było warto?

Przyznaję, że po czterech latach od lektury pierwszej historii pamiętam jedynie ogólny zarys fabuły, szczegóły zaś nieco się rozmywają. Jednak z drugiej strony pozwoliło mi to zauważyć, iż po najnowszą powieść Marchewki sięgnąć mogą spokojnie osoby, dla których stanowić ona będzie pierwsze spotkanie z Hausenbergiem. Całość napisano przyjemnym, wciągającym stylem, a autor zadbał, aby Czytelnik nie czuł się zagubiony podczas lektury.

Tytułowy Tadeus Voldt to znany kasiarz, który ostatnich kilka lat spędził w więzieniu. I choć do końca wyroku pozostało jeszcze drugie tyle, pewnego dnia drzwi celi stają przed nim otworem, a Voldt może opuścić miejsce odbywania swej kary. Jednak, jak łatwo się domyślić, nie ma nic za darmo. W zamian za zwróconą wolność Tadeus musi zrobić coś, czego w Hausenbergu nigdy się nie robi – okraść bank.

Drugą bohaterką jest Iva, młoda kobieta, która desperacko potrzebuje dużych pieniędzy. Lecz szanse na ich zarobienie legalną drogą są mniejsze niż zero. Dlatego też wchodzi w układ z kimś, od kogo powinna trzymać się z daleka. Niestety nic nie idzie zgodnie z planem i Iva dostaje propozycję z kategorii tych nie do odrzucenia. Wtedy właśnie jej drogi krzyżują się z Tadeusem Voldtem.

Miasto, do którego zabiera Czytelnika Marchewka nie jest miłe i przyjemne – może dać wszystko i zabrać wszystko. Nawet jego stali bywalcy wiedzą, że wystarczy jeden nieodpowiedni ruch, małe potknięcie i, zamiast być na szczycie, ktoś następnego dnia znajdzie twoje ciało w rynsztoku. A jednak przyciąga i wabi niczym światło ćmy. I taka też jest sama powieść „Ostatnia sztuka Tadeusa Voldta”. Niebezpiecznie wciągająca, z ciekawą intrygą i wielowymiarowymi postaciami. Zwłaszcza ten ostatni element jest interesujący, bo choć od samego początku lektury ma się świadomość, że bohaterowie nie postępują fair, to trudno nie poczuć do nich sympatii. Tadeus to inteligentny kasiarz z zasadami, który zna się na swoim fachu jak mało kto. Iva, choć początkowo nieco mnie irytowała, z czasem i wraz z wewnętrzną przemianą, jaka w niej zachodzi, stała się ciekawą osobą.

Tomasz Marchewka wykazał się oryginalnym pomysłem na fabułę. Połączył opowieść o kasiarzu z nutą steampunku, ale również historią o młodzieńczej naiwności i dojrzewaniu,  szacunku dla zasad i nauczce dla tych, którzy je łamią. Autor sprawnie posługuje się językiem prowadząc Czytelnika przez wykreowaną przez siebie intrygę. Pozwala powrócić postaciom, które mogliśmy już poznać w pierwszej książce dziejącej się w Hausenbergu, jednak dał im nowe zadania i uczynił je tłem, ale też przyczyną dla dziejących się wydarzeń.

Muszę przyznać, że szczególnie spodobał mi się wątek skarbca oraz tego, co można było w nim znaleźć. Oraz sposób, w jaki Tadeus wraz z Ivą i swoimi pomocnikami postanowili dobrać się do jego zawartości. Bo najciekawiej jest, gdy do akcji nie wkracza brutalna siła a kreatywność.

Jedynym, czego nie mogę darować autorowi, jest zakończenie, jakie wybrał dla stworzonej przez siebie historii. Choć z drugiej strony to przecież Hausenberg – on daje i zabiera, nie znając litości i nie licząc się z marzeniami. Niemniej „Ostatnia sztuka Tadeusa Voldta” z pewnością jest lekturą, która mnie nie rozczarowała i, przez większość czasu, dobrze się przy niej bawiłam.

Autor: Tomasz Marchewka
Data wydania: 07.04.2021
Format: 135 x 210 mm
Ilość stron: 328
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN: 9788381295499

 

About WereWolf

Zły Wilk

View all posts by WereWolf