Zapraszamy do lektury fragmentu książki „Ostateczne rozwiązanie”.

Wyobraź sobie świat, w którym III Rzesza może wygrać wojnę

8 listopada 1939 roku bomba skonstruowana przez Georga Elsera zabija większość przywódców Trzeciej Rzeszy, zmieniając nieodwracalnie bieg historii. W nowej rzeczywistości nie dochodzi do podboju Francji, ewakuacji z Dunkierki, Bitwy o Anglię, masakry polskich jeńców w Katyniu, budowy obozu zagłady w Oświęcimiu, ataku na Pearl Harbor oraz tysięcy innych odrażających zbrodni wojennych i podbojów, o których dowiadywaliśmy się z książek i relacji naocznych świadków.

Hitler umarł, niech żyje Himmler! Witajcie w nowym wspaniałym świecie, w którym miejsce aroganckiego szaleńca zajęli piekielnie inteligentni architekci ostatecznego rozwiązania. Witajcie w największym koszmarze ludzkości, w którym, jak się wydaje, umarła nawet nadzieja.

Książka do znalezienia m.in. w Empiku (obszerniejsza lista księgarni na dole strony).

Autor: Robert Szmidt
Wydawca: Znak Horyzont
Wymiary: 14×20.5
EAN: 9788324079414
Ilość stron: 374
Data wydania: 2021-06-30

FRAGMENT

[…]  –     Baczność! – wydarł się ten, który kazał im ustawić się w szeregu.

Wyprężyli się wszyscy na moment przed tym, zanim w przejściu pomiędzy nieukończoną sortownią a murem pojawili się rośli esesmani. Za prawie dwumetrowymi drabami w czarnych mundurach szło kilku oficerów. Wśród nich był komendant kompleksu, na którego Jan napatrzył się przez lornetkę, a osoba, której nadskakiwał…

Kozielewski zaczerpnął tchu, nie mogąc uwierzyć własnym oczom.

Miał przed sobą samego Heinricha Himmlera ubranego w nienagannie skrojony mundur i rozpięty elegancki płaszcz, bo nazwanie tej części jego ubioru szynelem byłoby zwykłym świętokradztwem. Uśmiechnięty głupkowato Führer przyglądał się otoczeniu zza okularków, nie mówiąc nic, nie gestykulując. Szedł po prostu i podziwiał owoce własnej chorej wyobraźni.

Obserwatorzy z hali magazynowej hajlowali właśnie sprężyście z tak maślanymi oczyma, jakby sam Pan Bóg zstąpił do nich z nieba. Więźniowie, którym kazano uprzątnąć stanowiska pracy, także znieruchomieli, ale ze strachu. Jan zaczynał rozumieć, dlaczego martwi Żydzi musieli zniknąć z pola widzenia wodza. Do Kozielewskiego już od dawna docierały plotki, że Himmler porzygał się podczas wizytacji którejś z podległych mu einsatzgruppen. Ponoć miało to miejsce jeszcze w trzydziestym dziewiątym, zaraz po kampanii w Polsce, ale do tej chwili nie wierzył, że w tych opowieściach kryje się choć ziarno prawdy. Teraz jednak widząc, jak szybko i sprawnie usunięto zwłoki, zaczął podejrzewać, że człowiek wydający wyroki okrutnej śmierci na całe narody jest zwykłym tchórzem i ofiarą losu, która nie znosi widoku śmierci i przelanej krwi.

Führer minął tymczasem swoich i rozpoczął lustrację wachmanów. Odebrał salut od dowódcy oddziału, potem przeszedł wolnym krokiem przed szeregiem, uśmiechając się krzywo spod hitlerowatego wąsika i gapiąc się z wyższością na oszołomionych jego obecnością Ukraińców.

Kozielewski zacisnął zęby z całych sił, żeby nie zrobić czegoś, czego będzie żałował. Nie zdołałby uczynić krzywdy temu smętnemu padalcowi, dwumetrowi goryle bowiem nie odstępowali go na krok, ale zdążyłby splunąć w ten głupkowato uśmiechnięty ryj i choć tak symbolicznie pokazać, że pomimo pięknych strojów i wypolerowanych orderów przywódca Trzeciej Rzeszy pozostał zwykłym śmieciem. Nieświadomy tego Himmler omiótł go pustym spojrzeniem i przeszedł dalej. Drepczący za nim komendant wyjaśniał tymczasem, do czego służą stoły i co więźniarki robią w hali obok. Potem orszak zawrócił, ale to nie był niestety koniec wizytacji peronu.

Zebranych w karnych szeregach wachmanów i esesmanów poproszono o ustawienie się na tle muru i widocznych za nim dymiących kominów. Führer usiadł przed nimi na składanym krzesełku, otoczony oficerami z dowództwa obozu i swoimi adiutantami. Goryle zajęli miejsce w drugim rzędzie, pomiędzy pozostałymi esesmanami, a z Ukraińców utworzono dwa krótsze szeregi, by nie zasłaniali ich drągale z obstawy Himmlera. Nadworny fotograf strzelił dwa zdjęcia. Jan zrobił ich wcześniej z dziesięć, z innej perspektywy co prawda, ale uchwycił na nich każdego drania, który był obecny w tym miejscu.

Gdy migał flesz, Kozielewski uśmiechał się szeroko, choć wszyscy wokół byli poważniejsi od samej śmierci. Cieszyła go myśl, że zdjęcia te dotrą do kompleksu za jakiś czas – miał tylko nadzieję, że stanie się to, zanim on i Karl upublicznią nagrania – i ktoś zauważy na nich szczerzącego się obcego człowieka. Wiele by dał za zobaczenie miny napuszonego komendanta, gdy dotrze do niego, że w samym środku formacji znajdował się szpieg, który na jego oczach zdołał zinfiltrować najtajniejszy obiekt Trzeciej Rzeszy, i to akurat wtedy, gdy pojawił się tutaj sam Himmler.

To była jednak pieśń przyszłości, teraz musiał zniknąć w najprawdziwszym angielskim stylu. Domyślał się, że kolejnym krokiem Führera będzie zwiedzenie krematoriów, ale raczej nie tych funkcjonujących, tylko dopiero stawianych. Z peronu numer trzy można było przejść prosto na budowę, wystarczyło skręcić za murem w lewo. Stanął więc tak, aby mieć za plecami prawy kraniec przejścia. Czekał spokojnie na rozkaz złamania szyku i rozejścia się do zajęć. Gdy Führer wstawał, jego obstawa szybko utworzyła szpaler, spychając Ukraińców na boki. Wystarczyło cofnąć się zawczasu i poddać bez walki. Sami wypchnęli go za mur, skąd miał tylko kilka kroków do najbliższych arkad.

Zniknął w cieniu, zanim orszak Himmlera opuścił część dworcową. Schodkami dostał się na wyższą kondygnację, obszedł ją po galeryjce i szybko zbiegł na dół. Aleją pomiędzy jedynką i dwójką dostał się nie niepokojony za ostatni rząd krematoriów. Tam postanowił poszukać alternatywnej drogi, którą opuści kompleks. Wolał nie zwlekać z powrotem, a trasa przez osiedle załogi odpadała. Kto przy zdrowych zmysłach szedłby do lasu, gdy po obiekcie kręci się tak znamienity gość? […]

 

About Sophie

Z zawodu finansista, z pasji czytelnik. Redaktorka serwisu oraz moderator forum Gavran, okazjonalnie recenzentka.

View all posts by Sophie