„Echo przyszłych wypadków” – James Islington – recenzja

"Echo przyszłych wypadków"„Echo przyszłych wypadków” autorstwa Jamesa Islingtona to drugi tom „Trylogii Licaniusa”, epickiego fantasy, które zabiera Czytelników do świata magii, tajemnic i niebezpiecznych intryg. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Fabryka Słów.

Od bitwy o Ilin Illan minął miesiąc. Chociaż najeźdźców pokonano, życie w stolicy i całym kraju dalekie jest od normalności. Davian, Asha, Wirr i Caeden muszą szybko odnaleźć się w tych nowych warunkach, by móc ocalić nie tylko siebie, ale cały świat, jaki znają.

Trzeba przyznać, że Jamesowi Islingtonowi nie brakuje rozmachu. Jego powieści nie można zaliczyć do krótkich czytadełek na jeden wieczór. Dodatkowo autor wymaga od swoich odbiorców skupienia, ponieważ prowadzona co najmniej czterotorowo historia porusza wiele wątków, a mocno rozbudowane przedstawienie świata, w którym żyją bohaterowie, dodatkowo zmusza do uwagi.

Ten wspomniany element ma też pewien minus. Jeśli pomiędzy lekturą obu tomów zrobicie zbyt długą przerwę, może okazać się, że niektóre istotne niuanse uleciały z Waszej pamięci. Co prawda autor zadbał o dość obszerne przypomnienie wydarzeń ze swojego debiut pt. „Cień utraconego świata”, jednak lepiej dmuchać na zimne i nie zwlekać z czytaniem.

Choć głównym bohaterem od samego początku jest Davian, tak jak miało to miejsce we wcześniejszej odsłonie cyklu, wydarzenia poznajemy również z perspektywy jego przyjaciół. Przyznam, że młody augur nie jest i nie był moim faworytem spośród wszystkich znaczących dla fabuły osób. Jego postać jest ciekawa, jednak większą sympatią obdarzyłam Ashę czy tajemniczego Caedena. „Echo przyszłych wypadków” podtrzymuje moją opinię w tym względzie. Tej pierwszej było mi po prostu żal, ze względu na to, co ją spotkało, i z ciekawością patrzę, jak rozwija się w nowej rzeczywistości oraz roli. A trzeba przyznać, że dziewczynie, mimo młodego wieku, nie brakuje odwagi oraz pomysłowości. Natomiast Caeden ma w sobie zbyt wiele nieodkrytych tajemnic, by tak po prostu nie zwrócić na niego uwagi. Muszę wspomnieć, że James Islington dopilnował, by bohaterowie nie stali w miejscu. Każdy z nich przechodzi przemianę, adekwatną do sytuacji, w której się znalazł, dzięki czemu zyskują naturalności i realizmu.

Islington ma talent do tworzenia ciekawej historii i intrygującej fabuły. Jednak w czasie lektury zdarzały się momenty, kiedy czułam się lekko zagubiona. Autor stopniowo odsłania karty, a brak pełnego obrazu wzbudza frustrację. Zwłaszcza, gdy czytelnicza cierpliwość nie jest cechą, jaką można się pochwalić. Mam nadzieję, że finałowy tom sprawnie pozamyka rozpoczęte wątki i nie pozostawi Czytelników z domysłami. Przyznam, że nieszczególnie przepadam za powieściami, w finale których to odbiorca musi dopowiedzieć sobie zakończenie.

Pod względem językowym i stylistycznym drugi tom cyklu nie odbiega od pierwszego. „Echo przyszłych wypadków” napisano całkiem sprawnie i przystępnie, choć osobiście pozbyłabym się kilku nie wnoszących zbyt wiele do treści elementów. Jednak ja nie jestem wielbicielką szczególnie długich opisów świata zastanego, natomiast wśród osób sięgających po tę książkę znajdą się tacy, którzy tylko na to czekają.

„Echo przyszłych wypadków” to udana kontynuacja wymyślonej przez Jamesa Islingtona historii. Jest ciekawie, momentami krwawo i smutno, lecz, dla zachowania równowagi, nie zabrakło też wesołych fragmentów. Cóż, teraz pozostaje mi czekać na trzeci tom, „Blask ostatecznego kresu”, który na szczęście Fabryka Słów planuje na kwiecień 2022 roku.

Tytuł oryginału: An Echo of Things to Come
Tłumaczenie: Grzegorz Komerski
Premiera: 27 października 2021
ISBN: 978-83-7964-670-8
Oprawa: zintegrowana
Liczba stron: 856

 

About WereWolf

Zły Wilk

View all posts by WereWolf
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze