Katarzyna Berenika Miszczuk istnieje na rynku książki od wielu lat. Ma na koncie takie serie jak cykl diabelsko-anielski o Wiktorii Biankowskiej czy powieść „Druga szansa”, która nawet doczekała się serialowej adaptacji Netflixa o tytule „Otwórz oczy”. Wiele osób poznało ją również za sprawą serii słowiańskiej, „Kwiat Paproci”. Ostatnio autorka spróbowała swoich sił w literaturze dla dzieci i efektem tych starań jest książka „Tajemnica domu w Bielinach”.

Powieść została osadzona w uniwersum stworzonym na potrzeby „Kwiatu Paproci”. W tym świecie przed wiekami Mieszko I wcale nie przyjął chrztu, a jego państwo pozostało pogańskie. W efekcie czego Królestwo Polskie to tereny, na których wciąż wierzy się w Świętowita, Mokosz czy Welesa, gdzie wciąż obchodzi się Szczodre Gody, Noc Kupały i Dziady, a ramię w ramię z lekarzami pomocy udzielają szeptuchy. Zamiast księży i kościołów są żercy, a ludzie czują strach i respekt przed słowiańskimi demonami takimi jak południca czy leszy. Niby świat podobny do naszej rzeczywistości, a jednak tak od niej różny, szczególnie na wsi, gdzie ludzie wciąż hołdują dawnym zwyczajom.

W „Tajemnicy domu w Bielinach” śledzimy losy pewnej rodziny. Po rozwodzie rodziców dzieci wraz z matką przeprowadzają się na wieś, by zamieszkać z daleką krewną, która z powodu Alzheimera potrzebuje codziennego wsparcia. Ciotka Mirka przed laty praktykowała jako szeptucha w Bielinach, a teraz sama wymaga pomocy i asysty. Cała ta zmiana nie podoba się dzieciom, które muszą opuścić kolegów w Warszawie i przenieść się do zupełnie innej, wiejskiej rzeczywistości. Tym bardziej że dom, w którym mają od teraz zamieszkać, wcale nie jest taki, jak się spodziewali.

Po fabule oprowadza czytelnika rodzeństwo – dwunastoletnia Bogusia, dziesięcioletni Leszek i ośmioletnia Tosia. Wraz z mamą i ich najmłodszą siostrzyczką Dąbrówką, mająca dopiero niespełna roczek, starają się dostosować do nowego otoczenia. Szczególnie najstarsza dziewczynka ma do rodziców żal o rewolucję, jaka wydarzyła się w ich życiach. Sama przeprowadzka to jednak nie koniec, gdyż dzieci przekonują się, że słowiańskie wierzenia to nie tylko bajania, a demony to coś więcej niż zapomniane opowieści, w które przed laty wierzono.

Mam dość skromne doświadczenie w książkach dla dzieci, lecz powiem szczerze, że bym się dwa razy zastanowiła, zanim podsunęłabym dziecku „Tajemnicę domu w Bielinach”. To dobra i ciekawa historia, ale niektóre momenty mają złowieszczy wydźwięk – na tyle, że byłabym skłonna ze względu na nie nazwać ten tytuł horrorem dla małoletnich lub przynajmniej historią z dreszczykiem. Obawiałabym się, czy nie nastraszy to dzieci o bujniejszej wyobraźni, gdyż nawet mnie samej dreszcz przebiegł po plecach raz czy dwa. Autorka w wywiadach wspomina, że książkę kierowała głównie do dzieci w wieku 9-12 lat. Cóż, wiele tu zależy od wrażliwości. Wraz z lekturą kolejnych rozdziałów podwyższałam w pamięci polecany wiek odbiorcy i ostatecznie sugerowałabym nawet 12+. Choć mniej strachliwi dziesięciolatkowie też mogą odnaleźć w tej powieści przyjemność.

„Tajemnica domu w Bielinach” liczy sobie nieco ponad 200 stron, napisanych sporym drukiem, ułatwiającym lekturę najmłodszym. Wydanie zawiera też kilka ilustracji autorstwa Marcina Minora. Aczkolwiek to jest element, który podobał mi się w tej powieści najmniej. Przyznam szczerze, że dla mnie te rysunki – ciemne, z pokracznymi postaciami z wytrzeszczonymi oczyma, w dodatku w czerni i bieli – wydawały się przede wszystkim dość niepokojące i złowieszcze, prędzej adekwatne do koszmaru niż książki dla dzieci. I to też wpłynęło na rekomendację wspominanej wyżej grupy wiekowej.

Niemniej historia zaprezentowana w „Tajemnicy domu w Bielinach” mnie zaintrygowała. Ponownie można zajrzeć do świata, gdzie słowiańskie wierzenia to więcej niż pieśń przeszłości. Powieść osadzona została dwanaście lat po wydarzeniach z książki „Przesilenie”, więc i fani cyklu Kwiat Paproci mogą odnaleźć tu większe i mniejsze smaczki, gdyż poznani tam bohaterowie mają tu swoje gościnne występy. Moim zdaniem ta opowieść zadowoli fabularnie zarówno młodzież, jak i starszych czytelników. Pomimo tego, że jestem parokrotnie starsza niż grupa docelowa, bawiłam się przednio, a losy rodzeństwa mnie wciągnęły.

Z wielką chęcią sięgnę po kontynuację tej historii – nie wiadomo jeszcze, kiedy światło dzienne ujrzy „Tajemnica Dąbrówki”, lecz z całą pewnością się z nią zapoznam. Póki co natomiast polecam pierwszy tom serii „Klub Kwiatu Paproci”, gdyż jest to historia wciągająca, intrygująca i pouczająca. Cieszę się, że autorka postanowiła zaprezentować młodszemu pokoleniu trochę naszej słowiańskiej spuścizny, o której niestety mówi się w szkołach zbyt mało.

Seria: Klub Kwiatu Paproci
Tom: 1
Wydawca: Wilga
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Format: 135 x 202
ISBN: 978-83-280-9501-4
Typ okładki:twarda
Data premiery: 23-11-2021
Liczba stron: 238

Inne książki z osadzone w uniwersum Kwiatu Paproci:

0. Jaga (zapraszamy do lektury recenzji)
1. Szeptucha
2. Noc Kupały
3. Żerca
4. Przesilenie

Tajemnica domu w Bielinach Klub Kwiaty Paproci Katarzyna Berenika Miszczuk
 

About Sophie

Z zawodu finansista, z pasji czytelnik. Redaktorka serwisu oraz moderator forum Gavran, okazjonalnie recenzentka.

View all posts by Sophie
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze