Na przestrzeni ostatnich kilku lat zachwycałem się klasycznymi powieściami fantasy pióra Marcina Mortki: utrzymanymi w słowiańskim klimacie „Żółtymi ślepiami” oraz wyjątkowo lekką i zabawną „Nie ma tego złego”. W tym roku za sprawą „Mroźnego szlaku”, który światło dzienne ujrzał nakładem wydawnictwa SQN nie tak dawno temu, bo pod koniec marca, mogłem kontynuować poznawanie twórczości tego autora. Sama książka poza byciem zupełnie nową przygodą stanowi także początek cyklu w klimacie dark fantasy pod tytułem „Straceńcy Madsa Voortena”.

Do tej pory znałem bardziej humorystyczne oblicze autora i byłem niezmiernie ciekawy tego, czy uda mu się poskromić to genialne poczucie humoru, jakim bawił mnie w „Nie ma tego złego” i zastąpić je czymś znacznie mroczniejszym, bez przesadnego śmieszkowania. A o tym, czy mu się to udało, przeczytacie później.

Marcin Mortka w „Mroźnym szlaku” zabiera nas na wyprawę po niezwykłych i bajecznych Rozkrzyczanych Krainach, gdzie obok ludzi żyją sobie krasnoludy oraz elfy. Przynajmniej tak to wyglądało do czasu, gdy zostali najechani przez Tuistan, prowadzonych przez Króla-Wieszcza w asyście opiekuńczej bogini, najprawdziwszego smoka obdarzonego wielką mocą. W czasach, gdy dzieje się historia Smoczycy już nie ma, za to jej dzieci pustoszą spowity wojną świat.

W tych niezbyt przyjemnych okolicznościach poznajemy wręcz legendarnego i owianego złą reputacją pułkownika wojsk rebelianckich Madsa Voortena. Perfidny los sprawił, że zamiast rozprawiać się z resztą smoczej armii, trafił ze swoim oddziałem do krasnoludzkiej niewoli. A jedynym ratunkiem dla służących pod nim żołnierzy jest jego pomoc oprawcom w odzyskaniu utraconych przed latami ziem.

Od pierwszych stron recenzowany tytuł robi wrażenie epickiej historii, w której ma dojść do rozstrzygnięcia losów świata albo jego końca. Poniekąd tak jest, co sugeruje zwłaszcza wstęp, przybliżający zasady wykreowanego świata i początki wojny z Tuistanami. Same Rozkrzyczane Krainy rozmachem, różnorodnością zamieszkujących je ras, smokami, innymi bestiami oraz magią przypomina mi Śródziemie Tolkiena. Na szczęście na tym podobieństwa się kończą. Z czego niezmiernie się cieszę, bo kto lubi odgrzewane kotlety. Dalszy ciąg historii odchodzi od nadmiaru epickiego klimatu i skupia się na bohaterze oraz jego niemożliwemu do wykonania zadaniu. Szczególnie w pojedynkę.

Skoro mowa o protagoniście, powiem Wam, że go bardzo polubiłem. Jedni mają go za zdrajcę, inni za szaleńca podejmującego ryzykowne działania, a dla innych jest Ostrzem Burzy, człowiekiem, który wzniecił ogień dwóch powstań przeciw Tuistanom. Prawda natomiast leży jak zwykle gdzieś po środku. Mads to honorowy człowiek ryzykujący własne życie nie dla wiecznej chwały, pieśni bardów, tylko dla przyjaciół trzymanych w krasnoludzkich lochach. Nie ma także problemów z ubrudzeniem sobie rąk. Przypomina mi również moje zachowanie z dawnych czasów, gdy grałem ze znajomymi w Warhammera. Miewałem wtedy wiele pomysłów na rozwiązanie problemów, wszystkie równie szalone, kreatywne i samobójcze co Voortena. Ale w tym szaleństwie tkwi metoda.

Czytając „Nie ma tego złego” czasem miałem wrażenie, jakbym trzymał w rękach scenariusza kampanii gry fabularnej. Każdy mistrz gry chciałby mieć do dyspozycji taką historię: wciągającą główną oś fabularną, mocno rozwinięte wątki poboczne, znakomicie zarysowanych bohaterów i dużo swobody, by mogli ruszyć w dowolnym kierunku, świetnie przy tym bawiąc uczestników sesji. Podobne odczucia towarzyszyły mi podczas lektury „Mroźnego szlaku”. Aczkolwiek nie uważam tego za wadę. Nie jest to zarzut wobec stylu pisania autora. Dla mnie takie podejście dodaje klimatu, pozwala bardziej wczuć się w czytane sceny. Poza tym tekst robi wrażenie przemyślanego oraz dobrze skonstruowanego. Wszystkie elementy są na swoich miejscach i nic nie utrudnia ani też nie psuje przyjemności z poznawania historii. Uwielbiam w recenzowanym tytule system magiczny, gdyż w Rozkrzyczanych Krainych trzeba płacić za moc. Im większa, tym cena jest wyższa. A obdarzeni nią ludzie są w pewnym sensie niepełnosprawni. Z czymś takim jeszcze nigdy się nie spotkałem.

„Mroźny szlak” to taka poważniejsza i dojrzalsza książka, w której czuć, że życie bohatera, jego kompanów oraz innych ludzi nie jest usłane różami. Mają oni liczne problemy i rozterki. Aczkolwiek poza nie do końca pozytywnym protagonistą i części przedstawionych w powieści wydarzeń jakoś nie doświadczyłem podczas lektury tego mroku. Przez co, przynajmniej w mojej opinii, trudno jest mi określić recenzowany tytuł jako dark fantasy.

Powiem Wam, że „Mroźny szlak” przypadł mi do gustu. Książka ma swój urok i na pewno, gdy tylko będę mógł, z ogromną przyjemnością powrócę do Rozkrzyczanych Krain, aby wyruszyć na kolejną niebezpieczną przygodę z Madsem i jego nieznającymi lęku kompanami. Mam tylko nadzieję, że SQN oraz sam Mortka nie każą nam zbyt długo czekać na kontynuację i niebawem będziemy mogli sięgnąć po drugi tom „Szaleńców Madsa Voortena”. A Was zachęcam do lektury „Mroźnego szlaku”. ;)

  • Autor: Marcin Mortka
  • Tytuł: Mroźny szlak
  • Cykl: Straceńcy Madsa Voortena, tom 1
  • Wydawnictwo: SQN
  • ISBN: 9788382105612
  • Format: 140 x 205 mm
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Ilość stron: 416
  • Data wydania: 23 marca 2022
  • Cena detaliczna: 42,99 zł
  • Dostępne wersje: papierowa / ebook / audiobook
Moje pozostałe recenzje twórczości Marcina Mortki
 
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze