Wydana nakładem Domu Wydawniczego Rebis „Ziemia trwa” George’a R. Stewarta to tytuł, obok którego nie mogłem przejść obojętnie. Zaintrygował mnie on od pierwszej chwili, jak tylko ujrzałem okładkę: zgrabna, intrygująca i trochę przypominająca mi kadr żywcem wyciągnięty z filmu „Jestem legendą”. Natomiast z chwilą, gdy zacząłem czytać opis powieści, coraz bardziej umacniałem się w decyzji poznania tej książki. Nie tylko dlatego, że to postapo i lektura kolejnej takiej historii była dla mnie zbyt dużą pokusą do przezwyciężenia. Swoje też zrobiła rekomendacja samego Stephena Kinga, którego recenzowany tytuł zainspirował do napisania „Bastionu”. Pozostaje tylko jedno pytanie, czy „Ziemia trwa” jest rzeczywiście tak dobra, jak na to wygląda?

Powieść Stewarta od pierwszych stron mocno mnie zaskoczyła i tak naprawdę w ogóle nie przypominała tego, czego się po niej spodziewałem – epickiego postapo. Jasne, mamy tutaj dziesiątkującą rodzaj ludzki apokalipsę w postaci pandemii. Aczkolwiek dla mnie wykreowana przez autora wizja końca świata jest nazbyt wyidealizowana, ale o tym więcej napiszę trochę później.

Historię poznajemy z perspektywy młodego mężczyzny, Isherwooda. Zwyczajnego faceta, który podczas swojego pobytu na kompletnym odludziu miał na tyle dużo szczęścia lub pecha, zależy jak na to chcecie patrzeć, aby praktycznie rzecz ujmując, przespać najważniejszy moment w dziejach ludzkości – epidemię. Dla niego świat pozostał taki sam, przynajmniej do chwili, gdy jadąc w stronę Hutsonville, zaczyna sobie uświadamiać, że coś jednak jest nie tak. Wszędzie dookoła cicho i nikogo żywego… Puste drogi, a na ich poboczach zwłoki.

„Ziemia trwa” to niezwykłe, ale zarazem wyjątkowo dziwne postapo. W wizji autora przez pandemię wszystko wywróciło się do góry nogami. Chorobę przetrwała raptem garstka ocalałych, którzy muszą się przystosować do nowych warunków. Życie ludzi uległo diametralnej zmianie. Niby nie muszą zarabiać pieniędzy ani płacić rachunków, podatków czy spełniać innych społecznych obowiązków, ale poza tym robią to, co wcześniej. Nie zdziczeli, nikt z nikim nie walczy o ochłapy dawnego świata, żeby przetrwać choć jeden dzień dłużej. Zamiast tego są wobec siebie mili i uprzejmi.

Dla mnie recenzowana powieść nie jest jedynie o samej pandemii lub o tym, jak możemy sobie radzić w nowych warunkach i odbudować społeczeństwo. Poza tymi kwestiami, zwłaszcza na samym początku, odnosiłem wrażenie, że cały zamysł autora skupiał się na przedstawieniu z perspektywy jednego z ocalałych wszelkiego rodzaju zmian. Przede wszystkim tych zachodzących w świecie. W tym kontekście tytuł książki jest dość wymowny. Ziemia istnieje od miliardów lat, przeżyła różne epoki, narodziny nowych gatunków oraz wyginięcie tych mniej przystosowanych do panujących na niej warunków. Nie inaczej jest z nami, ponieważ jesteśmy tylko przejściowym etapem w jej długiej historii. Choć trzeba przyznać, że zostawimy coś po sobie, tylko czy na zawsze?

W wizji Stewarta pandemia ma ogromny wpływ również na planetę. Życie dalej biegnie swoimi torami, tylko z tą różnicą, że kolejny gatunek znika i może to lepiej, ponieważ sytuacja klimatyczna Ziemi zacznie ulegać poprawie. Zupełnie inny los spotyka dzieła naszych rąk. Miasta powoli zaczyna pochłaniać przyroda. W elektrowniach kończy się paliwo bądź po prostu ulegają awarii, bo nie ma kto serwisować zużywających się podzespołów. A trzymane na fermach zwierzęta spotyka śmierć głodowa. Niestety ta wizja nie należy do najmilszych.  

W „Ziemia trwa” najbardziej zaskoczyło mnie coś innego. Mianowicie utopijne i wyjątkowo optymistyczne podejście autora do tego, jak ludzie podeszliby do epidemii oraz końca znanego nam społeczeństwa. Może jestem zbyt wielkim realistą bądź czarnowidzem, żeby tak łatwo zaakceptować wyobrażenie Stewarta, w której ludzie są dla siebie mili, nie patrzą wilkiem jeden na drugiego i nie kombinują, jak obrobić drugiego z jego zapasów żywności. Nawet nie widzą nic niepokojącego w sytuacji, gdy ktoś ich odwiedzi w nocy z młotkiem w ręku. Tylko mnie to dziwi?

Co do stylu pisania Stewarta nie mam zbyt wiele do powiedzenia. Na pewno nie mogę na nic narzekać, bo tekst jest zgrabny, zrozumiały i dobrze napisany. Tylko wiecie, ja strasznie nie lubię tego stosowanego kilkadziesiąt lat temu sposobu narracji. Niby przekazywane są wszelkie informacje odnośnie wyglądu świata i jego zmiany w trakcie rozwoju fabuły czy poznawania emocji i myśli bohatera, ale jest to strasznie drętwy sposób opowiadania historii. Dla mnie wręcz wiejący nudą.

Pomimo tych kilku drobniejszych lub większych wad „Ziemia trwa” to bez wątpienia nietuzinkowy tytuł prezentujący niezwykłe podejście do tematu postapo, co na pewno zaskoczy niejednego miłośnika gatunku. W końcu przez inne tytuły przywykliśmy do walczących ze sobą o wszystko ludzi, starających się przetrwać jak najdłużej w niezbyt gościnnych warunkach świata po apokalipsie. Natomiast trudno jest mi jednocześnie wyrokować, czy recenzowana powieść zaskoczy Was pozytywnie bądź negatywnie.  Na pewno to frapujący tytuł i warto poświęcić czas na jego poznanie, choćby po to, aby zatrzymać się na chwilę i przemyśleć sobie parę spraw odnośnie tego, co tak naprawdę ma znaczenie.

  • Autor: George R. Stewart
  • Tytuł: Ziemia trwa
  • Tytuł oryginału: Earth Abides
  • Tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki
  • Seria: Wehikuł czasu
  • Wydawnictwo: REBIS
  • ISBN: 978-83-8188-326-9
  • Format: 135 x 2015 mm
  • Oprawa: zintegrowana
  • Ilość stron: 424
  • Data wydania: 14 wrzesnia 2021
 
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments