Jeśli szukacie komiksu, który zabierze was do tajemniczych i równocześnie magicznych oraz niebezpiecznych miejsc, nowy tytuł od wydawnictwa Egmont spełni te oczekiwania. Światła Północy. W dolinie trolli to pierwszy tom autorstwa norweskiej scenarzystki i ilustratorki Malin Falch, dostępny od tego miesiąca w naszych sklepach.

Historia rozpoczyna się bardzo spokojnie. Główna bohaterka Sonja obchodzi właśnie święto swojej konfirmacji, a wśród gości niespodziewanie pojawia się jej ulubiony wujek artysta. Henrik, gdyż tak ma na imię mężczyzna, daje dziewczynie w prezencie broszkę z czasów wikingów, a przy okazji pokazuje również pełne nietypowych postaci szkice, do których zainspirowała go ostatnia wędrówka. Obecność Henrika nie jest jednak jedynym zaskoczeniem dla Sonji tego dnia, gdyż w środku nocy pojawia się w jej domu również tajemniczy chłopak. Gość, który się przestawia jako Espen, najpierw żąda oddania broszki, a następnie uświadamia dziewczynę, iż jej wujek podróżował przez magiczną krainę Jotundale, czyli dolinę olbrzymów, i jeśli Sonja tego pragnie, może również się tam znaleźć.

Pierwsze, co zauważyłam czy to czytając, czy zwyczajnie oglądając komiks Falch, to fakt, iż jej styl bardzo przypomina kadry z animacji. Początkowo trochę mnie to rozpraszało, ponieważ miałam poczucie, iż komiks stworzono na podstawie jakiejś telewizyjnej bajki. Z czasem przyzwyczaiłam się jednak i doceniłam, gdyż jest on bardzo spójny z fabułą opowiadanej historii. Sposób, w jaki rysuje Falch, zastosowany dobór kolorów i głębokie tła (wyglądające momentami, jakby ktoś nałożył na nie efekt bokeh) tworzą bardzo magiczną atmosferę, która kojarzy się z tym, co człowiek wie z różnych podań czy historii o skandynawskich terenach.

Mimo iż jest to dopiero wprowadzenie, poznajemy już kilka różnych postaci oraz fantastycznych stworów. Jest kilka gatunków trolli, smoko-ważki, posługujące się mową zwierzęta, krwiożerczy wąż wodny czy okrutni wikingowie. Nie znamy jeszcze pełnej przeszłości wszystkich bohaterów, jednak już pierwsze przygody nastawiają nas pozytywnie do podstawowej ekipy złożonej z Sonji, Espena oraz najbliższych chłopakowi zwierząt i dzieci. Tutaj też zachwyciła mnie postać niedźwiedzia, który wyjątkowo mocno przypominał mi swoim wyglądem i gadulstwem Kodę z animacji Mój brat niedźwiedź.

Czytając Światła północy, nie mogłam się jednak pozbyć wrażenia, że znam już skądś podobną historię. Dotarło to do mnie z pełną mocną, gdy zobaczyłam, że wiking, któremu Espen kiedyś odciął rękę, zastąpił ją hakiem. Brzmi znajomo? Tak – Espen ma trochę charakter Piotrusia Pana, Wikingowie póki co przypominają mi załogę, a ich dowódca Kapitana Haka. Nawet wątek z wodnym stworem, który pragnie go dorwać i zjeść, się powtarza. Czy mi to jednak przeszkadzało? Absolutnie nie. Uwielbiam bowiem przygody latającego chłopca, więc nawet jeśli dostaję ich lekkie powielenie,  to nadal nowością są skandynawskie realia i związane z nimi nowe dla mnie fantastyczne stwory.

Lekturę komiksu oceniam bardzo pozytywnie. Piękny graficznie, z interesującymi postaciami i tajemniczą magiczną krainą, zdecydowanie przekonał mnie do siebie. Chętnie sięgnę po jego kontynuację tego komiksu, gdyż historia zapowiada się ciekawie, a skandynawskie mity i legendy mają zdecydowanie swój urok.

Scenariusz: Malin Falch
Ilustracje: Malin Falch
Data wydania: 
16.06.2021
Ilość stron: 168
Oprawa: twarda
ISBN: 9788328149489

Inną ciekawą nowość od Egmontu znajdziecie opisaną tutaj.