Podczas czytania Krwi i miodu, jak również i po jego lekturze, zadawałam sobie jedno, bardzo istotne pytanie: Co tu się, na wszystkie mole książkowe, wydarzyło?.

No dobra, kłamię, to było odrobinę bardziej dosadne stwierdzenie, ale przecież nie będę tu się tak wyżywać. Wszyscy wiedzą, o co chodzi. Żałuję, że nie słuchałam głosów rozsądku i nie zostawiłam sobie tej powieści na później, może jak już wyjdzie na Legimi – wtedy nie musiałabym się zastanawiać, jak napisać negatywną recenzję i wciąż być miłym człowiekiem. Na usta ciśnie się wiele przymiotników i, niestety, żaden z nich obok słowa miły nawet nie stał.

To też nie jest tak, że po Shelby Mahurin spodziewałam się jakiegoś Imienia wiatru, czy czegoś w tym guście. Gołąb i wąż był jednak na tyle przyjemną lekturą, że postanowiłam zaryzykować, dać drugiemu tomowi szansę, mimo że już od jakiegoś czasu krążyło o nim wiele negatywnych opinii. I, nie zrozumcie mnie źle, ta powieść to wciąż całkiem dobry przerywnik od codziennej rutyny, kiedy życie daje ci trochę w kość, a ty szukasz w nowej historii dla siebie przede wszystkim chwili spokoju. Niestety, Krew i miód to również jedna z tych powieści, które nie przynoszą ze swojej lektury żadnej satysfakcji czy pożytku dla całej trylogii, stanowiąc bardziej przerywnik między dwoma tomami, a nie kontynuację z krwi i kości.

Drugi tom debiutanckiej serii autorstwa Shelby Mahurin rzuca swoimi bohaterami we wszystkie strony świata, każąc im robić bliżej nieokreślone rzeczy, aby osiągać bliżej nieokreślone cele, które tak naprawdę nigdzie nas nie prowadzą. Często jestem zdania, że – nawet jeśli światotwórstwo leży, a w fabule można znaleźć dziury wielkości sera szwajcarskiego – to czytelnikowi zawsze na pocieszenie zostają wykreowani przez pisarza lub pisarkę bohaterowie. A ci – kiedy im się udadzą – potrafią mimo wszystko dostarczyć co nie miara rozrywki. Niestety, Krew i miód zawodzą na tym obszarze na całej linii. Chociaż Gołąb i wąż zaproponował odbiorcy ciekawe konflikty, intrygi oraz zawirowania w relacjach między postaciami, drugi tom odrobinę zwalnia tempo i bardziej wnika w zarysowane już w poprzedniej części więzi. Szkoda tylko, że w większości przypadków Mahurin robi to w sposób niezwykle irytujący, używając przy tym wszystkich możliwych, oklepanych już w literaturze młodzieżowej motywów. Niektóre z nowo stworzonych problemów dla naszych bohaterów wydawały mi się nad wyraz wyolbrzymione i  niepoważne– sprawiały wrażenie takich typowych wątków wydmuszek, sztucznie zapełniających puste miejsca w fabule.

Czytając Krew i miód, miałam wręcz wrażenie, że o wiele bardziej wyszłoby tej historii na zdrowie, gdyby od samego początku została rozplanowana na dwa tomy, jeśli nawet nie tylko na jeden. Koniec końców, niestety nie mogę Wam polecić tej książki z czystym sumieniem. Gołąb i wąż był dla mnie prawdziwym guilty pleasure – wciągającym bez reszty czytadłem, z którym bardzo miło spędziłam czas i nie mogłam doczekać się czegoś więcej. Teraz zastanawiam się natomiast, czy jest sens w sięganiu po trzecią, ostatnią już część tej trylogii. Z jednej strony, wciąż chcę się dowiedzieć, co dla bohaterów zaplanowała autorka i jakie zakończenie ich czeka, z drugiej martwię się, że może wyjść z tego taki zakalec, jak z tomu drugiego. Ach te decyzje, decyzje.

tytuł: Krew i miód
autor: Shelby Mahurin
tłumaczenie: Agnieszka Kalus
cykl: Gołąb i wąż (tom 2)
wydawnictwo: We need YA
tytuł oryginału: Blood & Honey
data wydania: 14 kwietnia 2021
ISBN: 9788366657373
liczba stron: 512

 

About Blair

Pełnoetatowa książkoholiczka i filmomaniaczka. Recenzentka - amatorka, szpanująca swoim talentem pisarskim i nie rozumiejąca, dlaczego nikt nie chce podziwiać blasku jej intelektu, który przecież razi wszystkich po oczach. Czasami o skłonnościach masochistycznych, wiecznie niewyspana. Niepoprawna romantyczka, marząca o naprawianiu świata. Ponoć mówią, że nocą staje się Nocnym Cieniem i szuka nowych, szeleszcząco - papierowych ofiar...

View all posts by Blair