Bez wątpienia Dmitry Glukhovsky odcisnął swoje piętno na literaturze postapo. Jego uniwersum „Metro 2033” nie tylko stało się wyjątkowo popularne, a wręcz kultowe. Jeśli ktoś nawet go nie czytał, to prawdopodobnie o nim słyszał albo przynajmniej grał w gry na podstawie książek. Sam miło spędziłem czas, poznając losy mieszkańców moskiewskiego metra. Z tego też powodu bardzo chciałem przeczytać „Outpost” – najnowszą powieść pisarza, która światło dzienne ujrzała dzięki wydawnictwu Insignis. Poza tym byłem również bardzo ciekawy, czy Glukhovsky potrafi stworzyć intrygującą postapokaliptyczną historię bez osadzania jej w uniwersum „Metra”.

Prezentowany na kartach książki świat zaciekawił mnie od pierwszej strony. Niby jest typowy do bólu i każdy miłośnik gatunku może poczuć się w nim jak we własnym domu, aczkolwiek to tylko pozory. Pod nimi zaś kryje się niezwykłe, zrodzone po wojnie i rozpadzie Rosji, trudne miejsce do życia. Ci, którym dane było przeżyć apokalipsę, zaczęli zakładać osady na liniach kolejowych biegnących ku Moskwie, stolicy budowanego na gruzach, nowego Imperium Moskiewskiego – mocarstwa pragnącego powrotu dawnej chwały.

Książka jednak nie opowiada o ogromnych aspiracjach Imperatora. No, może po części tak, ale przede wszystkim to historia o mieszkańcach jednej z najodleglejszych placówek – Jarosławia – ulokowanej na terenie dawnej fabryki opon. Dalej nie ma nic, tylko  położony nad zabójczymi wodami Wołgi most i niezbadane dzikie ostępy, z których od wielu lat nie przyszedł nikt żywy. Przynajmniej do czasu, gdy pewnego dnia ktoś pojawia się przed jarosławskimi wartownikami.

Samą historię poznajemy z perspektywy kilku osób: Jegora – pasierba dowódcy – i jego ojczyma Pirogowa zwanego Pałkanem oraz zwyczajnej mieszkanki placówki Michelle. Od razu Wam powiem, że mam problem z tymi bohaterami, a zwłaszcza z chłopakiem. Nie ma on w sobie niczego, co by mogło zjednać sobie sympatię Czytelnika. Wręcz przeciwnie, dla mnie to przykład antybohatera: tchórzliwy, irytujący, a zarazem kompletnie nieinteresujący. Przeważnie zaczyna działać, aby pokazać innym, że umie coś zrobić, a potem wraca do rozmyślania o jeżdżeniu po świecie i graniu na gitarze. Chociaż z biegiem prezentowanych wydarzeń jego postawa ewoluuje, Jegor dorasta, a nawet przypomina prawdziwego mężczyznę, to jednak za mało, aby zmienić pierwsze negatywne wrażenie. Z kolei Pirogow to typowy  żołnierz i gryzipiórek pragnący wypaść jak najlepiej w oczach zwierzchników. Średnio u niego z troską o własnych ludzi, bardziej dba o siebie, żonę, a nawet pasierba. Natomiast Michelle to zwyczajna dziewczyna, pragnąca wyrwać się z tego najdalszego zakątka świata. Chce wrócić do Moskwy, gdzie mają na nią czekać rodzice oraz lepsze życie.

Wiecie, co jest najzabawniejsze? „Outpost”, pomimo mrocznego charakteru, osadzenia historii w postapokaliptycznej rzeczywistości, kwaśnych deszczów i występujących sporadycznie dwugłowych psów, to tak naprawdę obyczajówka i to przez duże O. Nie znajdziecie tutaj zbyt wielu mutantów ani samej fantastyki literackiej. Od pierwszych stron miałem nadzieję, że placówka w Jarosławiu stanowi jedynie punk wypadowy, do którego wracają ludzie z misji: poszukują żywności albo handlowych ekspedycji do innych osad. A tu, ku mojemu początkowemu niezadowoleniu, praktycznie cała akcja rozgrywa się na terenie byłej fabryki, gdzie ludzie próbują przeżyć kolejne dni na ciągle zmniejszanych racjach żywnościowych. W książce praktycznie brakuje akcji, ale to mi szybko przestało przeszkadzać, ponieważ ukazane tutaj życie małej społeczności na zniszczonym podczas wojny terenie potrafi wciągnąć i stanowi intrygującą przygodę. Z tego też powodu nie uważam, aby obyczajowy charakter powieści był jej wadą; dla mnie to zaleta, bo wyróżnia „Outpost” na tle stalkerskiej „Zony” lub „Metra 2033”. Ponadto książka ma w sobie to coś, co nie pozwala się od niej oderwać. No i dostajemy pewną tajemnicę do rozwikłania!

Zostałem kompletnie oczarowany stylem pisania Glukhovsky’ego. Zwłaszcza opisy świata oraz detale przyrody potrafiły być tak urzekające, że przy lekturze powieści towarzyszyły mi ciarki na plecach. Taki efekt wywołał sposób, w jaki autor przedstawił bulgoczące wody zabójczej Wołgi. Długo również będę wspominał to, co napisał o końcu normalnego świata i zbieraniu się ludzi w nowe, małe społeczności. Dla mnie ten tekst wypada po prostu genialnie.

Mimo to nie uwielbiam „Outpostu” – wszystko przez wkurzającego, często psującego frajdę z poznawania historii swoją postawą Jegora. To jednak bardzo dobra książka i chętnie będę ją polecał. Nie tylko miłośnikom postapo, bo pewnie Ci z Was, którzy lubią Glukhovsky’ego, i tak sięgną po recenzowany tytuł. Ale reszta, zwłaszcza osoby omijające do tej pory ten podgatunek literatury fantastycznej, mają świetną okazję do spróbowania czegoś nowego w przystępnej formie. Zdecydowanie warto sięgnąć po „Outpost”, gdyż w wyjątkowo mądry i ciekawy sposób pokazujące, co może się z nami stać, jeśli nie przestaniemy ze sobą wojować.

  • Autor: Dmitry Glukhovsky
  • Tytuł: Outpost
  • Tytuł oryginału: Пост
  • Tłumaczenie: Paweł Podmiotki
  • Wydawnictwo: Insignis
  • Wydanie: I
  • ISBN: 978-83-66575-75-2
  • Format: 140 x 209 mm
  • Oprawa: miękka
  • Ilość stron: 352
  • Data wydania: 23 marca 2021
  • Cena katalogowa: 44,99 zł